Czas jakiś temu naszła mnie myśl, co by filmiki z pogadankami nagrywać dla Was. Myśl przetrawiona, w życie wprowadzona i aż jedno nagranie wypuszczone. Pomysł był na spotkania przy stole moim kuchennym, opowieści o tym jak po przeprowadzce na zadoopie życie się toczy i o tym co duszę czasem toczy też. Z jednej strony padły słowa krzepiące, gratulacje z wyjścia ze strefy komfortu ;) z drugiej cóż... pytanie czy to ma być jakaś forma terapii, policzone podbródki i pytanie " Na co Ci to?!". No i dałam sobie spokój. To nie tak, że te słowa mnie złamały, ale faktycznie pomyślałam na co mi to... Internet aż kipi od gadających głów, specjalistów od wszystkiego i niczego, ludzi, którzy największe bzdury i kłamstwa wymyślają jedynie dla zdobycia zasięgów. Być częścią tego świata? Hmm, niechętnie... Ja często w ten realny czuję się rzucona dla żartu lub przez pomyłkę, a do strefy komfortu od czterdziestu ośmiu lat szukam drogi i cel nadal wydaje się odległy, nie ma z czego wychodzić :D Jak znajdę, to powiem. Póki co lat temu naście już pozbyłam się TV , żyję więc spokojniej, ludzi z którymi wspólnego nic pożegnałam bez żalu, chociaż nie wszystkie szkodliwe relacje da się zamknąć słowem "Żegnaj!", to proces oczyszczania mojego środowiska w toku. Jest nieźle. Przeszłam swoje. Jakby się dobrze przyjrzeć, to życie dotychczas poszło ciekawie. Nie było lekko, ale intensywnie, jak w scenariuszu na serial :D Taki brazylijski co prawda i niskobudżetowy, ale tyle lat to chyba nawet "Moda na sukces" nie była kręcona :P Środek mam poobijany i gdzie nie dotknąć blizny lub siniaki. Wiele spraw niewygojonych, ale radzę sobie. Zwłaszcza kiedy przyglądam się ludziom wokół mnie. Ci, których miałam za silnych i przebojowych, ci co sukces za sukcesem świętowali, dzisiaj wielu z nich na proszkach podlewanych alkoholem... Jeżeli ktoś na koncie kolejne zera fetuje, a wieczorem zamiast herbaty szklankę Finlandii dla ukojenia nerwów musi wychylić, to z bólem patrzę na jego upadek. Jest to jednak kolejny smutny obrazek, który noszę w sercu obok wielu równie dramatycznych. Patrząc na to, co dzieje się dookoła martwię się o kolejne pokolenia, którym grunt spod nóg lawina zdarzeń wyrywa brutalnie oferując pustkę i oskarżając jednocześnie o lenistwo, bo kolejnych dzieci do systemu dorzucić nie chcą...Ech... Dzieci płodzić powinniśmy nie dla systemu, lecz z miłości i radości, którą życie nieść powinno. O jedno i drugie jednak coraz trudniej, a większość ludzi jest tak mocno potłuczona, że do wychowywania złotej rybki nawet się nie nadają. Zawsze działaliśmy schematem: ślub wzięty, trzeba zrobić dzieciaka, bo jak nie zrobiony, to coś nie tak, najlepiej też dwoje, bo jedynak to już z góry wiadomo, że buc w przyszłości będzie. I rodziły się te dzieci ze schematu, bo tak trzeba, bo taka kolej rzeczy i niosły traumy swoich rodziców i dziadków i życie kołem się toczyło, tyle że z tego koła już prawie wszystkie szprychy powypadały...
Dużo tematów do przegadania. Tryb mojej pracy sprzyja przemyśleniom, którymi chętnie podzielę się z Wami tutaj w mojej blogosferze. Filmiki sobie odpuszczę. Teraz wyprasowanym filtrami trzeba się światu pokazywać, zęby z Turcji przywozić i ciuch taki na grzbiecie wieszać, żeby wszyscy pytali: "Pani Aniu a bluzeczka skąd?, a kurteczka z jakiej firmy? A biżu to H&M czy te, co Rutkowska za 1,5 miliona kupiła?" No i analiza które mięśnie twarzy jeszcze pracują, które jej partie wiszą na złotych niteczkach, które kwasik poraził nieodwracalnie, co odessane, co doczepione itd. Ja się marszczę bezczelnie, tuningu nie uznaję i choćbym skrzynię ze złotymi dukatami w ogródku wykopała żaden Dżepetto nie będzie mi strugał ciała od nowa. Kiedyś jeden zawodnik stojący u mego boku zaproponował opłacenie operacji, dylemat miał tylko czy lepiej biust czy oczy, bo w oksach wtedy chodziłam. Odpowiedź, że jeśli już to tak na krzyż: jedno oko jeden cyc, nie spotkała się z aprobatą :D Zmarszczki palacza noszę od lat, chociaż fajek nie paliłam, ale bogata jestem w czułość i buziaczki rozdaję na prawo i lewo kotu, psu, za dzieciaka nawet stado drobiu obrywało jak się uroczo wykluło w trakcie moich wakacji u cioci na wsi. Mam jeszcze tę lwią, która kiedy słucham niektórych ludzi cicho za mnie szepcze "Co ty pierdo... ?" No i zmarszczki śmieszki kurzymi łapkami zwane, bo dla równowagi mój wrodzony smutek wywoływany przerostem empatii na drugi brzeg codzienności przeganiany jest dość często poczuciem humoru... sarkastycznym, czasem makabrycznym, obecnym nawet w sytuacjach pogrzebowych no i autoironią, bo z siebie to ja mam powodów chyba najwięcej żeby się śmiać i to tak do bólu brzucha. Autodestrukcyjnych durnot nawywijałam w życiu tyle, że na pięciu by starczyło :D Możliw, że były jednak niezbędne, żeby stać się tym, kim jestem dzisiaj. Sądzę jednak, że tą Anką byłam już od dawna, tylko mocno zaniżona samoocena pchała mnie w złym kierunku. Dzisiaj trochę łatwiej jest tupać nogą i na głos wypowiadać myśli mało popularne. Dlatego tym bardziej doceniam proces starzenia. Tak wiele rzeczy można odsyłać do przedłużenia kręgosłupa, że siedzenie w drewnianym fotelu bujanym na dobrze wypchanym zadku staje się najprzyjemniejszą chwilą w życiu. Bujając się spokojnie w przód i w tył można się ze spokojem przyglądać jak reszta świata szarpie się o piniądz, poklask i splendor nie kumając ni w ząb, że i tak wszyscy "...pójdziemy boso...", a lepsza fura ich samych nie czyni nikim lepszym.
OK, kuniec bajdurzenia na dziś. Dzień piękny, bo Kobiet, więc chociaż dzisiaj korony na głowę i niech ci nasi "rycerze" poczują się jakże wspaniali, bo pamiętali ;) Mój kohabitant czekoladki dał, niech idą w mięśnie, bo ogródek muszę sobie przekopać, kuchnię i pracownię pomalować i parę pilnych napraw ogarnąć... a później będę leżeć i pachnieć, znaczy zalatywać ogniskiem bo gałęzi do spalenia już sporo.
Wszystkiego pięknego dla Was Kobiałki ;) ( "Kingsajs" chyba sobie wieczorkiem obejrzę ;)
Wasza A.
P.S. Postaram się wpadać tu częściej, nowy komputer, lepiej się pisze, a w głowie nieustający szum... Z kotem i psem nie każdy trudny temat da się poruszyć, chociaż słuchają dzielnie. Będę się więc dzielić z Wami, z tymi, którym jeszcze czytać się chce i którym myślenie bólu nie sprawia. Miłej wiosny Dobrzy Ludkowie!

Aniu, opisuj nadal swoje ciekawe życie i swoje przeżycia. Dobrze się czyta Twoje teksty. Trzymam za Ciebie moje kciuki.😘
OdpowiedzUsuń