Nowy Rok rozpoczęłam bez wpisów na blogu. Kto zagląda tu regularnie w poszukiwaniu nowych słów, tego przepraszam i ściskam mocno za obecność i pamięć mimo moich absencji.
Nowy Rok rozpoczęłam bez noworocznych postanowień i szumnych planów. Rozpoczęłam go siłą rozpędu nie zatrzymując się ani na chwilkę. Wielkich rewolucji na ten 2018 nie planuję, bo rewolucje już za mną, ogromne i trudne, ale konieczne. Każdy w życiu wlecze za sobą jakiś bagaż doświadczeń, czy nawet rodzinny spadek w postaci patrzenia na świat przez różowe, lub totalnie czarne okulary. Smutni.pełni żalu i rozczarowani życiem ludzie mają smutne dzieci. Mój bagaż ciążył mi okropnie, a i wizja świata przekazana na życiową drogę raczej nie była pozytywna. Z takim tobołkiem praktycznie każde przedsięwzięcie skazane było na porażkę. Jeżeli każdy ruch, każdy krok poddawany jest ciągłej krytyce przez tych, co wsparciem być powinni, to człowiek przez życie lezie jak oferma ostatnia, wiecznie upadając na kolana i nosem szorując po bruku. Mam za sobą czas kiedy najchętniej szła bym przez świat tak ze trzy metry pod tym brukiem czując się jak nic nie warty człowieczek, ciągle słysząc, że robię wszystko nie tak, żyję nie tak, nie tak wyglądam, nie takie decyzje podejmuję, no i całe życie wyłącznie wstyd przynoszę. Złe duchy czekające na kolejną porażkę zostały w tyle. Podcinane regularnie skrzydła zwisały mi smętnie z ramiom przez długi czas i dodatkowo ciążyły okropnie. To prawda, że tylko frajerzy dają sobie te piórka podcinać. Ja byłam frajerem na 1000%. Mega frajerem nieumiejącym żyć i próbującym daremnie spełniać nie własne, lecz cudze oczekiwania. Zbyt często wysłuchiwałam śmiechu i kpin, zbyt często powierzałam swoje zmartwienia osobom błędnie ocenianym jako przyjaciel. Tym, od których na żadną realną pomoc nigdy liczyć nie można było, dziękuję za ich czas. Swój poświęcam jednak teraz ludkom, co bez zbędnego gadania w razie potrzeby rękawy są skłonni podwinąć i działać. Triumfatorskie "A nie mówiłam!" w razie czego mam z głowy. Ktoś, kto z serca pomocą służy nigdy niczego nie wypomina i błędów nie wytyka. Dziecku też mówi się " Nie dotykaj, bo gorące!", a jak dotknie nikt nie krzyczy, że głupi i nie upina się malucha na smyczy przy nodze mamusi. Kaleka życiowa by z niego wyrosła, nic więcej. Wysłuchiwanie "Ja na Twoim miejscu..." też sobie odpuszczam. Nikt nie jest, nie był i nie będzie na moim miejscu. Nikt też nie wie co czuję i czego do szczęścia mi potrzeba. Dyktowanie jak żyć jest szczytem arogancji. Nie mam odwagi narzucania nikomu, którą drogą iść. Moja droga nie musi być przecież dobra dla niego.
Nie stałam się nieomylna, błędy popełniam, a jakże. Z błędów jednak często najlepsza nauka wypływa, a ja dzięki wszystkim moim osobistym wiem, że cholernie silny ze mnie człowiek ;) W tym 2018 z pełną świadomością i gotowością dźwigania na własnych barkach konsekwencji wszelkich decyzji rzucam w cholerę resztę balastów i skupiam się na mocnych stronach mojego jestestwa. Podciętych skrzydełek nielotnych pozbyłam się na dobre, uszyłam sobie nowe ;)
Komu się to nie podoba , trudno. Poredowa nie pomidorowa, nie każdy lubić musi. Kto swoją ideologią życiową źle wpływa na moje samopoczucie, tego i ja mam prawo szerokim łukiem omijać w trosce o własne szczęście i zdrowie.
To, co dobre we mnie, tym chętnie się podzielę. Rozwijam moje małe imperium wspierana Waszymi ciepłymi słowami i miłością tych, co blisko być pragną. Moje umiłowanie rzeczy pięknych i cała radość z pracy niech więc leci sobie w świat :) Oby w tym roku udało mi się uradować jeszcze więcej małych i tych większych serc :) Za parę dni dobijam też do magicznej liczby 40 i cieszę się,jak wariat :P Pozdrawiam więc radośnie i przedurodzinowo!
Późne dość, ale z serca płynące : Dobrego Roku Kochani!
Wasza A.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poduszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poduszki. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 stycznia 2018
środa, 28 czerwca 2017
WSPÓŁPRACA...
Temat współpracy z kimkolwiek i na jakiejkolwiek płaszczyźnie bywa cholernie trudny. Wielu z Was zaczynając swoją przygodę z jakąś twórczością i co często jest docelowym efektem: sprzedażą, liczy na współpracę z innymi internetowymi twórcami, blogerami, celebrytami. Wielu ma nadzieję na znalezienie kontaktów, które ułatwią sprzedażową drogę, przetrą szlaki, wypromują.
Jak to jednak stare przysłowie głosi " Mówiły jaskółki, że najgorsze są spółki...".
Bardzo trudne jest znalezienie osób, z którymi współtworzenie czegokolwiek będzie odbywało się na zasadach fair play. Zwłaszcza kiedy traficie na osoby, które na celebrytyzm chorują. Prawie zawsze w takich przypadkach kopanie w zadek jest zagwarantowane. Wasza część pracy nagle okaże się ułamkiem całego sukcesu, a ważne tylko to co ważne, czyli sama postać celebryty.
Spółki niezbyt często udają się w gronie rodzinnym, bo tam, gdzie pieniądze o konflikt najłatwiej. Kolejny argument w moim twierdzeniu, że forsa to największe zło tego świata...
Z paroma celebrytami na mojej drodze było dane się zetknąć. Masa obietnic, słodkopierdzenie i ręce z grabiami wyciągnięte w kierunku mojego skromnego jeszcze dorobku. My tu słówko szepniemy, światu pokażemy, a ty tam siedź i rób. Podziękowałam.
Przy podejmowaniu współpracy, jeżeli na takową się zdecydujecie, bardzo jasno trzeba stawiać swoje warunki, dopieścić umowę do podszewki, każdy jej paragraf uważnie przedyskutować i znaleźć wspólny środek. To trochę jak przeciąganie liny i trzeba do tego i wiedzy, i zdecydowanego charakteru. Również świadomość własnych atutów jest bardzo istotna. Wszystko też spisane powinno być rzeczowo, nic na gębę, bo ani się obejrzycie, a Wasza praca będzie warta tyle, co sprzątanie hali po całym biznesie kiedy celebryta śmietanę z Waszej krwawicy będzie spijał w najlepsze.
Przy najdrobniejszych nawet usługach/pomocy trzeba wiedzieć kto jest kim i za jakie zasługi brawa mu się należą. Przykład? Moje logo. Parę literek i trzy serduszka. Nie mój projekt, nie moje wykonanie. Udzielone z mojej strony wskazówki, że czcionka dobrze by było jak by przypominała odręczną, niezbyt dużo elementów, proste, czyste w formie. Takie też zostało stworzone przez kogoś, kto tę umiejętność posiadał, do konkretnych narzędzi zasiadł i według podanych wskazań zrobił projekt. Proste jaj zamawianie domu u architekta ;) Tu proszę trzy sypialnie, łazienkę przy sypialni głównej, kuchnię z wyjściem na taras... Architekt siada, rysuje i za gotowy do budowy projekt otrzymuje gratyfikację.To jego projekt, nie klienta. Jego nazwiskiem jest podpisany nawet po sprzedaży Pani Kowalskiej, która na jego podstawie budowę domu zamówi.
Niestety kiedy oferta współtworzenia czegoś ze mną ze wspólnego dobierania godzinami tkanin, wykonania przeze mnie form zmodyfikowanych lekko, lecz dalej na bazie wcześniej przygotowanych, autorskich prac,następnie uszycia całości sprowadziła mnie do krótkiego " Pani Ania to uszyła" a to ja zaprojektowałam i reklamować będę swoją markę, musiałam powiedzieć stop. Skłonności do noszenia wieńca laurowego nie mam, ale za szwaczkę komuś służyć też nie potrzebuję. Albo robimy coś razem z podziałem na role wspólnie dwoma nazwiskami podpisując efekt końcowy, albo wcale. Szkoda tylko, że po takiej akcji człowiekowi jeszcze zadek obrabiają, że bezczelny... Nic to jednak, swoje robić trzeba, a nauczka jest na przyszłość. Jak ktoś zbyt wysoko na budowlę bez fundamentów się pcha, to zleci prędzej,czy później i to z hukiem niemałym.
Matkom testerkom lawinowo zasypującym pocztę propozycjami: przetestujemy i innym mamusiom polecimy, też dziękuję. Dalej z uporem maniaka twierdzić będę, że najlepiej reklamuje się sama jakość. Bez fajerwerków, bez chwalebnych pieśni z ust znanych twarzy. Może wolniej, ale z lepiej ugruntowanym fundamentem dobrą opinię można stworzyć, czego i Wam życzę,
Idę szyć, jak każdego już prawie dnia. Jestem projektantem, szwaczką, sprzątaczką, logistykiem, pakowaczem, marketingowcem, handlowcem i dostawcą w jednym. Jeżeli ktoś z mojej pracy jest zadowolony i słowo szepnie światu na jej temat, mimo że zapłacić za moją twórczość musiał, bardzo dziękuję. To jest najbardziej rzetelna ocena, bo kto darowanemu koniowi w zęby by zaglądał? ;)
Za ławeczkę na zdjęciu też zapłaciłam. Kupiona online, na zamówienie wykonana i też na podstawie wskazówek z mojej strony, co dalej nie czyni mnie autorem projektu ;) Jakby ktoś namiar na wykonawcę chciał, to z ręką na sercu polecić mogę.
Poduszkowce uszyłam i jak świeże bułki się rozeszły mimo, że tanie nie są, bo i aksamit do najtańszych nie należy. Milutkie i mięciutkie. Chyba mogę z mojej pracy być dumna ciut :).
Ostatnio jednak sami dobrzy i uczciwi ludzie nas otaczają, karma więc wraca, to prawda... Tym bardziej żal tych, co cwaniactwem skórę mają podszytą. Wobec nich więksi cwaniacy też litości pewnie mieć nie będą.
Cześć Pracy Rodacy
Ściskam w pochmurną środę
Wasza A.
Jak to jednak stare przysłowie głosi " Mówiły jaskółki, że najgorsze są spółki...".
Bardzo trudne jest znalezienie osób, z którymi współtworzenie czegokolwiek będzie odbywało się na zasadach fair play. Zwłaszcza kiedy traficie na osoby, które na celebrytyzm chorują. Prawie zawsze w takich przypadkach kopanie w zadek jest zagwarantowane. Wasza część pracy nagle okaże się ułamkiem całego sukcesu, a ważne tylko to co ważne, czyli sama postać celebryty.
Spółki niezbyt często udają się w gronie rodzinnym, bo tam, gdzie pieniądze o konflikt najłatwiej. Kolejny argument w moim twierdzeniu, że forsa to największe zło tego świata...
Z paroma celebrytami na mojej drodze było dane się zetknąć. Masa obietnic, słodkopierdzenie i ręce z grabiami wyciągnięte w kierunku mojego skromnego jeszcze dorobku. My tu słówko szepniemy, światu pokażemy, a ty tam siedź i rób. Podziękowałam.
Przy podejmowaniu współpracy, jeżeli na takową się zdecydujecie, bardzo jasno trzeba stawiać swoje warunki, dopieścić umowę do podszewki, każdy jej paragraf uważnie przedyskutować i znaleźć wspólny środek. To trochę jak przeciąganie liny i trzeba do tego i wiedzy, i zdecydowanego charakteru. Również świadomość własnych atutów jest bardzo istotna. Wszystko też spisane powinno być rzeczowo, nic na gębę, bo ani się obejrzycie, a Wasza praca będzie warta tyle, co sprzątanie hali po całym biznesie kiedy celebryta śmietanę z Waszej krwawicy będzie spijał w najlepsze.
Przy najdrobniejszych nawet usługach/pomocy trzeba wiedzieć kto jest kim i za jakie zasługi brawa mu się należą. Przykład? Moje logo. Parę literek i trzy serduszka. Nie mój projekt, nie moje wykonanie. Udzielone z mojej strony wskazówki, że czcionka dobrze by było jak by przypominała odręczną, niezbyt dużo elementów, proste, czyste w formie. Takie też zostało stworzone przez kogoś, kto tę umiejętność posiadał, do konkretnych narzędzi zasiadł i według podanych wskazań zrobił projekt. Proste jaj zamawianie domu u architekta ;) Tu proszę trzy sypialnie, łazienkę przy sypialni głównej, kuchnię z wyjściem na taras... Architekt siada, rysuje i za gotowy do budowy projekt otrzymuje gratyfikację.To jego projekt, nie klienta. Jego nazwiskiem jest podpisany nawet po sprzedaży Pani Kowalskiej, która na jego podstawie budowę domu zamówi.
Niestety kiedy oferta współtworzenia czegoś ze mną ze wspólnego dobierania godzinami tkanin, wykonania przeze mnie form zmodyfikowanych lekko, lecz dalej na bazie wcześniej przygotowanych, autorskich prac,następnie uszycia całości sprowadziła mnie do krótkiego " Pani Ania to uszyła" a to ja zaprojektowałam i reklamować będę swoją markę, musiałam powiedzieć stop. Skłonności do noszenia wieńca laurowego nie mam, ale za szwaczkę komuś służyć też nie potrzebuję. Albo robimy coś razem z podziałem na role wspólnie dwoma nazwiskami podpisując efekt końcowy, albo wcale. Szkoda tylko, że po takiej akcji człowiekowi jeszcze zadek obrabiają, że bezczelny... Nic to jednak, swoje robić trzeba, a nauczka jest na przyszłość. Jak ktoś zbyt wysoko na budowlę bez fundamentów się pcha, to zleci prędzej,czy później i to z hukiem niemałym.
Matkom testerkom lawinowo zasypującym pocztę propozycjami: przetestujemy i innym mamusiom polecimy, też dziękuję. Dalej z uporem maniaka twierdzić będę, że najlepiej reklamuje się sama jakość. Bez fajerwerków, bez chwalebnych pieśni z ust znanych twarzy. Może wolniej, ale z lepiej ugruntowanym fundamentem dobrą opinię można stworzyć, czego i Wam życzę,
Idę szyć, jak każdego już prawie dnia. Jestem projektantem, szwaczką, sprzątaczką, logistykiem, pakowaczem, marketingowcem, handlowcem i dostawcą w jednym. Jeżeli ktoś z mojej pracy jest zadowolony i słowo szepnie światu na jej temat, mimo że zapłacić za moją twórczość musiał, bardzo dziękuję. To jest najbardziej rzetelna ocena, bo kto darowanemu koniowi w zęby by zaglądał? ;)
Za ławeczkę na zdjęciu też zapłaciłam. Kupiona online, na zamówienie wykonana i też na podstawie wskazówek z mojej strony, co dalej nie czyni mnie autorem projektu ;) Jakby ktoś namiar na wykonawcę chciał, to z ręką na sercu polecić mogę.
Poduszkowce uszyłam i jak świeże bułki się rozeszły mimo, że tanie nie są, bo i aksamit do najtańszych nie należy. Milutkie i mięciutkie. Chyba mogę z mojej pracy być dumna ciut :).
Ostatnio jednak sami dobrzy i uczciwi ludzie nas otaczają, karma więc wraca, to prawda... Tym bardziej żal tych, co cwaniactwem skórę mają podszytą. Wobec nich więksi cwaniacy też litości pewnie mieć nie będą.
Cześć Pracy Rodacy
Ściskam w pochmurną środę
Wasza A.
sobota, 24 grudnia 2016
Święta z przytupem!
Drodzy Moi,
w tym niezwykłym czasie życzę Wam spokoju, radości w sercach przeogromnej z najmniejszych nawet rzeczy. Cieszcie się sobą, zapachem i smakiem. Celebrujcie każdą chwilkę i uśmiechajcie się do siebie szeroko. Darujcie sobie nerwy, bo ktoś tam spóźnił się na kolajcję, bo prezent dał taki, jakiego nie chcieliście otrzymać. To wszystko nieistotne. Ważne, że ten ktoś dojechał, choćby spóźniony, ważne, że pamiętał, bez względu na to, jak zbędną rzecz Wam ofiarował ;) Śpiewajcie kolędy i pastorałki z całych sił w płucach. Niech to będą święta gorące od Waszych serc, nawet jeśli w czasie pasterki zmarzną Wam nosy i policzki.
Wesołych Świąt życzę Wam wszystkim!
Wasza A.
w tym niezwykłym czasie życzę Wam spokoju, radości w sercach przeogromnej z najmniejszych nawet rzeczy. Cieszcie się sobą, zapachem i smakiem. Celebrujcie każdą chwilkę i uśmiechajcie się do siebie szeroko. Darujcie sobie nerwy, bo ktoś tam spóźnił się na kolajcję, bo prezent dał taki, jakiego nie chcieliście otrzymać. To wszystko nieistotne. Ważne, że ten ktoś dojechał, choćby spóźniony, ważne, że pamiętał, bez względu na to, jak zbędną rzecz Wam ofiarował ;) Śpiewajcie kolędy i pastorałki z całych sił w płucach. Niech to będą święta gorące od Waszych serc, nawet jeśli w czasie pasterki zmarzną Wam nosy i policzki.
Wesołych Świąt życzę Wam wszystkim!
Wasza A.
poniedziałek, 10 października 2016
Wewnętrzny niepokój.
W wielu względach dobraliśmy się z moim I. jak w korcu maku. Podobieństwo charaketerów, priorytetów i wewnętrznych potrzeb uwidacznia się na wielu płaszczyznach. Taki sam męczy nas też duchowy owsik, co to nie pozwala spokojnie usiedzień na pupie nawet w dzień wolny. Nie lubimy marnowania czasu, oj nie. Jeśli tylko samopoczucie funkcjonowania nie utrudnia, to zaleganie w pozycji wyluzowanej dłużej, niż 15 minut, raczej nie przejdzie. Ja łapy wiecznie zajęte mieć muszę. Pewnie dlatego nieregularnie odwiedzam nawet przekochaną moją Panią Luizę, która stara się zapanować nad chaosem moich włosów. Wysiedzenie dwóch godzin na fryzjerskim fotelu stanowi dla mnie spore wyzwanie ;)
Weekend w wersji leniwej też raczej się nie udaje. Miałam ci ja odpoczywać zawzięcie, ale świr wewnętrzny wygrał. Nie ma co się lenić, kiedy cele ambitne wytyczone, a czasu nie więcej, a mniej z każdą chwilą nam dane. Była weekendowa burza myśli, a za planem działanie iść musi.
Dziubnęło się więc małe co nieco, a od poniedziałku znowu z kopyta ruszam do pracowni.
CZEŚĆ PRACY RODACY!!!
Taka mała zapowiedź tegorocznych świąt. Za oknem bieli się nie spodziewam, więc przynajmniej w domu bialutko będzie z kapką szarości i srebra.
Będą świąteczne poduszkowce i pledy.
Drobiazgi też będą różniaste, a te z haftem powstały póki co w dwóch wersjach kolorystycznych,
Na ten moment ciesię się jeszcze jesienią, a od czasu do czasu oblatuję pchle targi w poszukiwaniu skarbów vintage do świątecznego wystroju.
Uwielbiam te stare cacuszka, ech... Nowy sprzęt nie ma w sobie tyle uroku, no i psuje się przeważnie zaraz po zakończonej dacie gwarancji. Kiedyś bardziej przykładano się nawet do produkcji takiego młyneczka. Prosta konstrukcja i wszystko działa jak należy mimo upływu wielu lat.
Cały tydzień przede mną i planuję wycisnąć go jak cytrynkę, do ostatniej kropelki/chwilki.
Miłego tygodnia wszystkim życzę i śmigam do maszyny :)
Buziaków 101
Wasza A.
Weekend w wersji leniwej też raczej się nie udaje. Miałam ci ja odpoczywać zawzięcie, ale świr wewnętrzny wygrał. Nie ma co się lenić, kiedy cele ambitne wytyczone, a czasu nie więcej, a mniej z każdą chwilą nam dane. Była weekendowa burza myśli, a za planem działanie iść musi.
Dziubnęło się więc małe co nieco, a od poniedziałku znowu z kopyta ruszam do pracowni.
CZEŚĆ PRACY RODACY!!!
Taka mała zapowiedź tegorocznych świąt. Za oknem bieli się nie spodziewam, więc przynajmniej w domu bialutko będzie z kapką szarości i srebra.
Będą świąteczne poduszkowce i pledy.
Drobiazgi też będą różniaste, a te z haftem powstały póki co w dwóch wersjach kolorystycznych,
Na ten moment ciesię się jeszcze jesienią, a od czasu do czasu oblatuję pchle targi w poszukiwaniu skarbów vintage do świątecznego wystroju.
Uwielbiam te stare cacuszka, ech... Nowy sprzęt nie ma w sobie tyle uroku, no i psuje się przeważnie zaraz po zakończonej dacie gwarancji. Kiedyś bardziej przykładano się nawet do produkcji takiego młyneczka. Prosta konstrukcja i wszystko działa jak należy mimo upływu wielu lat.
Cały tydzień przede mną i planuję wycisnąć go jak cytrynkę, do ostatniej kropelki/chwilki.
Miłego tygodnia wszystkim życzę i śmigam do maszyny :)
Buziaków 101
Wasza A.
niedziela, 24 lipca 2016
Dom to żywe miejsce
Pałac, dom, czy mieszkanko w bloku, gabaryty i miejsce nie są najistotniejsze. Ilość pokoi i metrów jest zdecydowanie drugorzędną sprawą, bo przede wszystkim liczy się ciepełko i poczucie bezpiecznego dachu nad głową.Niezależnie od nakładów finansowych wspomniane ciepełko zależy od ludzi, którzy te metry zamieszkują i wypełniają swoją własną, wewnętrzną energią.
Można wydać fortunę na markowe mebelki, dodatki z najwyższej półki i ustawić wszystko według zasad feng shui, czy też pod dyktando i wzór wnętrzarskich pism i projektantów. Nadal najważniejszym czynnikiem pozostaje człowiek i to jakich ludzi do siebie i tego domu przyciąga.
Mój własny dom, a właściwie małe mieszkanko w bloku, nigdy żurnalowe nie było.
Walcząc z rzeczywistością samotnej matki cieszyłam się tzw. darami losu.Meblościanka po cioci (dość mocno rozkolibana), tapczan w kolorze wściekłej pomarańczy, któremu sama zmieniałam tapicerkę na jakiś bardziej strawny odcień, czy też zestaw mebli kuchennych z wyprzedaży w Castoramie, bo nic sensownie ustawnego nie mogłam znaleźć do mojej małej kuchni/klitki, a sprzęt na zamówienie był poza zasięgiem finansowym. Wszystko składało się jednak na mój własny, przytulny kąt, do którego z radością wracałam.
Czasem w kwestii ogarnięcia tych moich paru metrów ograniczał mnie czas, a w zasadzie jego brak. Praca, bywało że po 12h na dobę, ciagła gonitwa za własnym ogonkiem, żeby związać koniec miesiąca z początkiem. Wystrój nie zajmował mojej głowy, jak to, żeby mieć gdzie zjeść, gdzie się wykąpać i gdzie położyć na parę godzin snu.
Teraz tym bardziej radość sprawia mi możliwość pracy w domu i poznawanie dogłębne jego kątów. Teraz widzę co i jak chciałabym zmienić, przerobić, przemeblować. Codziennie mogę poświęcić chwil parę na przemyślenia odnośnie kolorów i materiałów, jakimi chcę się otoczyć, gdzie ma stanąć fotel, gdzie położyć poduszki. Zaczynam bawić się w dom :)
| Duża poduszka w kratę: IKEA Miętowa poduszka w biały wzór: PEPCO Szara lniana podszuka z napisem: COTTONI |
Aktualnie jestem na etapie bieli i pasteli. Nie toleruję też w domu poliestrów i innych sztuczności. Bawełna, len i wełna, to są moje tkaniny.
| Słój i butla z barwonego szkła: znaleziska/starocie |
Stopniowo wrzucać tu będę rzeczy, z którymi chętnie się rozstanę. Może przydadzą się komuś z Was.
Rzeczy dostępne będą o tu: KLIK
Mam też trochę tkanin, których z pewnością nie wykorzystam, a mogą przydać się np. do nauki szycia.Tkaniny znajdziecie o tutaj: KLIK
| Wianek pleciony z naturalnego lnu: COTTONI |
Na tym koniec zwiedzania naszych czterech kątów. Mam nadzieję, że choć troszkę Wam się podobało.
Ściskam mocno dziękując za Waszą obecność
Wasza A.
czwartek, 15 sierpnia 2013
Dziubeczki moje :)
Witajcie w dzień świąteczny!
U nas dzisiaj błogie lenistwo i przyjemności.
Zaraz wybieramy się do Daszowa na wioskowe podpatrywanie i może małą sesję zdjęciową.
Zanim jednak ruszymy w drogę napiszę Wam króciutko o moich dziubeczkach:)
Wspominałam ostatnio, że zakupiłam małe skarby?
W zeszłym tygodniu, dokładnie w sobotę, ruszyliśmy rano na giełdę lubińską.
O jak ja lubię te wykopaliska rzeczy różnych:)
Dosłownie wszystko tam można znaleźć.
Czasu mieliśmy niewiele, bo pan I. w soboty (niestety ;( ) też musi pracować, poza tym trzeba było pobiegać za paroma częściami, o ktorych ja bladego pojęcia nie mam.
Biegiem zatem między stoiskami i ludźmi, którzy na kocach, plandekach, tudzież łóżkach polowych wystawiają cuda na kijku.
Ja, z moim sokolim wzrokiem, niestety potrzebuję przystanąć, popatrzeć uważniej, bo tak to tylko kolorowe plamki mam w oczach.
Na to czasu niestety zabrakło, więc w duchu czułam lekkie roczarowanie, że nic nie udało mi się wypatrzyć w tym całym kramie.
Ku mojej wielkie, ogromnje wręcz radości, tuż przy wyjściu u przemiłej pani, dostrzegłam moje cudeńka :)))
Dziubeczki śliczne pastelowo- błękitne i miętowe- MARZENIE!!!
Marzeniem były od czasu jakiegoś, ale nowe z tej firmy kosztują "nieco", więc tylko zerkałam na nie od czasu do czasu w sklepach internetowych, wzdychając głęboko.
Jak widać jednak marzenia się spełniają prędzej, czy później i garneczki-dziubeczki mam i ja :)
Firma Riess z Austrii robi świetną emalię w cudownych wręcz kolorach.
Są takie śliczne, że przez cały dzień chodziłam uchachana jak dziecko po wizycie w wesołym miasteczku.
Garnuszki z dziubkiem są bardzo przydatne w kuchni, a jak kiedyś doczekam się większej przestrzeni, będą wyeksponowane na honorowym miejscu, bo żal chować je w szafce.
Był jeszcze czerwony w białe groszki i jakoś gapa- ja zapomniałam kupić.
Może dlatego, że euforia i pełne już ręce nie pozwoliły mi ogarnąć wszystkiego.
Jeśli jednak nikt go nie dopadnie przede mną, to jeszcze i on dołączy do mojej kolekcji ;)
Przydałby się też taki z miarką, ale to może kiedyś, jak z kasą będzie lepiej, albo jak los zechce mi go podarować za groszy parę, jak te na zdjęciach ;)
A żeby nie było, że nie pracuję twórczo, to prezentacja mała mojej pierwszej dzierganej podusi.
Kwadraciki powstały w tzw. międzyczasie (ulubione słowo mojej pani dyrektor :P )
Połączyły się w całość na Mazurach, a resztę dokończyłam już w moim grajdołku przy maszynie podszywając podusię aksamitem w kolorze śmietankowym.
Kolejna podusia kremowo- różowa też już prawie na wykończeniu, ale to innym razem.
Dzisiaj żegnam Was pastelowo
i życzę miłego świętowania ;)
Wasza A.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Poniedziałek po długim weekend'zie
Uuuuh, nie było łatwo wstać po czterech dniach laby. Labę powinnam ująć w cudzysłów, bo jak zawsze sporo pracy domowej zebrało się na tzw. chwilę wolnego. Odnalazłam też kilka starych zdjęć, zamiszczonych kiedyś na myspace. Poniżej seria owocowa (może dlatego, że sezon na truskawki trwa, a jest jednym z moich ulubionych- słodki i czerwono-zielony :)
Truskawki wykonane z resztek tkanin bardzo efektownie przyozdabiają wiele z moich prac. Musicie przyznać , że wygladają słodko ;) Aktualnie pracuję nad pojemnikami na drobiazgi. Pojemniczki również zostaną dosłodzone owocami z materiału. Zdjęcia rzecz jasna zaprezentuje wkrótce.
Ta urocza podusia została udekorowana haftem płaskim i jagódkami 3D, które zrobiłam z drewnianych koralików obszytych muliną w jagodowych kolorach. Resztki tkanin bawełnianych w niebieskie kropko-kółka (sama nie wiem jak określić ten deseń) poszły na patchwork'owe obszycie. Efekt chyba wart zabawy ;)
WEŁNIANE TORBY
Pierwsza wełniana torba powstała po nieszczęsnym praniu wełnianego sweterka w zbyt wysokiej temperaturze. Sweterek zbiegł się nieco i stracił na urodzie, ale po powtórnym przepraniu go w temperaturze jeszcze wyższej uzyskał fajną strukturę. Przeprasowany z dużą ilością pary wygładził się i zniknęły zupełnie ślady splotu dzianinowego. Stał się grubym filcem idealnym do przetworzenia :)
Efekt poniżej:
Po tej czerwonej nabrałam ochoty na następne i tak już poszło w dalsze wariacje haftowane i przestrzenne:
Wszystkie powyższe cieszą już oczy swoich nowych właścicieli. Czas więc chyba na następne...
Na wełnie bardzo fajnie haftuje się włóczką-szybko i efektownie. Torebki podszywam bawełnianymi podszewkami, które często mają też funkcję ozdobną, ale przede wszystkim świetnie trzymają całość. Torebki są trwałe,można je prać, prasować, a dzięki wcześniejszemu filcowaniu nie odkształcają się.
Truskawki wykonane z resztek tkanin bardzo efektownie przyozdabiają wiele z moich prac. Musicie przyznać , że wygladają słodko ;) Aktualnie pracuję nad pojemnikami na drobiazgi. Pojemniczki również zostaną dosłodzone owocami z materiału. Zdjęcia rzecz jasna zaprezentuje wkrótce.
Ta urocza podusia została udekorowana haftem płaskim i jagódkami 3D, które zrobiłam z drewnianych koralików obszytych muliną w jagodowych kolorach. Resztki tkanin bawełnianych w niebieskie kropko-kółka (sama nie wiem jak określić ten deseń) poszły na patchwork'owe obszycie. Efekt chyba wart zabawy ;)
WEŁNIANE TORBY
Pierwsza wełniana torba powstała po nieszczęsnym praniu wełnianego sweterka w zbyt wysokiej temperaturze. Sweterek zbiegł się nieco i stracił na urodzie, ale po powtórnym przepraniu go w temperaturze jeszcze wyższej uzyskał fajną strukturę. Przeprasowany z dużą ilością pary wygładził się i zniknęły zupełnie ślady splotu dzianinowego. Stał się grubym filcem idealnym do przetworzenia :)
Efekt poniżej:
Po tej czerwonej nabrałam ochoty na następne i tak już poszło w dalsze wariacje haftowane i przestrzenne:
Wszystkie powyższe cieszą już oczy swoich nowych właścicieli. Czas więc chyba na następne...
Na wełnie bardzo fajnie haftuje się włóczką-szybko i efektownie. Torebki podszywam bawełnianymi podszewkami, które często mają też funkcję ozdobną, ale przede wszystkim świetnie trzymają całość. Torebki są trwałe,można je prać, prasować, a dzięki wcześniejszemu filcowaniu nie odkształcają się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










