Obserwatorzy

poniedziałek, 10 października 2016

Wewnętrzny niepokój.

W wielu względach dobraliśmy się z moim I. jak w korcu maku. Podobieństwo charaketerów, priorytetów i wewnętrznych potrzeb uwidacznia się na wielu płaszczyznach. Taki sam męczy nas też duchowy owsik, co to nie pozwala spokojnie usiedzień na pupie nawet w dzień wolny. Nie lubimy marnowania czasu, oj nie. Jeśli tylko samopoczucie funkcjonowania nie utrudnia, to zaleganie w pozycji wyluzowanej dłużej, niż 15 minut, raczej nie przejdzie. Ja łapy wiecznie zajęte mieć muszę. Pewnie dlatego nieregularnie odwiedzam nawet przekochaną moją Panią Luizę, która stara się zapanować nad chaosem moich włosów. Wysiedzenie dwóch godzin na fryzjerskim fotelu stanowi dla mnie spore wyzwanie ;)
Weekend w wersji leniwej też raczej się nie udaje. Miałam ci ja odpoczywać zawzięcie, ale świr wewnętrzny wygrał. Nie ma co się lenić, kiedy cele ambitne wytyczone, a czasu nie więcej, a mniej z każdą chwilą nam dane. Była weekendowa burza myśli, a za planem działanie iść musi.
Dziubnęło się więc małe co nieco, a od poniedziałku znowu z kopyta ruszam do pracowni.
CZEŚĆ PRACY RODACY!!!


Taka mała zapowiedź tegorocznych świąt. Za oknem bieli się nie spodziewam, więc przynajmniej w domu bialutko będzie z kapką szarości i srebra.


  Będą świąteczne poduszkowce i pledy.


Drobiazgi też będą różniaste, a te z haftem powstały póki co w dwóch wersjach kolorystycznych,


Na ten moment ciesię się jeszcze jesienią, a od czasu do czasu oblatuję pchle targi w poszukiwaniu skarbów vintage do świątecznego wystroju.


Uwielbiam te stare cacuszka, ech... Nowy sprzęt nie ma w sobie tyle uroku, no i psuje się przeważnie zaraz po zakończonej dacie gwarancji. Kiedyś bardziej przykładano się nawet do produkcji takiego młyneczka. Prosta konstrukcja i wszystko działa jak należy mimo upływu  wielu lat.

Cały tydzień przede mną i planuję wycisnąć go jak cytrynkę, do ostatniej kropelki/chwilki.

Miłego tygodnia wszystkim życzę i śmigam do maszyny :)

Buziaków 101
Wasza A.


10 komentarzy:

  1. cudnie Aniu jak zawsze :0 uściski na cały tydzień posyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Moniś, ściskam mocno!!!Dobrego tygodnia!

      Usuń
  2. Te Twoje misiaki chyba nigdy mi sie nie znudza.Jak mam za duzo pod deklem i musze sie troche wyciszyc podgladam Cie albo na blogu albo na fejsie.Dzialasz kojaco na moje nerwy:)
    Ja nie pamietam kiedy zalegalam na sofie.Chyba przed "era" dzieci czyli nascie lat temu.A do fryzjera chodze z robotkami:)Czyli nie tylko Ty masz "swira".O pieciu zawalach dziennie nie wspomne:D
    Nie zycze Ci spokoju bo i tak sie to nie spelni.Zycze Ci rak pelnych roboty,bo wtedy czujemy ze zyjemy:) I pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam prawie to samo. Nie wiem co to nuda, leżę tylko w chorobie i to z trudem i choć z drutach na koldrze. Do fryzjera i na pazury czasem iść trzeba, bo sama tego nie ogarniam, ale moje panie wiedzą, że wpadam jak burza i każe robić to, co najszybciej. Twierdzą, że mam ADHD. A słowo prawie tyczy się niestety mojej drugiej połówki. Absolutnie inne charaktery, inne potrzeby, inne priorytety. Nie jest więc lekko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko, święta już za pasem... Świetne te gwiazdki!
    Też mi szkoda czasu na leżenie. Lubię poczytać książkę, czy obejrzeć dobry film, ale na tym moje leniuchowanie się kończy. Koleżanki często pytają mnie, kiedy mam czas na hobby. Do niedawna myślałam, że może to kwestia organizacji pracy, ale ostatnio słuchałam rozmowy (bo niestety nie miałam nic do powiedzenia na temat) o programach typu Azja express, czy Rolnik szuka żony i już wiedziałam, dlaczego ja mam czas, a inni niekoniecznie :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też się pod tym podpisuję. Obiecuję sobie odpoczynek ale gdy tylko oczy otworzę to myśli krążą wcale nie wokół odpoczynku tylko co dzisiaj planuję zrobić aby dnia nie zmarnować na leżeniu do góry pupą :-). Piękne szyjątka. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajne misie i tak dokładnie uszyte i wypchane gwiazdki :) Świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W pełni rozumiem o czym piszesz. Jak na razie nie wyobrażam sobie abym mogła zalec na kanapie przed telwizorem. Tzn zdarza mi się i owszem, ale zawsze z igłą i nitką, albo włóczką do filcowania, albo z pędzlem... Śliczne szaraki. Klimat stworzyłaś iście zimowy, świateczny ale i bardzo elegancki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Młynek jest rewelacyjny, a misiaki jak zwykle cudowne.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. O, jak pięknie! U Ciebie zima, a ja dopiero pokazałam u siebie tegoroczną jesień :)
    Zima, dodam, bardzo piękna. A z siedzeniem mam podobnie - dwie godziny w kinie to katorga, ale staram się z tym żyć :D Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów. Chcesz powiedzieć coś więcej? Napisz drogą mailową.