sobota, 19 kwietnia 2014

WESOŁEGO ALLELUJA!

W nocy byłam tu ze zdjeciami  naszych pastelowych świąt, ale obiecałam jeszcze odwiedzić Was dzisiaj...

Życzę Wam wszystkim kolorowych obłędnie, wesołych i uchachanych do bólu brzucha i policzków,
pysznych do oblizania paluchów, rodzinnych i ciepłych Świąt Wielkiej Nocy!
Niech to będą mądre święta, takie z głębokimi przemyśleniami.
Zwycięstwo życia nad śmiercią, dobra nad złem- to właśnie radować powinno nas najbardziej :)


Tym fioletowym cudeńkom nie mogłam się oprzeć podczas ostatniej wizyty w sklepie ogrodnicznym. Jest więc i kącik turkusowo fioletowy ;) 

Ale o dekorowaniu dość...
Z okazji Świąt Wielkanocnych proszę Was o pamięć w modlitwie o pewnej cudownej osobie.
Może znacie, może nie... Może rzucił Wam się w komentarzach jej podpis,
który mi osobiście od razu przywiódł na myśl książkę Katarzyny Grocholi.
Proszę Was gorąco o słówko w jej sprawie, bo o życie i zdrowie tu chodzi.
Przekierowuję Was do jej bloga i zmykam zająć się rozgardiaszem i dalszymi przygotowaniamia.
Ten wpis dedykuję cudownej JUDYCIE

Wesołego Alleluja!

Wasza A.

Już za chwileczkę, już za momencik...

Świętowania czas już tuż tuż...
Jeśli u Was wszystko gotowe, to możecie wrzucić na luz i odpoczywać.
Ja jeszcze co nieco mam do przygotowania.
Przede wszystkim jednak porządkowanie kuchni, bo po dzisiejszej zabawie w cukiernika wygląda jak pole bitwy...


Świąteczna sceneria u nas w zestawieniu różu i błękitu- słodko do bólu :)




Na święta wprosił się do nas pewien ZAJĄCUS GIGANTUS, a właściwie żeński przedstawiciel tego gatunku ;) Skromne metr dwadzieścia uszatego szczęścia. Do stołu zasiądzie więc na swoim osobistym krześle.











Taki zając to już konkret. Zdecydowanie jest co przytulić i co przeciągnąć za ucho po mieszkaniu. Nie to żebym sugerowała jakieś drastyczne zabawy, ale ze szmacianymi zabawkami jakoś tak już jest, że bywają ciągane przez swoim małych właścicieli. Nie zmienia to jednak faktu, że są zazwyczaj kochane bardziej, niż wszystkie inne zabawki :)


Obkupiłam się kwiatkami i radość sprawiają mi ogromną. Takie szaleńswto zakupowe za grosików parę ;)
Ni mom ci ja ogródecka, ech... aktualnie jednak mam ci ja dom pełen tego różowego drobiazgu .


 Jak Wam się podobają moje cukierkowo pastelowe klimaty wielkanocne?
Odszyłam sobie nowy obrusik i bieżnik. Okna też zostały udekorowane pastelowo niebieskim lambrekinem, ale o  tym  może już kiedy indziej...
Dzisiaj uciekam już odpocząć nieco, bo jak zwykle środek nocy mnie tu zastanie.
Postaram się wpaść jutro z życzeniami dla Was ;)

Ściskam mocno, za Waszą obecność dziękuję serdecznie, a nowe osoby witam na pokładzie pędzącego pociągu COTTONI :)

Pozdrawiam
Wasza A.

wtorek, 15 kwietnia 2014

DZIWNY JEST TEN ŚWIAT...

Czasem dziwię się jak dziecko.
Stawiam najprostsze w świecie pytanie :"Dlaczego?!"
Chyba jednak każdy o to pyta, kiedy dzieją się rzeczy złe.
Wczorajszy dzień dotknął mnie i moich najbliższych.
Zasiał niepokój i kolejne pytania w głowie :" Jak można?!", "Jakim prawem?!"...
Niestety, świat składa się z ciemnych i jasnych stron, dobra i zła.
W tym świecie  jak się okazało prawo nie zawsze ma znaczenie. Czasem układy, manipulacje i kłamstwa wygrywają... dobrze, że tylko na chwilę.
Czasem dopadają nas ciemne chmury, ale to dzięki nim na nowo odkrywamy słońce i jego ciepłe promienie, które prędzej czy później przedzierają się przez to kłębowisko szarości.
Wczoraj było mi smutno...
Zadzwonił jednak telefon i nieznajomy głos w słuchawce ogrzał mi serce, magia tego świata... Coś co uwiebiam poprostu: zasada powracającej energii :) Negatywna też uderza ze zdwojoną siłą. Współczuję więc tym, którzy tyle zła wczoraj przeciwko nam skierowali.
Dobra energia uniosła mnie wczoraj lekko ponad ziemię zostawiając w dole tych, którzy w swoim błotku kłamst taplają się z taką rozkoszą.
Telefon zadzwonił po raz drugi i znów kochany, ciepły człowiek podał mi rękę :)
Czego trzeba więcej? Otwartych oczu i cierpliwości.
Dobro powraca, a zło zniszczy niszczycieli, czy po tej czy po tamtej stronie...
Trzeba więc czekać spokojnie, nie na ich niepowodzenie, o nie. Na sprawiedliwość, na dzień, w którym ich oczy również otworzą się szerzej i zobaczą zgliszcza, po kórych stąpają.

Próbowano nas zniszczyć, zadeptać i upokorzyć.
Mnie  nazwano wczoraj  "gosposią domową" :)  Ktoś, kto twórcą jest jedynie zamętu po raz kolejny chciał sprawić, że będę nikim w oczach ludzi. Epitetów poleciało sporo, przykładów mojego beztalencia, marnego wykształcenia, braku pracy i patologii również.
Taka sytuacja ;)
Z każdej jednak, nawet przykrej dobre strony można wyciągnąć.
Dzięki wczorajszym słowom również do nowych słów dotarłam. Człowiek naprawdę uczy się codziennie ;)
Moja nowa wiedza pochodzi ze słownika serbsko chorwackiego. Nowe słowo to "hajduk" , czyli w tłumaczeniu: bandyta, zbój.
Nauczyłam się czegoś jeszcze. Temida nie jest ślepa. Temida spogląda spod opaski na oczach i kpi sobie z ludzi.
Na szczęście jednak nie bogowie greccy, ale Ten, Który za mnie oddał życie ma znacznie znaczenie największe.
Jest więc komu ufać i w czyje ręce składać radości i troski :)
Jeśli więc bycie tym niewykształconym beztalenciem, gosposią domową  ma przynosić mi tyle dobra, co wczoraj, to zamierzam być najlepszą gosposią pod słońcem ;) Swoją drogą nie pojmuję jak można czuć się lepszym od gosposi, pani sprzątającej, czy osób wykonujących inną pracę służącą ludziom... Tych wywyższających się jednak pozostawiam ocenie komu innemu.
Dla tych, którzy szczerym i umiejącym kochać sercem na świat patrzą projektować i szyć będę, pisać wiersze i śpiewać głośno.

"Dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła..., lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę  w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim!"

Przygotowujemy się właśnie do najważniejszych świąt. Warto w takiej chwili zastanowić się, co to właświe dla nas znaczy. Kolorowe jajeczka, zajączki i palmy, wszystko jest po coś, tak samo jak hajduki w naszym życiu... Barwne dodatki do życia i szare chmurzyska, jeśli w tym wszystkim głębszego sensu nie szukamy, to świat płaski i smutny się robi.
W tym świątecznym czasie raz jeszcze więc dziękować będę za wszystkie złe chwile, które uczą i te dobre, które cieszą ogromnie :) I za Was dziękować będę, za słowa, uśmiechy i gesty, które potrafią zdziałać cuda :)

Dom w przedświątecznym proszku, ale szycie już delikatnie odkładam na później i lada moment rzucam się w wir prac domowo-kulinarnych. Wpadnę do Was jeszcze na chwilę, żeby życzenia poskładać. Dzisiaj jeszcze tylko zajęczą rodzinę w komplecie przedstawiam i pewną damę, której garderobę na życzenie uszyłam w lawendowym zestawieniu:





Ściskam Was mocno, moje dobre duchy :)
Wasza A.


środa, 9 kwietnia 2014

CANDY WIOSENNE

Zgodnie z Waszym życzeniem na wiosenne candy wystawiam torbę :)

To pierwsza torba z kolekcji  wakacyjnej.
Jest usztywniana i naprawdę solidna ;)
Za to, że jesteście, że wspieracie COTTONI całym sercem, za każde miłe słowo
gwiazdorska torba należy się Wam i już.

 :)


ZASADY KONKURSU
1.Załączamy na swoim blogu zdjęcie z podczepionym linkiem do tego posta.
2. Deklarujemy chęć udziału w losowaniu poniżej w formie komentarza.
3. Dołączamy do grona obserwatorów
4. Zachęcam również do polubienia fanpage'a COTTONI
5. Zgłoszeń dokonujemy do 30 kwietnia 2014.
6. Wyniki ogłoszę  dnia następnego, czyli 1-go maja :)

POWODZENIA KOCHANI!

Ja wracam do pracy...
Pozdrawiam
Wasza A.


piątek, 4 kwietnia 2014

WAŻNA SPRAWA

Dzisiaj ściągam Was tu małym podstępem, bo nie o misiu będzie ;) No dobra, o misiu słów kilka tytułem wstępu może...
Miś powstał dla pewnej cudownej, małej dziewczynki i wczoraj dostałam zdjęcia misia w objęciach jego nowej właścicielki :) Cudowna sprawa :) Zobaczyć te uradowane oczka, to więcej warte, niż wszystkie pieniądze :) A jak mama napisała, że dziecko nawet bańki dało sobie postawić pod warunkiem, że misia będzie przy niej... serce rośnie i działać się chce z podwójną energią!



No właśnie o działaniu dzisiaj będzie w pewnej ważnej sprawie.
Poniekąd miś wiąże się z tematem, bo o dzieci tu chodzi, więc misiowa obecność jest usprawiedliwona ;)

Sprawa jest ważna, cholernie ważna, bo problem, o którym powiem zakreśla co raz większe kręgi. Wulgaryzm wybaczcie mi proszę, ale w tej kwestii często dużo gorsze słowa na usta mi się cisną, więc raczej wdzięczność okarzcie za hamulce w wypowiedzi...

W czym rzecz? Jest taka akcja społeczna pod hasłem "Jestem mamy i taty".
Może ktoś słyszał, może nie, może problem dotyczy i Was bezpośrednio, dlatego tym bardzie proszę o wysłuchanie.

Co raz częściej spotykam się z sytuacją, gdzie  małżeństwa, czy związki nieformalne się rozpadają. OK, korbę ludzie w głowach mają  niezłą i o sobie myśląc problemów już rozwiązywać nie potrafią. Zgadzam się i o tym też ostatnio mówiłam, że są takie sytuacje, w których nic nie da się już zrobić i po prostu wiać trzeba. Nie o tym dzisiaj jednak. Rozwód rzecz już powszechna i nikogo nie dziwi. Problem jednak pojawia się, kiedy są dzieci. Walki byłych małżonków, a przede wszystkim jednak dzieci traktowane jako narzędzie lub tarcza obronna mamusi- to jest ogromny problem. Załatwianie swoich interesów kosztem dzieci, czy po prostu zemsta na byłym mężu w postaci szlabanu przed nosem potomstwa...

Może ktoś się na mnie obrazi, że o tym mówię, może już tu nie wróci... Może jednak chwilę zastanowi się nad swoim sposobem rozwiązywania spraw... O to dzisiaj proszę.

Ja rozumiem, że każda sytuacja jest inna, że Wasza wyjątkowa, że to drań był i dupek i nie zasłużył na nic... Zastanówcie się jednak, czy Wasze dzieci zasłużyły na tą wojnę, którą z nim toczycie?!

Wiem o czym mówię. Ja zostałam sama parę dni przed ślubem z brzuchem pod brodą. Zdanie na temat mojego niedoszłego męża mogę mieć nie najlepsze, ale moje zdanie nie musi być zdaniem mojej córki. Ona ma prawo do własnego osądu sytuacji, przede wszystkim ma też prawo do okazji by to własne zdanie sobie wyrobić. To Wy tego "dupka, palanta, idiotę i chama", jak często o nich się mówi, wybrałyście na ojca swojego dziecka. Chociaż  nie w smak Wam spotkania z "idiotą", prawo do nich ma Wasze dziecko. W przeciwnym razie któregoś dnia to wasze maleństwo wyrośnie na dorosłego człowieka i samo znajdzie sposobność do kontaktu z tatą. Jeśli wtedy okaże się, że te wszystkie brzydkie na jego temat opinie były tylko przejawem Waszej goryczy i złości, będzie czuło potworny żal, że odebrałyście mu możliwość poznawania  człowieka, z którego krwi powstało.
Nie da się wyciąć tej drugiej strony z życia dziecka. Jest w jego oczach, w uśmiechu, gestach... Jest i na zawsze zostanie. Może ten człowiek nie jest już częścią Waszej codzienności, może drogi Wam się rozeszły, ale droga Waszego dziecka i tego pana zawsze będzie wspólna.
Pamiętajcie, nie jesteśmy nieśmiertelne. Któregoś dnia może nas zabraknąć, więc w trosce  o te nasze skarby zadbajmy, by miały jeszcze kogoś.
Swój własny żal zachowajcie dla siebie, urażoną babską dumę schowajcie głęboko i niech Wasza wojna nie będzie wojną synów  i córek. Czy matka, która świadomie i z premedytacją wysyła dziecko na wojnę, to dobra matka??? Otóż nie! Dobra i droskliwa zadba o to, żeby te kule armatnie nad jego głową nie latały!
Jeżeli zatem były mąż, partner nie stanowi zagrożenia dla Waszej pociechy, jeżeli nie krzywdzi fizycznie i psychicznie i jeszcze chce i garnie się do kontaktu z dzieckiem, pozwólcie mu na to proszę. Przestańcie myśleć o sobie, pomyślcie o dziecku. Ono jego potrzebuje. Kto Waszą córkę poprowadzi do ołtarza? Kto syna nauczy jak się golić, jak być mężczyzną? Same wszystkiego nie zrobicie chociaż teraz wydaje się Wam, że jesteście super matkami mogącymi góry przenosić. To pozorne gór przenoszenie to strzał samej sobie w stopę i tyle. Pokażcie klasę, bo tocząc te wojny tylko udowadniacie, że zołzy z Was i pewnie dlatego nie wytrzymał.  Często też dorabia się straszne rogi byłemu... jedno piwo tygodniowo? Alkoholik był i tyle! Siedział dłużej w pracy, żeby zarobić na rodzinę? Na baby łaził na sto procent!

Jeżeli to, o czym mówię znacie z własnego podwórka, spróbujcie spojrzeć na wszystko z boku raz jeszcze. Spróbujcie zakopać topór wojenny dla swojego i dzieci spokoju. Odszedł? Zostawił Was? Jego strata! Najwyraźniej nie wart był Waszego czasu, Was! Jeśli to Wy spaprałyście ten związek, a i tak często bywa, bo my też aureol nad głową nie mamy, tym bardziej przełknijcie kluchę w gardle i zacznijcie żyć od nowa.

Ten pan- tata- to był Wasz wybór. Razem z nim dałyście życie nowemu człowiekowi, który ma swoje prawa. Nigdy o tym nie zapominajcie.

Ja zostałam z dzieckiem sama, przerażona z nieskończonymi studiami.Sensownej pracy nie mogłam znaleźć, bo samotnych matek (czytaj: problemu) nikt nie potrzebował. Czy miałam żal? Ogromny! Ale to był mój żal. Dziecko rosło wychuchane przez moich rodziców i mnie, nie brakowało jej niczego. Ojca jednak brakować jej będzie zawsze. W takim więc wymiarze, w jakim jestem w stanie kontakt z tatą ma umożliwiony. Może nigdy nie będzie prawdziwej więzi, ale jest świadomość, że w razie czego jest ktoś jeszcze. Czy zawiedzie ją jak kiedyś zawiódł mnie? Może nie. Czas pokaże. Dzisiaj moje dziecko ma brata i kogoś jeszcze w drodze, To jej rodzina, do kontaktu z nią też ma prawo...

Polecam Wam również blog, który jest jak kartki z życia pewnej bliskiej mi osoby:

http://7godzin15dni.blog.onet.pl/

Kiedyś widziałam film "Tato" z Bogusławem Lindą... przeraził... Nic to jednak w porównaniu z rzeczywistością...

Na koniec filmik dla Was:


Dziękuję, że wytrwaliście do końca...
Ściskam Was mocno

Wasza A.

P.S. Ten wpis dedykuję mojemu bratu... Kiedyś burza musi się skończyć ;)

czwartek, 3 kwietnia 2014

RECYCLING

Recycling uwielbiam, ten tekstylny szczególnie ;)
Kołderka z koszul taty w moim ulubionym, niebieskim kolorze, szyje się już od lat kilku. Jak tylko nabierze mocy urzędowej i czas pozwoli, to na pewni projekt doczeka się ukończenia.
Aktualnie jednak wolnych chwil dla siebie brak.
Zakopana po uszy w zamówieniach wczoraj tylko  pozwoliłam sobie na 15 minut wytchnienia i uszyłam szybciutko do mojej kuchni  dwa ręczniczki.
Dzianinowe ręczniczki kuchenne na pewno znacie.
W blogowym świecie moda na różne przydasie rozchodzi się lotem błyskawicy, więc zapewne wiecie, o których mówię ;)
Śliczne są i praktyczne podobno też, niestety ze względu na ich cenę obeszłam się smakiem.
Nic to jednak kiedy dwie ręce się ma nie wolno pozwalać im na bezwładne zwisanie wzdłuż ciała, lecz zakasać rękwaki i do roboty ;)
Uszyłam więc sobie własne ręczniczki,a z czego? A ze starego sweterka 100% cotton :)
Przód i tył, nożyczki, lamówka, kilka minut pracy i voilà: dwa ręczniczki gotowe.
Prezentują się całkiem zgrabnie, wodę absorbują idealnie, a stary sweterek, którego nosić już się nie dało otrzymał nową misję :)






Tekstylia są cudownym materiałem do pracy. Dzianiny, tkaniny- wszystkie można zaczarować w coś nowego, kiedy tylko ciuszek nam się znudzi :)



Śmieciorów na świecie już tyle, że czasem zanim szurniemy coś do kosza i polecimy po nowe, warto pomyśleć i uruchomić wyobraźnie, bo może ze starego, coś absolutnie nowego i fantastycznego wpadnie nam do tej roczochranej na karku :)


Za chwilę galopem pomykam spowrotem do pracowni, ale jeszcze podzielę się z Wami dobrą muzyką...
Zazwyczaj nie słucham żeńskich wokali, nie lubię i tyle. Nakręcam się do działania nutkami Poluzjantów, wyciszam Staszkiem Soyką, a marzenia snuję przy Josh'uu Groban'ie.
W tym przypadku jednak ciarki miałam wszędzie i wzruszenie totalne w sercu, więc jak tu nie podzielić się z Wami?
Przedstawiam Wam zatem "Wujka Dżeda" :)


Absolutnie cudowne aranżacje i głos, który ogromnie przypadł do gustu moim uszom i sercu.

OK, zmykam, znikam jeszcze tylko na Wasze komentarze z ostatniego wpisu odpowiem ( by the way... dziękuję Wam za nie wszystkie i za Waszą obecność... jesteście SIMPLY THE BEST :)

Wasza A.

poniedziałek, 31 marca 2014

Ziarenko

Nie wiem skąd w ludziach bierze się poczucie bycia pępkiem świata...
Zachowania na ulicy czasem zostają mi w pamięci na długo.
Przepychanie się łokciami, deptanie wszystkiego na drodze i to ciągłe puszenie się : JA JESTEM NAJWAŻNIEJSZY! MOJE JEST MOJSZE I WARA ODE MNIE!
Jesteśmy tu tylko na chwilę i szkoda by mi było spędzić ją budując w sobie egoizm.
Nie czuję, że świat należy do mnie, to ja należę do świata.


Dzisiaj jestem, jutro mogę być tylko wspomnieniem.
Oby dobrym...

Z tego zamieszania i ulicznych wojen muszę uciec na swój kawałek gruntu.
Może wtedy co boli, boleć przestanie.
Zasadzę marchewkę i niech rośnie sobie taka nieidealna, krzywa, pokręcona  wbrew unijnym normom.
W piwnicy zakiszę kapustę, a zaprzyjaźniona kura podaruje mi parę jajek ze swoim autografem (kupką z piórkiem) zamiast przemysłowej pieczątki.
Pożegnam szybkie tempo i wszechobecne GMO...

Pani Jopek śpiewała kiedyś, że jest ziarenkiem w klepsydrze... mądrze śpiewała i pięknie...
Też jestem ziarenkiem, w dodatku zasianym nie tu, gdzie zasiać należało.
Poczekam na dobry wiatr i z nim pofrunę kiedyś na swoją ziemię...

Póki co wczoraj zaliczyłam chwilową ucieczkę na działkę rodziców.
Miło popatrzeć jak świat się budzi i macha kolorowym pędzlem jak malarz natchniony:




Bzyki pracują jak w ukropie, aż miło ich bzykania wysłuchiwać, a niebo otwiera szeroko niebieskie drzwi.
Wiosna- zdecydowanie najpiękniejsza pora roku.

Czy coś tworzę ostatnio? A jakże. Staram się uporać z  zamówieniami i krok po kroku zmierzam ku końcowi.
Najpiękniejsze jednak, co udało mi się stworzyć i co po mnie na tej cudnej ziemi zostanie, przedstawiam poniżej:

MOJE MNIEJSZE ZIARENKO




OK, podzieliłam się moimi radosnymi obrazkami, więc do pracy wracać czas...
Miłego tygodnia Wam życzę!

Ach... zapomniałam zapytać... Szykuję dla Was nowe candy, ale zdecydować nie mogę... Wolicie myszę, czy torbę na wakacje? Za opinie serdecznie dziękuję :)

Wasza A.