Obserwatorzy

czwartek, 5 lipca 2012

Wiosna zatrzymana na dłużej

Fajnie, że pory roku się zmieniają. Nic nie stoi w miejscu. Gdyby nie to, pewnie byłoby strasznie nudno. Poza tym każdy chyba trochę lubi ponarzekać: "Ojej, znowu tak gorąco!",  "O matko, kiedy ta zima się skończy!", "Paskudna jesienna plucha! Mam dość!". Jak by nie było, ktoś zawsze będzie niezadowolony. Zdecydowanie zmiany pór i pogody mają swoje dobre strony. Ja np. dzisiaj, zamiast załatwiać sprawy mniej lub bardziej istotne, siedzę w domu, bo pogoda jakaś niepewna i dłubię takie tam swoje dłubanki szmacianki, co zdecydowanie na plus wypada, bo zaległości mam spore. W porach roku najbardziej lubię wiosnę, bo taka świeża i optymistyczna, wszystko sie budzi, powstaje z pozornie martwej ziemi. Chociaż w innych porach jest też sporo przyjemnych  elementów.Latem uwielbiam zapach żniw, siana, słomy. Wszystko nagrzane słońcem jak drożdżowy placek w piecyku babci. Jesienią spacer po złotych i czerwonych liściach, spacer dobry do myślenia o wszystkim i szurania nogami po tym kolorowym dywanie. Zimą lubię zmarznięty nos, ale nie w trakcie marznięcia. Lubię go wtedy, jak już wrócę do domu. Na dworze ciemno, choć jeszcze tak wcześnie, i zimno paskudnie, a tu domek, mój własny, moje parę metrów bezpiecznej podłogi no i gorąca czekolada na rozgrzewkę. Czekolada, taka prawdziwa z tabliczki rozpuszczanej powoli w mleku, to grzech na który pozwalam sobie bez wyrzutów sumienia. I tak wszystko pędzi, leci do przodu, nie oglądając się wcale na nas. I dobrze, że się nie ogląda, bo co my w końcu pępek świata czy co? Jesteśmy tu podobno na chwilę, zaliczymy trochę zim i wiosen i albo nauczymy się bardziej cenić te małe fajne sprawki, albo wiecznie będziemy tylko narzekać, że wszystko jest nie tak. Małych, fajnych sprawek mam sporo i chętnie się podzielę ;) Wszystkie pachną, każda inaczej. O wszystkich mogę opowiedzieć, jeśli tylko ktoś zechce słuchać...
Fajną sprawką wiosenną są dla mnie tulipanki. Kwiecie o tyle ciekawe, że sama nazwa przyciąga przyjemną obietnicą o przytulaniu przez jakiegoś pana. TULI- PAN- kwiatek, który niby bezzapachowy, a jednak dla mnie pachnie. Wychyla się z ziemi wczesną porą wcale nie zmęczony mrozami, wcale nie jak marna lebiega po przejściach, ale silny i zdecydowany w kształcie i kolorze. Tulipanki "ukradłam" wiośnie i zatrzymałam na dłużej zaklęte w bawełnę. W ten sposób mogę nawet przechytrzyć szanowną panią naturę i utrzeć jej nosa stosując znacznie więcej kolorów, niż ona jest w stanie. Ciekawe co na to Holendrzy :P

Te zostały wykonane dla pewnej Pani Barbary, mam nadzieję, że się spodobają...

... te natomiast zdobią moje małe mieszkanko. Jeśli ktoś miałby ochotę, wystarczy podać kolor ;)

4 komentarze:

  1. Tulipki są już ozdobą mojej ukochanej kuchni, swoją urodą skutecznie odciągają zainteresowanie od moich tildowych lal. A ja - puchnę z dumy...
    Serdecznie pozdrawiam artystkę Annę.
    "Pewna pani Barbara" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Basiu! Ogromnie się cieszę, że jest Pani zadowolona z tulipanków.Pozdrawiam gorąco!
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne tulipany. A liście wyglądają jak prawdziwe!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów. Chcesz powiedzieć coś więcej? Napisz drogą mailową.