Obserwatorzy

sobota, 13 października 2012

Potrzeba czerwieni

Nie noszę czerwonych ubrań. W czerwonym czułabym się zbyt widoczna. Czerwony  kolor potraktowany odzieżowo jest raczej dla tych odważnych, duchowych ekshibicjonistów, którzy lubią skupiać uwagę na sobie. Totalnie nie dla mnie. Jeszcze nie teraz. Może kiedyś dorosnę do czerwonej sukienki. Póki co czerwienią otaczam się w kuchni. Sukcesywnie zapełniam swoje kuchenne kąciki czerwonymi dodatkami.
Wspomniany w ostatnim poście garnuszek doczekał się sesji fotograficznej.
Mój pan I. sugerował, żebym coś sobie kupiła z zarobionych ostatnio dodatkowo pieniędzy, więc kupiłam :) Chyba nie chodziło mu o garnki, ale tego właśnie było mi aktualnie trzeba. W drodze jest jeszcze piękna, czerwona forma do tarty. Jesien i zima zapowiadają sie pysznie :)  


Skorzystałam różnież z podpowiedzi Ushilandii i pomalowałam moje nowe drewniane łyżki. Stary słoik wecka wystarczyło udekorować wstążeczką w kratkę i czerwonym, drewnianym serduszkiem. Drobne zabiegi i już jeden kącik wygląda zupełnie inaczej. Stare słoiki wecka trzymam jeszcze w piwnicy po dziadkach. Nie są już może w najlepszej kondycji i przetwory w nich z pewnością nie wylądują, ale świetnie nadają się np. do spełniania roli lampionów. Wystarczy zrobić im uchwyty z grubego drutu i wstawić małe świeczki. Kapturki na słoikach też niby nic, a kuchnia wygląda o wiele cieplej, przytulniej i tak po babcinemu... Bardzo bym chciała mieć kiedyś taką spiżarkę z całą masą kolorowych słoików. Na dzień dzisiejszy jednak muszę zadowolić się moją malutką kuchnią. Może kiedyś moje i pana I. marzenia o wiejskim domu się spełnią.Teraz marzenia maja zdwojoną siłę,a podobno jeśli czegoś naprawdę bardzo się pragnie....Hmm, pan I. jest chyba na to żywym dowodem... :)

Jest i worek na suchy chleb, uszyty już jakiś czas temu. Kawałek lnu, trochę bawełny w moją ulubioną kratkę vichy i gotowe. Nic się nie zmarnuje. Suche bułki na bułkę tartą, a suchy chleb zjedzą zaprzyjaźnione kury.
No i jeszcze dwa  pojemniki, które służą mi już w kuchni od ok. 6 lat. Odmieniłam ich skromne oblicze dodając wstążeczki i porcelanowe ptaszki pomalowane na czerwono.



Skąd potrzeba czerwieni? Kolor czerwony kojarzy mi się z ciepłem, miłością, dostatkiem. Takie walentynki przez cały rok. Uwielbiam połączenie czerwieni z zielenią, zestaw typowo bożonarodzeniowy. Kuchnia w czerwieni zaprasza do jedzenia, napędza u mnie apetyt. A może to poczucie szczęścia, którego właśnie doświadczam sprawia,że mam ogromną przyjemność z jedzenia i spędzania czasu w kuchni.
Kuchnia- świetne miejsce na powiedzenie bliskim KOCHAM WAS! ZALEŻY MI NA WAS! UGOTOWAŁAM WAM COŚ PYSZNEGO, USIĄDŹMY RAZEM DO STOŁU!
Stół w mojej kuchni jest malutki. Mieszczą się na nim z trudem nasze trzy talerze. Uwielbiam jednak kiedy czas na chwilę sie zatrzymuje kiedy razem przy nim siadamy. Herbata wieczorem, gorący kubek z pachnącym naparem, dłoń, którą kocham na mojej dłoni... Jest dobrze. Świat dookoła może nie istnieć kiedy mój dzień zatrzymuje się w tym miejscu.

Obiecałam relacjonować prace twórcze etapami. Zatem przedstawiam zdjęcie bandy przyszłych aniołów, które na dzień dzisiejszy leżą nagie i bezwstydne w oczekiwaniu na odzienie:
Jest i kura, której muszę jeszcze uszyć spodnie ogrodniczki. Wszystko jednak w swoim czasie ;)