Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fartuszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fartuszek. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 maja 2016

Maj...

W maju jestem odurzona zapachem bzu.
W maju zasłuchana jestem w świergoleniu ptaków za oknem.
W maju zakochana  po uszy niezmiennie w tym samym człowieku.
W maju zakręcona jestem i kichająca przez te wredne pyłki...
Maj... Wiosenne szaleństwo, które pcha mnie w stronę nieopisanego szczęścia. Maj kopie mnie w głowę jakąś tajemną siłą, kompleksowo budzi zmysły.
Zaniedbuję bloga, fakt. "Fejsbukowa" przestrzeń też jakoś marnie mnie obchodzi ostatnio...
Cóż poradzić, wiosnę mam w sercu :)


Robię jednak co mogę, żeby nie zaniedbać spraw przyziemnych, domowych, rachunkowych...
Rzeczywistość nie ogarnie się sama, czasem schodzę więc z mojej wiosennej, puchatej chmurki na ziemię, żeby trochę popracować ;)


W tym miesiącu pamiętamy o święcie mam. Skoro od serca dla  nas gotują, to na strojne fartuszki zasługują jak nikt inny ;)





... Dzień Dziecka też zbliża się wielkimi krokami...




Moja wiosennie rozmarzona głowa sama tego nie ogarnie... idę więc zaprzyjaźnić się z kalendarzem i przypominaczem w telefonie, brrrr..... Nie lubię nowych technologii, ale bez tego chyba rady nie dam...

Pozdrowienia ode mnie i mojej cudnej maszyny szyjącej ;)


Ściskam
Wasza A.

piątek, 29 maja 2015

Koniec maja ???!!! SERIO????!!!

Nie wiem jak i kiedy, ale przeleciał mi koło nosa jak struś pędziwiatr jakiś...
Maj, dopiero się zaczął i już się skończył. Dzień po dniu, godzina po godzinie i już oddech czerwcowy czuć na karku. Zaraz koniec roku szkolnego, wakacje i w sierpniu trzeba siadać do świątecznych zabawek. Ot i żywot rękodzielnika ;)
Poobszywałam innym dzieciom ile dałam radę, teraz muszę lecieć za prezentami dla moich własnych, bo na szycie sił już nieco brak. Poza tym od jednej takiej księżniczki zamówienie dostałam bardzo konkretne: łuk, ewentualnie pistolet z torebką... Cóż, ciotka lalki dzierga, a tu się młodzież na front szykuje :P Chyba muszę urozmaicić ofertę o gustowne saszetki na amunicję, tudzież stylowe kamizelki kuloodporne hehe...
Tyle dobrego z ostatniego czasu, że dzieciątko moje do normy już wraca. Dzień Matki zaliczyłyśmy szpitalnie przez ugryzienie jakiejś paskudy-meszki, ale Dzień Dziecka szczęśliwie już w domu. Musimy to sobie teraz odbić, więc czas roboczy fartuch odwiesić na kołek choć na chwilę.
W czerwcu muszę się też nieco sobą zająć, bo na grzbiet zdało by się coś uszyć.
Póki co dzieciakowe wszystko poleciało w świat, a ja ubrana w nitki i pyłki jak zawsze ;)



Pobawiłam się literkami,  dogłaskałam myszy i maleńkim kuchareczkom sprawiłam fartuszki rozmiarze 86 :)




Już zapomniałam jak fajnie jest szyć dla takich maluszków... ech... kiedy to było... Teraz Dzień Dziecka z moim piętnastoletnim już maluszkiem będę świętować :) Życzenia prezentowe? A jakże! Ciuchy, im więcej, tym lepiej :P Tak na marginesie słowa "ciuchy" nigdy nie lubiłam. Jeszcze w wersji zdrobnionej "ciuszki" brzmi jak dla mnie do przyjęcia, ale te ciuchy... grrrrr... Może dlatego, że fanką strojenia się nigdy nie byłam, to i słowo bliskie mi nie jest. Wolę ubrania spełniające funkję praktyczną :)
OK, spadam szukać broni  dla małej agentki. Ciekawe czy nielegalne źródła trzeba będzie uruchomić... na czarnym rynku to ja zakupów jeszcze nie robiłam ;)

Miłego weekendu Robaczki Wy Moje :)
Ściskam
Wasza A.

poniedziałek, 10 marca 2014

Biegiem od poniedziałku...

Lenistwo weekendowe za nami
i  czas najwyższy zabrać się za pracę.
300% normy wyrobić zamierzam, więc dziubię od samego rana, a co ;)
Za oknem błękit totalny i słońce.
W taki dzień jakby więcej energii w kościach i mięśniach.
Jest cudnie!
Dzisiaj też przypada podobno Dzień Mężczyzny, więc  korzystając z pretekstu
wyściskajcie mocno kogo tam wyściskać chcecie ;)
Najlepiej jednak swojego osobistego mężczyznę, żeby od nikogo po pazurach nie oberwać, haha :)
Ja swojego wyściskam rzecz jasna jak co dzień (bo fajny jest  i ściskania odmówić sobie ciężko ;)
No ale głowę z chmur teraz wyciągam i myśli w stronę szycia kieruję prędziutko...

Kolejny fartuszek wylądował w sklepiku:



To piękne lustereczko do pracowni, to mój prezent urodzinowy :)
Daje radę prawda? ;)

Miętek gotowy był w piątek, ale dopiero dzisiaj doczekał się zdjęcia:





No i myszka Emilka gotowa na wiosenne spacery.
W sweterku chyba nie zmarznie, bo za oknem 15°C...




Miłego tygodnia Kochani...
Zapewne wpadnę tu jeszcze za dni parę, ale teraz pozwólcie,
że oddalę się w kierunku mojego stołu krojczego...
Ciachu ciach... myszki, misie i króliczki niech mnożą się jak szalone tej wiosny :)

Ściskam
Wasza A.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

POWOŁANIE

Idąc tropem szkół, w jakich naukę pobierać było mi dane, miałam być germanistką tudzież altowiolistką ;)
Cóż jednak począć, że powołaniem moim szmatki? Nic.
Poddałam i oddałam  im się bez reszty...
Uwielbiam szyć, wymyślać nowe, kroić i tworzyć  całość.
Właśnie COTTONI weszło oficjalnie do rejestru firm :)
Przeżywałam ten fakt mocno, jak egzamin dyplomowy prawie.
Stało się, klamka zapadła a ja jestem przeszczęśliwa:)
Właśnie otworzyłam nowe drzwi i wierzę, że za nimi czeka mnie coś niesamowitego :))))
Strachu owszem, sporo było i ciągle gdzieś pod skórą nieco  zostało.
Jednak z takim wsparciem, jakie dostałam odstatnio, ech...
Matek i ojców początku (mam nadzieję wielkiego...) sukcesu
jest kilka.
Ci wszyscy, którzy kopali mnie w zadek w kierunku właśnie obranym:
Guziczek, Ireczek, Wiolcia, Julka, Marta, Magda, Ola...
Przecudowne kobiety z PUP
Pani Aneta kochana
dziecię moje jedyne...
Jak się nie uda będzie na Was  :P 
Żartowałam, hehe ;)

Nie rozpisuję się dzisiaj, bo pracy jeszcze sporo.
Poniżej efekty szycia weekend'owego:

A już w środę wypatrujcie w TVP 2 w programie "Pytanie na śniadanie"
uroczej pani Anety w jednej z nowych kreacji fartuszkowych ;)

"Zakochany fartuszek"

"Zbyszko trzy cytryny" ... w wersji pani Anetki "Jaśko trzy cytryny" :)


i "Pani śliweczka"

Pozdrawiam Was serdecznie z początkiem tygodnia

Wasza A.





czwartek, 12 grudnia 2013

DŻINGUŁ BEL, DŻINGUŁ BEL....

Ulubiona piosenka  świąteczna mojej słodkiej bratanicy Zuzi, to właśnie " Jingle bells".
W każdym aranżu już po pierwszych nutkach wiedziała dobrze co jest grane ;)
Ucho muzyczne po pradziadku Stefanie, którego niestety nie ma już z nami
i mam nadzieję troszkę po cioci też ...
Śpiewała zawzięcie swoje "...dżinguł bel, dżinguł bel...", aż płyta odmówiła współpracy.
Kiedy podrosła nieco niestety zaniechała "dżingułbelowania" ;)

Stacje radiowe już puszczają swoje przeboje Xmas'owe, a kolęd w polskiej wersji językowej jakoś brak...
szkoda.
Klimacik świąteczny dookoła czuć jak kapustę na korytarzu w moim bloku- intensywnie i zachęcająco.
Znaczy się sąsiedztwo już uszka i pierogi kleci
( tak na marginesie zimą uwielbiam wręcz zapach kiszonej ;)
Ja walczę dalej przy maszynie, choć to walka mocno  niewyrównana.
Niestety zegara i kalendarza nie da się ani oszukać, ani przegonić.
Robię co mogę i doba wciąż za krótka...
Oby zostało choć nieco czasu na  porządki, bo inaczej w tym moim twórczym bałaganie
trudno będzie dostrzec śwąteczne akcenty...

Szybciutko klecę coś do domu w tzw. międzyczasie.
Proste formy sprawdzają się najlepiej.
Przy okazji przetwarzam rzeczy, które w zasadzie powinny już wylądować w koszu.
Resztki tego i tamtego, ścinki, skrawki i stare orzechy.


Szyszki nazbierane nie pamiętam już kiedy.
Jakaś wyprawa na grzyby, których nie było, zaowocowała  całą reklamówą szyszeczek :)
Przydały się nie raz, a teraz  spożytkowałam całą resztę.


Moje kulki styropianowe też dostały nowe ubranka.
Ścineczki, trochę szpilek i voila :)


Fartuszkuję i miśkuję oczywiście też, ale wiele z prac wprost spod igły
leci w ręce nowych wlaścicieli.
Z braku czasu nie wszystkie więc doczekały się zdjęć.
Wczoraj wieczorem wykończony fartuszek miał nieco więcej szczęścia



Mały prezencik zrobiłam sobie już sama :)
Szczęśliwie dla mnie okazało się, że w EMPIKU można płacić punktami payback 
i oto dostałam dzisiaj moją śliczną, absolutnie wyjątkową knigę :)))))


Doczekać się nie mogę kiedy cały dom zaśnie, a ja powolutku,
z wielkim namaszczeniem przekartkuję całe tomisko :)
Nareszcie będzie też okazja do odkurzenia mojego niemieckiego.
Dobrze, bo wkrótce bardzo mi się przyda, a przez ostatnie lata wywietrzał nieco z głowy.

Wracam do pracy...
Ściskam Was Kochani

Wasza A.

piątek, 29 listopada 2013

Lali lalą lala i historia pewnego serduszka :)

Wczoraj było do kitu...
Telefon z PUP zwiesił mi  nos na kwintę.
Miętciutki taki duch we mnie, że skrzydełka opadły i tyle.
Decyzja negatywna rozwaliła cały plan dnia i nawet moje dzielne ramię obok nie pomogło.
Cmoki w czoło, dobre wino- nic.
Do wieczora łaziłam jakaś taka byle jaka.
Póżniej jednak odebrałam telefon, w którym pewna Wiolka złapała mnie  za oba ramiona
i potelepała konkretnie.
Tupnęła nogą i cóż, trza się było zacząć zbierać z gruntu.
Nie było łatwo, ale jeszcze jedna dobra duszyczka rzekła mi słowa tak radosne,
że ze wzruszenia ślozy poleciały strużką po policzkach.
Dzisiaj podśpiewuję po nosem, bo wiem, że będzie dobrze :)
Kurka rurka musi być dobrze  prawda?! ;)




Dziękuję za Wasze kciuków trzymanie.
Mam nadzieję, że nie przeszkadzały zbytnio w pracy twórczej ;)
Ja zabrałam się dzisiaj ostro do roboty.
Od decyzji się odwołam i zobaczymy ;)
Tak czy tak, wiem co robić dalej.
Szyć, szyć i szyć podśpiewując cichutko lali lalą lala :)
Mam przecież szczęście ogromne, a że czasem na chwilę czarne chmury coś nad głowę nawieje...
Są ludzie, którzy skutecznie je przeganiają kiedy mnie samej siły w płucach brak, żeby tą czerń zdmuchnąć.

Potwierdzeniem na szczęście jest zdjęcie poniżej:


Taki oto ptaszek przyleciał do mnie od DERVA WOODWORKING STUDIO
Piękna robota!
Ja wypakowując to cudeńko ze skrzyneczki czułam się jakbym miała w rękach kryształ nie drewno.
Wygłaskane, wychuchane z taką precyzją i miłością do tego surowca, że wprawia w  zachwyt prawdziwy.
Wygrane candy, radość wielka i możliwość poznania nowych ludzi z niezwykłą pasją.
Polecam Wam odwiedziny na ich stronie ;)

A ja miśkuję i fartuszkuję dalej, bo do tego mnie powołano i kropka :)


Miłego weekend'u Moi Mili!

Pozdrawiam
Wasza A.

niedziela, 20 października 2013

Prezenty przedświąteczne :)

Święta lubię, oj nawet bardzo lubię
i na te zbliżające się coraz większymi kroczkami mam trochę fajnych planów.
Prezenty... któż za nimi nie przepada?!
Nie ma chyba człeka, co by radosnego łechtania w trzewiach nie czuł na widok podarków
z jego imieniem na bileciku ;)
U nas świąteczny klimacik zacznie wprowadzać się już niedługo.
Jedną chudą nóżką już wstąpił w nasze skromne progi jak przyniosłam do domu nową roślinkę...:


Lampiony aż się prosiły same, żeby wkomponować się w otoczenie.
Ten z serduszkiem podarowała mi Pia Laursen.
Prosty i śliczny- takie lubię najbardziej :)

Temat świąt będę młócić do oporu i serwować Wam fotograficznie krok po kroku.
A jeśli chodzi o prezenty, to ja już kilka dostałam :)
Niespodziewane, absolutnie fantastyczne prezenty od losu :)
Jeden właśnie siedzi obok i wertuje prasę, drugi z racji wieku buszuje po Facebook'u (ech ta dzisiejsza młodzież ;)
Ale prezentów dostałam ostatnio jeszcze kilka...

Po pierwsze wygrana w konkursie fotograficznym organiozwanym przez 


Radość na wieść o zwycięstwie była ogromna! 
Piszcząca i machająca kończynami ja uwierzyć nie mogłam, że się udało :)))
Cudowną  nagrodą będzie ponowna wizyta w tym urokliwym miejscu :)

Moje zwycięskie zdjęcie możecie zobaczyć na stronie Folwarku.

Prezent numer dwa to przemiłe i ogromne dla mnie wyróżnienie.
Skontaktował się ze mną ktoś, kto sprawił, że kopa konkretnego do pracy otrzymałam
i wiara w sens moich działań artystyczno-krawieckich stanęła mocno na nogi :)
Kochani jutro, czyli w poniedziałek, w programie Pytanie na śniadanie
państwo Aneta i Jan Kuroń po raz kolejny wystąpią gotując na antenie różne pyszności.
Tym razem jednak pani Aneta będzie odziana w jeden z moich fartuszków :)))
Co czuję? Radość, dumę i wzruszenie... dokładnie tak 
Jutro wproszę się zatem przed  telewizor (my naszego się pozbyliśy) 
i radość będę pomnażać raz jeszcze :)

Pani Anecie dziękuję za każde przemiłe słowo uznania, a Wam
polecam stronę internetową państwa Kuroniów
 o tu KLIK

A jeśli Wy zastanawiacie się już nad prezentami, podpowiadam cichutko, że fartuszek to pomysł jak najbardziej trafiony ;)


Nowe wykroje fartuszków przygotowałam już dwa, więc będzie się działo ;)

Zapraszam
Pozdrawiam
i przemiłej niedzieli wszystkim Wam życzę :)!
A tym, którzy tak wiernie mnie wspierają i popychają do działania, tak bardzo bardzo dziękuję...

Wasza A.


niedziela, 11 sierpnia 2013

MoreLOVE obżarstwo i fartuszek gruszek

Morela na działce rodziców obrodziła w tym roku niesamowicie.
Gałęzie doginały się do gruntu pod ciężarem owoców.
Dwa wiaderka wypakowane po brzegi dostałam i ja.
No i zaczęła się walka.
Morele wylądowały w kuchni zaraz po naszym powrocie z Mazur, więc przy pracy towarzyszył mi jeszcze wspominany wcześniej bakcyl.
Niestety nie pomagał...
Głowa bolała, w mięśniał łupało solidnie, ale smażyłam dzielnie, a jakże ;)
Cała bateria słoiczków z przepyszną morelową konfiturą gotowa jest do wyniesienia  
i wkrótce wyląduje w naszej piwnicy.
Samo zdrowie- tylko owoce i cukier, bez żelfixów i podejrzanej chemii.

Uwielbiam te owoce, słodkie, soczyste i pachnące.
W przetworach sprawdzaja się równie dobrze.
Niestety ostatni kociołek przypaliłam...
Niestety i stety, bo niby przypalone nie dobre, ale przyznam się cichutko, że ja lubię np. przypalone ciasteczka hihi...
Ta przypalona na spodzie konfiturka smakuje teraz jak pieczone w piecu jesienią jabłka :) Pychotka!!!
Sloiczki poubierane (miło taki wystrojony słoiczek postawić rano do śniadania :) czekają na zimowe dni, które bez wątpienia przyjdą szybciej, niż  nam się wydaje...
Jesień już blisko.
Tak tak Kochani, niech Was nie zwiedzie ta słoneczna pogoda, Pani Jesień jest już w drodze.
Skąd wiem?
Mimozami jesień się zaczyna, a ja pierwsze gałązki mam już w kuchni...

Po morelach jeszcze przyjdzie czas na gruszki i jabłka.
A co do gruszek, to w gruszkowym kolorze uszyłam ostatnio fartuszek.
Kolor tkaniny początkowo wydawał mi się nieco mdły, wypłukany,
ale w towarzystwie różu nabrał charakteru.
Jutro wyląduje w sklepiku.
Jeśli ktoś mysli już o prezentach gwiazdkowych (co warto uczynić ze sporym wyprzedzeniem),
zapraszam serdecznie
(zamówienia na upominki zaczynam zbierać od dzisiaj, jeśli zatem czegoś Wam trzeba, piszcie śmiało).
Przyda się w kuchni, a właścicielkę zmieni bez wątpienia w prawdziwą kuchenną księżniczkę ;)
Może sprawdzić się jeszcze przy zbiorach jesiennych, bo gdzie każda dziewuszka zbiera gruszki?
No do fartuszka oczywiście!;)

Myśląc o tych gruszkach do fartuszka przypomniał mi się fantastyczny program, który oglądałam chyba wieki całe temu, "Big Zbig Show".
W tym programie przecudowny Zbigniew Zamachowski zaśpiewał piosenkę pt. "Fartuszek gruszek";
a właściwie "Fartusek grusek" ;)
Polecam zatem dla chwili usmiechu:)

Link poniżej (zwróćcie jeszcze uwagę na młodego pana Józefoficza i panią Zającownę :)






Fartuszek czeka na swoją nową właścicielkę;)

Dzisiaj rano udaliśmy się z panem I. na jarmark staroci.
Kupiliśmy niewiele, reklamę blaszaną Peugeot'a
(gdyby ktoś miał na zbyciu coś w tym temacie, proszę o kontakt),
a ja dostałam od I.  rosyjską łyżeczkę :)


Śliczna prawda? Kiedyś dbano o detale, każda rzecz użytkowa była ładna, przemyślana, dopracowana.
Uwielbiam targi staroci. Teraz wszystko wykonywane jest na chwilę, na lat kilka, później fruuu do śmietnika.
Łyżeczka wygląada jak srebrna, ale jest wykonana ze stali nierdzewnej platerowanej.
Na odwrocie cyrylicą napisano cenę 2 ruble i 75 kopiejek.
Łyżeczka zamieszkała w mojej nowej puszce na cukier (zakupiona w Giżycku- pamiątka z Mazur).
Po jarmarku lody, spacer i do domu na niedzielny obiad (klasycznie, niedzielnie, rosołowo;)
Bilans dnia- POZYTYWNY.
Jutro do pracy. Dam nura w stertę papierów.
Pracy w szkole zostało mi dokładnie osiem dni (umowa kończy się z dniem 31 sierpnia).
Na koniec miesiąca jeszcze krótki urlop i czas na bardzo ważne decyzje...

Za parę dni napiszę Wam jeszcze o czymś, co fuksem prawdziwym zakupiłam na lubińskiej giełdzie :)
Ech, cudeńka prawdzie! Buzia na myśl o nich uśmiecha mi się jeszcze szeroko:)
Ale o tym już wkrótce, jak tylko obfocę wszyściuchno ślicznie;)

Dobrego tygodnia Kochani!

Wasza A.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Depresja poporodowa...;)

Na początek zaznaczam stanowczo:
ten post nie jest kpiną z tematu depresji!
Depresja poporodowa jest sprawą jak najbardziej poważną!
Moja jednak wystąpiła trzynaście lat po porodzie...
Ciążę zniosłam bezproblemowo.
Wszystkim takich ciąż życzę.
Mimo strachu, bo czekało mnie samotne macierzyństwo.
Ba! Strachu! Przerażenia wręcz!
Porzucona kobieta, studia przerwane, portfel dziurawy i tłukące się po głowie pytanie : Co dalej?!
No ale sama sobie byłam winna.
Tak to jest jak człowiek ulokuje uczucia w kimś, kto kochać umie tylko samego siebie.
Tak bywa. Moja wizja rodziny "troszeczkę" musiała zostać zmodyfikowana.
Nie to żebym żałowała, o nie.
Ja mam przy sobie dziecię kochane moje, a z panem niewłaściwym męczy się dzisiaj ktoś inny.
(gwoli ścisłości Mr Right stanął na mojej drodze po latach i jest przy mnie ;)
Skąd więc depresja?
A z czegóż by innego jak nie z finansów?
Ot i co.
Potrzeby rosnące w tempie, którego nie ogarniam.
Mamo wycieczka do Torunia...
Mamo spływ kajakowy...
Mamo bal szóstoklasisty...
Mamo koszulki z krótkim przynajmniej cztery
szortów dwie pary, dżinsów trzy
i buty, buty, buty ( o rozmiar już większe od moich)
Człowiek modli się, żeby zdrowe było i zdrowo rosło... no to rośnie.
Dobrze, że przynajmniej skuteczność w modlitwie mam potwierdzaną naocznie :)
Tylko jak tu modlić się o pieniądze?
 No w takiej intencji rąk składać jakoś mi nie wypada.
Depresja zaczyna objawiać się więc w sposób fizyczny.
Takie dziwne uczucie w żołądku w miejscach opętanych komercją...
Najlepsze są argumenty szefostwa na pytanie o możliwość podwyżki:
"Ale ma pani opłacone składki!"
I cóż mi z tego się pytam?
Do lekarza specjalisty tylko prywatnie.
W perspektywie praca do 67-go roku życia
(już w wieku 32 zdarzyło mi się usłyszeć, ze za stara jestem)
Składki?!
Buhahahahaha!
Paranoja!
W tempie, w którym żyć mi przyszło nie doczekam emerytury (5h snu na dobę i stres nieustający),
 a i wątpliwe dosyć czy ZUS szanowny doczeka...
Co mi zostaje?
Poużalać się troszeczkę, wypłakać na Waszych ramionach
i powtarzając jak mantrę
robić swoje
robić swoje
robić swoje
 
...więc robię...
 
 
 
 
 
 
 
... bo w całym tym wariactwie najważniejsze to mieć plan na każdy kolejny dzień,
cel do osiągnięcia i satysfakcję z wykonanego zadania.
A finanse?
Może kiedyś będzie lepiej, może odważę się rzucić pracę na etacie i ścieranie się na popiół dla kogoś.
Zamiast tego będę dziubać swoje w pełnym wymiarze godzin, sama sobie będąc szefem ;)
Tu mile widziane wsparcie i doping ;)
 
Licząc na Wasze słowo i budujące poklepywanie po ramieniu
Pozdrawiam serdecznie
 
Wasza A.