Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zespół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zespół. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2017

No i pękł...

Pękł kolejny roczek mojego pokręconego żywota :)
Dwa dni temu odfajkowałam na osi czasu 39 urodziny i rozpoczęłam czterdziesty rok życia. 
Z urodzin nigdy nie robiłam wielkiego halo, a już tym bardziej, wbrew oczekiwaniom niektórych, nie zamierzam robić z nich dramatu, bo i po co?
Jakiś tydzień temu podczas wizyty u lekarza pan doktor łaskawie uśmiechnął się do mie po pytaniu o wiek i z mrugnięcieć oka oznajmił "To ja jeszcze wpiszę w kartę 38..." Serio? Co to niby miało by zmienić? Dlaczego upływający czas ma być takim problemem i dlaczego niby dziwną jest radość z tego, że małolatem już nie jestem? Nie lubię stereotypów, schematów, szufladek. Jest mi dobrze. Do swoich lat przyznaję się bez bólu, żalu i wstydu. Każdy etap w życiu niesie za sobą coś nowego i ja szczerze cieszę się tym, co przynosi mi mój "średni wiek". Podstawowe plusy to wypracowana niezależność, pewność siebie, której kiedyś tak bardzo brakowało i poczucie, że wskoczyłam na właściwe sobie tryby. Jeżeli ktoś próbuje włazić mi na łeb, to też nareszcie mam swobodę tupnięcia nogą bez strachu i skrępowania, że mi małolacie nie wypada. 
Typowo babskie dylematy dotyczące problemów wizerunkowych również zostawiam paniom, które poza wizerunkiem nie mają nic więcej. Nie zamierzam stresować się zmarszczkami, srebrem na głowie czy innymi pierdołami, które  tak czy siak wszystkich nas dopadną. Szkoda czasu i energii. 
Jakiś czas temu wrzuciłam na FB  jakies tam swoje foto, po którym zaliczyłam bzdurny komentarz, że strzeliłam sobie w stopę. Podobno w moim wieku zbliżeń już się nie robi ;) Naprawdę? Biedny internetowy świat nie jest w stanie przyjąć na klatę faktu, że się starzejemy? Konieczne jest tworzenie fikcji, że nadal mam 18 lat, gładką jak pupcia niemowlęcia twarzyczkę i wygląd nastoeltniej modelki prosto z żurnala? Takie oszukiwanie siebie i innych? Można sporo wygładzić filtrami, kilogramem tapety i trenowaną godzinami przed lustrem miną. Najlepiej zdjęcie z półprofilu, bo nie widać że owal twarzy siada co nieco. Taki półprofil-półprawda. Wizerunek sztucznie stworzony, który sypie się drastycznie jak spotkasz delikwentkę na ulicy. Najgorsze, że kobiety same to sobie robią. Zero litości.
Męczy mnie ta konieczność gonienia sztucznych standardów, cudzych oczekiwań. Skoro cudze, to zostawiam nieruszone na boku. Moje kurze łapki i całą resztę znaków czasu lubię i akceptuję, a wiek właściwy, to ten w środku człowieka. W tym miejscu informuję też szanowną młodzież, że człowiek dziadzieje/starzeje się duuużo później. Ctzerdziestka to jeszcze nie wiszenie jedną nogą nad grobem. Jeszccze jest masa miejsca na radość, nawet taką dziecięcą, spontaniczność i głupawki. Zostaje też prawo do ciągłej nauki  i popełniania błędów. 
Poważnieć na siłę też nie trzeba. Już dawno usłyszałam, że odkąd jestem matką dzieciom, to i garderobę należało by zmienić. W krótkich gatkach z brzuchem na wierzchu nie ganiam, ale w garsonki i futra też nikt mnie nie wbije. Owszem dress code szanuję i gdzie nie wypada w dżinsach nie pójdę, ale zostawiam sobie prawo do ubierania się wygodnie i według własnych potrzeb. Jak już kiedyś pisałam kwiestie mody były mi bardzo bliskie dawniej, ale człowiek dorasta i wyborów dokonuje. W garsonkach bylo by mi sztywno, a futra, cóż... eteryczne, zwiewne kobietki wyglądają w nich urokliwie, te  od rozmiaru 38 w górę niestety bezlitośnie dodają sobie tylko lat i objętości. 

39 odznaczyłam w kalendarzu i obeszło się bez wielkiej pompy. Tym bardziej, że byliśmy całą familią w trakcie paskudnej grypki, która przetoczyła sie przez nas  koszmarnymi objawami.Dawno tak chora nie byłam i dawno nie wypiłam takich ilości herbaty. Garnuszek za garnuszkiem. Na tę z cytryną patrzeć już nie mogłam, teraz piję bawarkę, tak dla odmiany :)  
   


Mojej twarzy pół, to obrazek stworzony na potrzeby nowej strony zespołowej, o której napiszę wkrótce. Jeśli jednak macie ochotę już zerknąć i posłuchać jak pracujemy, to zapraszam serdecznie o tu: FREE-ON
Tam też nikogo nie oszukujemy. Wyglądamy prawdziwie, czyli młodo duchem i serduchem ;) no i gramy w 100% na żywo, bez czarowania i ściemy. Energii w nas jeszcze sporo, czasem nawet myślę, że zdecydowanie więcej, niż w dwudziestoparolatkach ;)
Autorem zdjęcia jest młody, zdolny Arek Konkol, którego postępy i twórczość możecie obserować na łamach FB: AREK KONKOL a także na instagramie: https://www.instagram.com/panda1ife/

Co zrobię z kolejnym rokiem życia? Mam nadzieję, że dużo dobrego. 
Pracy przede mną od groma i ciut ciut. Oczekiwania spełniam jednak już tylko własne, sama wytyczam sobie plan i drogę do jego realizacji. Z wewnętrznęj energii korzystam świadomie i zgodnie z własnymi możliwościami. Ot, taka wolność "starszej" pani :P

Dzisiaj energia idzie w myszy i mam nadzieję, że ich nowi właściciele poczują jak duży w niej był ładunek pozytywny ;)




Miłego weekendu Kochani
Ściskam mocno!
Wasza A.



piątek, 24 stycznia 2014

Spóźnialska

Miała być dużo wcześniej, ale najwyraźniej co innego miała do roboty...
Nie wpadła na święta, choć tyle osób liczyło na jej obecność...
Teraz, kiedy zielone spod gruntu łebek nieśmiało zaczęło wystawiać
przychodzi i się panoszy...


W sumie lepiej, że przypałętała się w końcu teraz, a nie później, kiedy wszystko kwieciem wystrzeli i pszczoły się pobudzą z zimowego snu.
Jej obecność jednak nie cieszy mnie zbytnio.
Latarenki, koce, gorące herbatki i mały procencik na rozgrzewkę poszły w ruch, 
ale i tak w sporych dawkach staram się serwować sobie wiosnę...


Małe ogródeczki- wiosna w pigułce, działają rozweselająco i uspakajająco.
Te maluchy po lewej babcia Sabinka nazywała łubinkami.
Całe wielkie kępki rosły na działce u babci i pachniały miodem, szczęściem, budzącym się życiem.
Uwielbiam!
Białe buty uszykowałam zimie na drogę do domu. Oby szybko je przywdziała i poszła gdzie ją nogi poniosą.


Kwiatki, zioła w doniczce- lekarstwo na szarówkę za oknem.
Najlepiej jednak ze wszystkiego działa praca.
Kto na Facebook do mnie wpada widział już mojego gryzonia.
Tym jednak, którzy od fejsbukowania bronią się ręcami i nogami
przedstawiam Halinkę- pierwszą myszowatą w rodzinie Cottoni.


Misie dzisiaj Wam odpuszczę, ale rodzą się jak szalone.
Króliczki też zaczynają o sobie przypominać
i już niedługo niezły zwierzyniec opanuje moją przestrzeń mieszkalną.
Pracownia się maluje.
Tzn. nie maluje się sama, a złote ręce mojego pracusia robią tam prawdziwe cuda.
Ściany pięknie pobielone, mebelki na biało przemalowane...
Serce rośnie!
Dzisiaj uchylę Wam rąbka tajemnicy i pokażę kawałeczek tego mojego, nowego miejsca :)


Stare, dubeltowe okna. Prawdziwe, drewniane, bez grama plastiku, którego żywcem nie cierpię!
Grube mury starej kamienicy- cudo!
Te haczyki, załamania na szkle starych szyb...
Niedługo zawisną tu zasłony w biało-czerwone paseczki, a na parapecie wyląduje jakieś kwiecie i poducha :)


No i jeszcze te drzwi, ościeżnice, klamki i szyldziki... 
W najpiękniejszych snach nie śniło mi się, że moje miejsce pracy będzie wyglądać tak pięknie!
Wkrótce stanie tam nowa hafciarka, coverlock i pojawi się całe mnóstwo metrów bawełny w najpiękniejszych kolorach i wzorach :)
Póki co działam jednak tutaj, w moim mieszkanku i właśnie do pracy wracać czas, więc opuszczam Was moi mili, życząc oczywiście wspaniałego weekendu!
Zanim jednak zniknę jeszcze dwie sprawki...

Poproszono mnie o nagłośnienie pewnej szczytnej sprawy, co zgodnie z obietnicą czynię:


Zdrowe dzieci to największe szczęście. Kiedy zaczynają nam chorować zostajemy często sami. Na pomoc różnych instytucji, które pomagać powinny, nie zawsze możemy liczyć. 
Trzeba więc trzymać się razem i w miarę możliwości wspierać, tak po prostu, po ludzku...

A sprawka druga, to kawałeczek mojego muzycznego świata dla Was, tak na przebudzenie w razie, gdyby ta zima usypiała Was za bardzo ;)

Ściskam
Wasza A.


środa, 20 listopada 2013

Muzyczna rodzinka

Nie tylko więzy krwi tworzą rodzinę.
Przecież dzieci przysposabiane, mąż (z pozoru obcy człowiek), też są familią.
Przyjaciel, taki prawdziwy, bywa bliższy niż brat.
Wystarczy, że jest to człowiek, który nigdy nie zawiódł, któremu można ufać, z którym czas spędzany jest czasem bezcennym.
Takiego przyjaciela-brata ma mój I.
Obserwuję ich od jakiegoś czasu i serce rośnie jak się na nich patrzy.
Irek i Kacper- zespół jakich mało, a szkoda, bo warto brać przykład.

Rodzina im większa, tym lepiej.
Czasem rodząca się w bólach, czasem patchwork'owa...
Jaka by nie była dbać trzeba i chronić przed wszelkimi huraganami.

O mojej muzycznej rodzinie kiedyś już Wam pisałam.
Dzisiaj nieco więcej plus foto relacja z ostatniej próby.

Z chłopakami znamy się już od lat ponad dziesięciu.
Zespół ewoluował, skład się tasował, nazwa została zmieniona, 
ale ostatecznie wróciliśmy praktycznie do początku naszej działalności.
Został trzon czterosobowy, z którym zawsze pracowało się najlepiej.
Na pokładzie powitaliśmy nowego basistę, który mimo młodej krwi wpasowuje się w całość bardzo gładko ;)
Gramy. 
Śpiewamy.
Żartujemy
i jest moc.
Przegadane godziny, przejechane tysiące kilometrów.
Przeszliśmy razem sporo i mam nadzieję czeka nas więcej.
Żadne wyzwania nam nie straszne.
Impreza w Niemczech? A proszę bardzo, jedziemy i dzielimy się muzyką.
Bywa, że zmęczenie mocno daje w kość, ale każdy z nas lubi tą stronę życia, każdy za nią tęskni w okresie przestoju.







Kilogramy sprzętu, zwoje kabli, to caly nasz bagaż.
Czasem mocno się dziwię, jak chłopcy to ogarniają.
Szczerze ich za to podziwiam.
Ja ogarniam jeno swój kabel i mikrofon...

W naszym FreeOn'ie jest ten, co robi największy hałas, a na imię mu Przemysław (zwany też Szymonem)



Tomasz- klawiszowiec, gitarzysta i wokalista w jednym :)




Marek: gitarzysta i wokalista, no i nasz główny wodzirejujący w grupie :)



No i nasz najmłodszy: basista Łukasz :)
 (bronił się okrutnie przed aparatem, ale uparte ze mnie stworzenie i dopięłam swego ;)



No i ja- krtań pełna decybeli, które Bóg jeden wie skąd się  biorą.
Może dzięki temu, że tam mogę wyładować się konkretnie, taki spokojny i cichy ze mnie człowiek ;)




To właśnie cała moja muzyczna rodzinka.
Jeśli będziecie nas potrzebować
zapraszam na naszą stronę
www.free-on.pl

Dzisiaj żegnam Was już i uciekam do moich szmatek.

Tyle jeszcze do przygotowania, a czas pędzi....


Pozdrawiam


Wasza A.