Obserwatorzy

czwartek, 30 sierpnia 2012

Lekarstwo na nerwy

... no właśnie nerwy... są tacy ludzie, którzy skonstruowani są praktycznie z samego egoizmu i chociaż chciałoby się podusić ich jak kaczki za to, co czynią innym myśląc tylko o sobie, niewiele można zrobić... Tłumaczyłam pewnej takiej osobie, że krzywdzi, że działa źle, że to i tamto można inaczej, lepiej... i co? NIC! Szkoda słów. Czekałam cierpliwie, starałam sie rozumieć, tłumaczyć każdy głupi ruch.Niektórzy nigdy jednak  nie dorosną, bo po co?! Jeszcze wymagania otoczenia co do nich by wzrosły i trzeba by sie starać... po co?

Dobrze,  że jest mój Pan I. Dobrze, że można oprzeć głowę o ramię, a on głaszcze tą moją czuprynę rozczochraną i słucha. Tak poprostu słucha. Nie wiem czy sam wie jak wiele to znaczy.... Kubek z kawą w ręku, moja pełna żalu paplanina i to ramię- wyspa moja bezpieczna.

Dobrze też, że mam ja swoją dłubaninę, którą można zająć ręce i głowę, kiedy żale już wylane. A jak już wszystko skończone, to jakoś tak łatwiej zrobić krok nad tym złym dniem i ruszyć w następny...
Z tego żalu wczorajszego i tych nerwów powstało stadko spore. Bez obaw jednak, w nich ani żalu ani nerwów kropelki nie znajdziecie ;)

Broszki i breloczki, kotki i pieski z bawełny w moje ulubione groszki. W najbliższą sobotę wybiorą się ze mną do Kamiennej Góry na ŚWIĘTO MLEKA.