Dziecko moje nowe zaczęło życie u boku człowieka, który rozumie ją świetnie i wiem, że będzie ją chronił, bronił i wspierał w każdej sytuacji. Kilkanaście lat śpiewałam z zespołem na ślubach i weselach i napatrzyłam się na różne sytuacje, relacje i układy, po których można było postawić wszystkie pieniądze na rychły koniec tego, co dopiero zostało przyklepane. Na tych dwoje patrzy się z przyjemnością, spokojem i wdzięcznością, że los pozwolił im się spotkać. Szczerze wierzę, że wszelkie plany na wspólną przyszłość uda im się zrealizować. Od dawna proszę wszechświat, żeby całe szczęście, które sobie na mnie przyoszczędził, wypłacił z procentami temu mojemu Ptysiowi...
O imprezie pisać nie będę. Poza tym, że wszystko raczej poszło gładko. Grono kameralne, wszyscy myślę bawili się dobrze. Młodzi zorganizowali wydarzenie na tip top, choć wiadomo jak w życiu bywa. W każdym towarzystwie jakiś maruda znaleźć się może ;)
Dla dziecięcia na tę okoliczność prezent obmyśliłam szczególny i to o nim chciała bym Wam opowiedzieć. Może pomysł się spodoba i wykorzystacie.
Jakiś czas temu mama worek cały koszul mojego taty wyciągnęła z czeluści szafy z pytaniem, czy może nie spożytkuję do szycia. No ba! Ja to wiadomo, każdy skrawek ładnej szmatki zanim wyrzucę pięć razy w rękach obrócę niczym Poznaniak złotówkę :D Taki żart ze stereotypu, proszę się nie obrażać jeśli Pan/Pani z wyżej wymienionego miasta pochodzi. Pomysł do głowy wpadł natentychmiast ;) Kolekcja koszul taty pokaźna, ale dość spójna kolorystycznie. Wybrałam jego ulubione i moje też. Krateczki i paseczki niebieskie, kapkę czerwieni. Tak, żeby wszystko fajnie zagrało. Nawycinałam prostokącików blisko 300 i zasiadłam do maszyny.


Zszywanie szło bez planu, bez wzorca konkretnego. Łapałam jeden po drugim trzymając się jedynej wytycznej: długości każdego panelu. Te kolorowe zestawiłam z białą gładką bawełną, bo różnorodność gramatury i rozciągliwości skrawków nie pozwoliła by na idealne zgranie stycznych szwów, co jest podstawową zasadą szycia patchworków. Białe paski ładnie podkreśliły kolory i pozwoliły na złamanie patchworkowych zasad.
Na środku wylądowało klasyczne, ręcznie haftowane serce matki wariatki.
W dolnym, prawym rogu umieściłam haft z tekstem, znacznie którego już spieszę Wam wyjaśnić.
Tato mój dla mojej córki był osobą szczególną. Starał się wypełnić jak mógł pustkę spowodowaną brakiem ojca w jej codziennym życiu. Kiedy była malutka i pojawiał się problem ze snem, jakiś strach, czy smuteczek Talka prosiła zawsze, żeby nosić ją na rękach wzdłuż naszego pokoju. Pokój wąski był i długi, rozpędzić się nie było gdzie, ale " W tę i tę stronę..." spacer trwał zawsze tak długo, jak Ptyś potrzebował. Choćby ręce więdły i kręgosłup dawał znać o sobie "W tę i tę stronę" Heniuś dreptał do skutku...
Z tych wszystkich kawałeczków, z setek wspomnień powstała całkiem spora kołderka. Takie 160x180cm. Zadanie ma konkretne: otulać w chwilach trudnych, leczyć smuteczki, łagodzić wszelkie dolegliwości bólowe ciała i ducha. Mam więc nadzieję, że większość czasu spędzi w pudełku. Skrzyni posagowej niestety nie miałam. Musiał wystarczył uroczy kartonik przewiązany wstążką.
Otwarcie prezentu nie nastąpiło na weselu. Mogło by zakończyć się Niagarą łez. Tato mój odszedł 25 października 2025r. Sprawa świeża, tęsknota ogromna i żal, że nie doczekał tych szczęśliwych chwil naszej Taleczki. Dał jednak prawdopodobnie znać w trakcie przygotowań i na samym weselu, że jest blisko ;) Nie wiem jak Wy, ale my wierzymy i staramy się czytać znaki. Może zdaniem niektórych jest to wiara dla naiwnych, ale nam dodaje sił. Mam więc nadzieję, że i ta pamiątka po dziaduniu będzie miłą namiastką jego obecności i zachowa się na lata...
Co czułam szyjąc kołderkę? Ciężko opisać. Wiedzieliśmy, że jego ziemski czas dobiega końca. Byłyśmy przy nim z mamą w ten ostatni dzień. Walczyłam o jego oddech do przyjazdu karetki, ale czułam już wtedy, że uwolnił się od ciała, które z powodu postępującej choroby stawało się więzieniem. W tamtych minutach przeżyłam wszystko. Strach, ból, smutek, ulga, tęsknota mieszały się z poczuciem, że rozpaść się nie mogę, że trzeba silną być i działać, ogarnąć co do ogarnięcia zostało i być oparciem, bo jego już nie ma.
Zszywając te kawałeczki koszul przypominałam sobie jego żarty, bo poczucie humoru miał ogromne :) Czułam wdzięczność, że był z nami i spokój, bo wierzę, że jest mu lżej.
Tyle na dziś.
Wracam do pracy choć tak dla przyzwoitości z okazji majowego święta poświętuję troszkę i ja ;)
Od poniedziałku jednak lista rzeczy do zrobienia długaśna, bo do czerwca mało czasu zostało, a parę cudaków z okazji Dnia Dziecka mam do ogarnięcia.
Ściskam mocno
Wasza A.
P.S. Dajcie znać w komentarzu co sądzicie o kołderce, albo w jakiej formie Wy zachowujecie rzeczy swoich bliskich.
Przepiękna kołdra! Jestem zachwycona. Pomysł wspaniały i bardzo wzruszający. Ma Pani ogromny talent💜💜💜
OdpowiedzUsuńAniu, wzruszyłaś mnie tą opowieścią do łez. Pomysł i wykonanie niesamowite. Dobrze, że Natalka nie otwierała tego prezentu podczas wesela... A przy tej okazji życzę Twojej córce szczęśliwego życia na tej nowej drodze. Ściskam mocno 😘
OdpowiedzUsuń