Obserwatorzy

sobota, 27 stycznia 2024

Wielka ucieczka małego chomiczka...

 Wypadłam z kołowrotka...

Lata temu wypowiedziałam na głos marzenie, o którym niektórzy z Was czytali zapewne na blogu w jednym z postów : KLIK . Żeby jednak marzenie zrealizować czekać musiałam cierpliwie, wręcz anielsko cierpliwie, bo dobre kilkanaście lat z okładem... Ostatecznie też dobić musiałam do przysłowiowej ściany i walnąć głową o beton, żeby ruszyć cztery litery, podjąć stanowcze decyzje i wyrwać się z tego, co zjadało mnie wewnętrznie. 

Porzuciłam mój kołowrotek, w którym kręciłam się od lat już prawie czterdziestu sześciu. Ubrana w gumiaczki i szary płaszcz ruszyłam w nowe życie. Może uda się trochę tu pożyć szczęśliwie :) Znalazłam uroczą dziuplę w miejscu, które od pierwszych kroków przytuliło moje serce, stary dom, w którym poczułam się naprawdę dobrze, z numerem, co dla wielu pechowym się wydaje, ale ja z premedytacją czarne koty przytulam, rozsypuję sól, więc i 13tka bliską jest mi liczbą. Koniec małej wsi, ostatnia chałupa, kilkadziesiąt arów, drzewa owocowe, trawsko i krzaczorki z dedykacją dla mojego czworonoga i sporo metrów do szaleństw mojej czarnej kitki. Dla mnie duża kuchnia, strych, piękny pokój ze starą podłogą na pracownię, ale przede wszystkim święty spokój....



O wszystkich plusach opowiem za dni parę. Minusy też widzę i przedstawię szczerze, ale zdecydowanie na wartościach dodatnich się skupiam.  Do pisania i opowiedzenia o wszystkim czuję się zobowiązana, bo jakiś czas temu wrzuciłam skromne zdjęcie domu, takie z perspektywy krzaka pokrzywy strzelone, na grupę "fejsbukową"  Siedliska na sprzedaż, prowadzoną po mistrzowsku przez Waldemara Rojewskiego i wywołałam niespodziewanie całą lawinę polubień, komentarzy i naprawdę serdecznych życzeń powodzenia od takiej rzeszy ludzi, że poharatane skrzydła moje wrzuciły mnie w radosny wir pracy. Za te wszystkie słowa wsparcia ogromne podziękowania i prośba o więcej.  Zniknęłam na chwilę, ale opowieść o tym jak udało mi się znaleźć wymarzone miejsce, jak się do tego wszystkiego zabrałam, jakie mam plany i skąd wygenerowałam siły do zmian zwyczajnie należy się tym, co wiadomości z prośbą o wskazówki wysłali i co tyle ciepła pod wspomnianym zdjęciem zostawili. Dzisiejszy post traktuję jako wstępniak, zaproszenie do przycupnięcia w tej mojej przestrzeni i towarzyszenie mi w drodze, która zapewne wiele niespodzianek szykuje. Problemy będą, a jakże. Życie bez nich mdłe jak przesłodzona herbata by było. Od tego jednak głowa i ręce, żeby z nimi walczyć i szukać rozwiązań. Wasze podpowiedzi jak najbardziej wskazane. Pewnie błędy popełniać będę, ale te cudze to też nauka dla mnie i dla innych jakich baboli nie popełniać więcej. Padł pomysł utworzenia kanału na YouTube.  Nie czuję się jednak medialnie zbyt, może z czasem w formie uzupełnienia relacji zarzucę coś w formie filmowej. Wolę jednak tymczasem podjąć  próbę przywrócenia czytelnictwa w narodzie :D . Podobno piórko mam względnie lekkie i zdjęcia całkiem zgrabne  pstrykam, liczę więc , że miło Wam tu będzie. 

Do dołączenia do siedliskowej grupy Waldemara zachęcam gorąco ( nie, nie jest to płatna reklama ;) ). Facet robi świetną robotę. Wyłuskuje  z sieci smaczne kąski z ogłoszeń domów i siedlisk na sprzedaż, dzieli się wiedzą w temacie i przede wszystkim zrzesza naprawdę dużą grupę podobnych sobie wariatów, których miasto w zadek uwiera, tych zdecydowanych i jeszcze wątpiących. Taka grupa wsparcia potrafi uporządkować w głowie plan jeszcze niegotowy i pchnąć do przodu kiedy ten najważniejszy krok na siłę jeszcze powstrzymywany. Ja, taka Zocha samocha trochę. Z pomocy nie skorzystałam, ale ta fachowa bywa nieoceniona.  

Jest tu o czym pisać i co pokazywać. Prace przy ogarnianiu domu dzielę pomiędzy tę kuchenną i twórczą. Nasz team składa się z dwóch kotów ( jeden spadkowy po poprzednich właścicielach), dużego psiunka, mnie i Ireneusza. Jest więc komu gotować i kogo ogarniać. Zdjęć Ireneusza brak, bo kilkanaście lat razem i wspólnych nie mamy wcale, ale jest, istnieje i aktualnie pomaga bardzo.  Spamować więc będę tymi kudłatymi, no i fotkami z domu ;)  Szyciowo na tapecie zające i marchewy. Jakby kto chciał, pisać śmiało, coś jeszcze zostało. Słowo pisane wpadnie za dni parę. Opowiem jak bardzo musiałam się wściec, żeby z kołowrotka kręcącego się na pełnej prędkości wyskoczyć ;) Jak opowieść się spodoba, kawę postawić możecie na buycoffe klikając o tu : KLIK Z góry dziękuję i ściskam mocno!










Za obecność serdeczne dzięki! Miłego weekendu!
Wasza A. 

wtorek, 31 października 2023

"A kiedy przyjdzie także po mnie..."

 "... Zegarmistrz światła purpurowy,

By mi zabełtać błękit w głowie, 

To będę jasny i gotowy.."


Kwestię odchodzenia z tego świata mam w głowie poukładaną ślicznie i logicznie. Jedyny strach jaki z tą kwestią  się wiąże, to ten o stan domu i posiadania, bo nie chciała bym, żeby ktoś na mnie wyklinał przy porządkowaniu mojego pierdolniczka. Mam więc jeszcze sporo rzeczy do uszycia, posklejania i pomalowania. No i wiarę mam, którą to za stan pewniejszy od nadziei uważam, że czasu wystarczająco dostanę na zrealizowanie różnych pomysłów. Jak oczy zaczną mi wysiadać konkretnie wtedy zamówię kontener na resztę materiałów, albo zaproszę w gości innych szalonych rękodzielników, niech się częstują.

Pierwszy listopada już za progiem, szaleństwo cmentarne widziałam już ładnych parę dni temu, kiedy z mamą poszłyśmy ogarnąć grób dziadków. Pamiętam jak za dzieciaka na cmentarz nosiliśmy proste, białe świeczki. Wtykało się je w ziemię przed pomnikiem, a potem z lubością moczyliśmy paluchy w roztopionym wosku konkurując kto większą kulkę zmontuje. Teraz zniczyska warte fortunę, instalacje kwietne jak na wesele w pałacu i panteony ustrojone tak, że aż po oczach daje. Biznes cmentarny nakręcił takie szaleństwo zakupowe, a ludzie w to idą jak lemingi z Disneya prosto w przepaść. Ja dla siebie dyrektywy dziecku przedstawiłam konkretne: prosta płyta, lub krzyż i żadnego badziewia, bo wrócę i straszyć będę. Wisi mi tam, czy na brzuch, chociaż skłaniam się ku spopieleniu, narzucą mi granit, czy lastrico, ale wolałabym żeby zanim wydadzą grube siano na te bzdety lepiej rodzina zjadła dobry obiad, spędziła miło czas razem i powspominała matkę wariatkę. Te wieńce po kilka stów jeden też niech sobie darują. Póki żyję kwiaty chętnie przyjmuję, choćby i polne. Później to już show dla żywych.


Dla dziadków serducho zrobiłam, mama prosiła. Może by im się spodobało, może nie. Wolę myśleć, że krążą gdzieś blisko nas porzuciwszy swoje kości i to, co tam na kamieniu legnie to im totalnie lotto.

A z newsów ze świata żywych, zmieniam lokalizację :) Pakuję szmatki i manatki i co prawda w obrębie województwa dolnośląskiego pozostanę, ale dożywocie odsiadywać już będę na mojej upragnionej, wymarzonej, wyczekanej cierpliwie wsi spokojnej :D. Szczegóły wkrótce. Teraz praca, praca, praca i jeszcze raz ogromne szczęście :) Muszę dutków nazbierać na dach, świece i dużo kawy. Pozwoliłam się ponieść intuicji w miejsce, które energię ma dobrą, nazwę uroczą i nr szczęśliwy. Musi być pięknie. Będzie tam szyte, pisane i łapane w obiektyw dla Was i dla potomności. No i miejsce dla Gości szacownych się znajdzie :)  Jak lubicie moje treści i radują Was te wieści, to kawulca można postawić lub do świec symbolicznie się dorzucić  o tu : KLIK 
Ściskam i lecę gołąbki na jutro zrobić, żurek ugotować i dynię upiec na pierożki. Wieczór tradycyjnie zagna mnie w kierunku maszyny do szycia, bo dziubolenie nocą w ciszy idzie mi najlepiej. 
Dziękuję, że jesteście
Wasza A. 

 

piątek, 13 października 2023

Życzenia dla wszystkich Czarownic

 Halloween to raczej nie moje święto. Czaruję w swojej chacie na okrągło, kota czarnego mam, a jakże, ale jakoś mody na amerykański styl życia wkręcić sobie nie dałam. Co innego szycie tematycznych duperałków. To, to ja chętnie :). W całym kraju dekoracji już multum, na każdej latarni w mieście jakiś wisielec z uśmiechem prosto z photoshopa, strach się bać. W związku z tym naszym polskim halloweenem, co to w najbliższą niedzielę nas czeka, mam więc dla Was, Moje Drogie Czarownicujące, życzenia prosto z serca: żeby nam nikt tej chałupy polskiej do góry nogami nie wywrócił, nie zeszpecił, nie zaprzedał, nie zrujnował dokumentnie. A jako, że praktycznie w każdym domu porządkowanie pierdolnika do nas kobiet należy, to i tych porządków nie zostawiajcie proszę w cudzych rękach. Bez obaw, nie zamierzam tu agitować nikogo, bo zdania jestem od lat, że do polityki uczciwi ludzie nie idą, a jeśli nawet jakiś tam się przypadkiem zaplącze, to zastraszą i na swoją modłę przerobią niechybnie . Czasy Reytana się skończyły, mężów stanu brak, zostało co zostało. Nie wiem na kogo zagłosuję, wiem jednak na kogo zdecydowanie głosu nie oddam, a to już coś. Czasem przetasowanie kart, poruszenie planszą z pionkami nowe możliwości przynosi, po to tam idźcie. Nie ma gadania, że rosół musicie gotować. Mnie też średnio się chce tyłek ruszać do Legnicy, zawsze wracam stamtąd z bólem głowy, ale  póki prawo głosu mam ( nie zapominajcie, że nie zawsze miałyśmy, a historia powtarzać się lubi...) to zrobić coś muszę dla siebie, dla Was, dla mojej córki. 





Ściskam Was mocno i całe mnóstwo serduszek w Waszą stronę ślę
A.


A.

 

Jesiennie...

 Czas na prace twórcze mój ulubiony nastał. Jesień, Panie, jesień nareszcie. Słońce chałupy do czerwoności nie rozpala i oczu mi nie męczy. W moim wieku, hehe, to już upały w kość dają dość :D Ciśnienie Panie skakać sobie lubi, krople nasercowe pod reką trzymać trzeba i pilnować się mocno, co by ducha nie wyzionąć, a nie tam dziubolić i dziergać... Żarcik, mam się nieźle. Ku mojemu zaskoczeniu nawet lepiej każdego dnia. Terapeutyczny kot zamieszkał ze mną w domu i stan fizyczny znaczącej uległ poprawie. O szczegółach kocioterapii może w następnym poście, a dzisiaj o twórczym moim żyćku, którego tutaj od maja (łolaboga...) nie pokazywałam ni hu hu.

Szyje się jesiennie i choinkowo. Czas nagli, bo na tym dziuboleniu to tydzień po tygodniu ucieka jak struś pędziwiatr. Za dużo jeden człowiek nie narobi. Takich oto serduszek jak te ze zdjęcia, to ja dziennie max 10 mogę zrobić. Towar więc deficytowy, bo i nie każdy dzień dziuboleniu sprzyja, wiadomo. Staram się jednak niezmiennie, żeby od ogólnodostępnej popeliny różniło się to moje dziubanko znacząco, więc jakość nad ilością góruje bez strat moralnych. 


Są też w beżu, naturalnie i z niebieskim haftem coś się znajdzie...


Poleciałam też w dyniowe pole z efektem widocznym na fociach



Dla tych, co Halloween celebrują uszyłam czarownicujące buciory:





Tak tu się właśnie dzieje w domu Cottoni. Zakopana jestem po czubek kokardy w szyszkach, szmatkach, patyczkach, a wypych to już z zupy wyciągam. :D Zaległości w robocie tradycyjnie multum, o tej domowej to już nawet nie wspomnę. Coraz dalej mi do perfekcyjnej pani domu, coraz bliżej do szalonego artysty, babki zielarki i starej wariatki hihi ;) Dom mój to nie muzeum (chociaż eksponatów wiekowych tu nie brakuje), to nie wystawka- ustawka do pokazywania w internetach. To schronienie moje, zwierzyńca lubego i miejsce działań twórczych. A że starszyzna plemienna zaczęła mi się wykruszać, to i chęć zostawienia po sobie czegoś fajnego wzrasta i narasta... Czas pozostały wykorzystać zgodnie z wewnętrzną wskazówką i potrzebą, to plan na najbliższe lata. Za długo żyłam próbując wpasować się w czyjeś ramki. 
Dzisiaj znowu nocka robocza. Standardowo w betach ląduję po 1:00, 2:00. Sową jestem, w nocy myśli jakieś klarowniejsze, dom cichy, pracuje się lepiej. Biegać nie muszę od maszyny do garów, bo od progu ktoś krzyczy "Co na obiad?, miskę daj, HAU!, mięsko daj, MIAU!..." Ustawili mnie tu sobie jak w zegarku... no dobra, dałam się ustawić ;) Rano kawulec, spacer z psiulkiem i zaś wycinanki, dziubanki. Jakby kto kawulca wirtualnego z postrzeloną i podstarzałą artystką napić się chciał, to można przez buycoffe wesprzeć to moje szaleństwo: https://buycoffee.to/cottoni  . Więcej kawy to więcej energii na nowe pomysły, do czerpania z których zapraszam serdecznie. Tymczasem odmeldowuję się i wszystkiego dobrego życzę, a że północ właśnie minęła, to w dynię wsiadam i spadam :)
Buziole!
Wasza A.








czwartek, 25 maja 2023

Dzień Matki

 Jestem matką nieidealną. Mam świadomość swoich niedoskonałości w wielu życiowych kwestiach i do tytułu perfekcyjnej Matki Polki również nie zamierzam pretendować. Nie ma ideałów. Każda z nas swoje błędy ma na sumieniu. Nie wszyscy jednak przyznawać się do nich lubią, lub nie potrafią. Nie chodzi jednak o to, żeby bić się w piersi, lecz wyciągać wnioski i korzystać z czasu, który pozostał na naprawę tego, co da się jeszcze naprawić.

 Moje jedynie dziecię chciałam wychować tak, żeby świata się  nie bało, żeby śmiało odkrywała w sobie nowe możliwości, popełniała własne babole i nigdy nie miała oporów w proszeniu o pomoc w razie draki. No i  żeby czasem wracała do matki nie dlatego, że trzeba, czy wypada, ale dlatego, że wracać jest miło, ot tak z potrzeby serca. Przyjacielem chciałam być, nie szeryfem. Mam nadzieję, że się udało, że silniejsza i śmielsza będzie ode mnie i z życiowej podróży czerpać będzie więcej radości.

Jutro święto naszych Mam. Oby im zdrowie dopisywało i ten dzień przyniósł dużo uśmiechów. Nawet, jeśli ziemska droga niektórych z nich dobiegła końca szczerze wierzę, że są z nami, połączone ze swoimi dziećmi na zawsze. To też  święto ku Ich pamięci. Moją Mamuśkę wyściskałam już dzisiaj, jutro pomęczę telefonami ;)


Z okazji tego dnia wyjątkowego naskrobało mi się parę wierszyków. Może komuś się przydadzą. A jeśli  moje rymowanki do gustu Wam przypadną i skubnąć sobie zechcecie, to w ramach zachęty do dalszego wierszowania okazjonalnego można postawić Pani Ani kawkę klikając w link > ;) Kawka dla artysty
Jeżeli komuś przydał by się wierszyk personalizowany, zapraszam do kontaktu : annaporeda1@gmail.com
Po podaniu zabawnych lub istotnych dla Was cech osób bliskich, sytuacji itd. mogę przygotować rymowanki na urodziny, śluby i różne inne okazje. 

DLA MAMY
********
Za to, żeś oddech i serce dała
Za to, żeś ciągle się poświęcała
Ty byłaś przy mnie w zdrowiu, chorobie
Włos Ci jeżyłam nie raz na głowie
lecz Ty wierzyłaś we mnie niezmiennie
Czy kiedyś miłość tę odwzajemnię?
W podzięce morze kwiatów to mało
Sto gwiazdek z nieba by się przydało
Buziaki słodkie i czekoladki
zwykliśmy dawać na Święto Matki,
lecz tu ważniejsze podzięki słowa:
Tyś wyjątkowa!


PROSTE ŻYCZENIA
*********
Ja życzę Ci Mamo
dni samych słonecznych,
podróży w codzienność 
wyłącznie bezpiecznych,
a sobie jednego bym tylko życzyła,
byś zawsze była...


DAR
*******
Odkąd Mamusiu w dorosłość ruszyłam
sukcesy zgarniam całymi garściami.
Życie-przygoda, dzieje się wiele
jestem szczęśliwa, lecz wieczorami
wracam do Ciebie myślą z uśmiechem,
bo dzięki Tobie we mnie odwaga,
by kroczyć naprzód, poznawać siebie
i z problemami w życiu się zmagać.
Dzięki za skrzydła, które mi dałaś,
za słowa wsparcia i podmuch w plecy,
by chwytać chwile, nie bać się świata
to takie ważne do życia rzeczy.
Ta Twoja miłość i ciężka praca,
którą codziennie we mnie wkładałaś
sprawia niezmiennie, że chcę tu wracać
do domu, który z serc zbudowałaś. 

To tyle jeśli chodzi o słowa kręcące się po mojej głowie, oprócz nich ostatnio latają tam jeszcze takie plaszki:


Uściski zasyłam
Wasza A.