Obserwatorzy

środa, 18 lutego 2015

Czas na terapię...

Podobno nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu...
Chyba coś w tym jest, a szkodliwość tej nadgorliwości odczuwa przede wszystkim sam nadgorliwiec.

Kto ostatni kładzie się spać? No ja oczywiście.
Kto się zrywa najwcześniej, żeby cały dom obudzić i leci w półśnie po omacku, uderzając często bosą stopą o wiecznie rozłożoną deskę do prasowania, żeby wstawić wodę na kawę? No kto, jak nie ja?

Kto karze mi to robić? Wewnętrzny głos matki wariatki: "Idź, ogarniaj wszystko  i wszystkich, bo bez ciebie przecież nie wstaną, śniadania sobie nie zrobią i wogóle świat się bez ciebie  zawali!"

Uporczywa skłonność do wrzucania sobie na barki obowiązków ponad normę w konsekwencji komplikuje znacznie działania ważne dla mnie samej. Mój plan moich własnych obowiązków zawsze daleko gdzieś w tyle, z dużymi pauzami w trakcie, bo a nuż ktoś będzie mnie potrzebował. Później bieg ku końcowi dnia z jęzorem wywalonym na brodę, bo jeszcze tyle do zrobienia, a ja w gęstym lesie.
Moja odpowiedź na pytanie "Jak Ci minął dzień?" zawsze ta sama :" Za szybko!"...

Pewna mądra Małgorzatka powiedziała mi kiedyś, że pomnika to i tak nikt mi za to nie postawi.
Fakt. Poza tym na co mi ten pomnik, pewnie i o  niego bym się potykała lecąc w przed siebie w służbie całemu światu...

Dzisiejsza nagroda za poranny zryw? Warcząca nastolatka...
Wierzcie mi, żaden zwierz nie warczy skuteczniej. Warczące i szczerzące się kły u czworonoga wrażenie robią na mnie znikome, poprostu mijam to kudłate, najeżone i tyle. W tym przypadku jednak pojawia się ból w dołku, smuteczek maminy, no bo jak to? Przecież ja tu z troską od rana, a tu warkot mnie wita?
Zdecydowanie czas na odwyk!
Jak się wkurzę, to na tydzień zwieję do pracowni i niech ten świat kręci się beze mnie. Może wtedy uda mi się nadrobić zaległości.

Spadam więc podjąć działania terapeutyczne, a Wam życzę miłego środka tygodnia ;)

Na podstronkę WYPRZEDAŻ wrzuciłam kilka ciekawych rzeczy. Jakby coś komuś w oko wpadło, to piszcie ;)

Wasza A.





13 komentarzy:

  1. i obyś dotrzymała sobie postanowienia:)ja zawsze mówię,że nadgorliwość jest gorsza jak faszyzm:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Warcząca nastolatka...ech,jak ja doskonale Cię Aniu rozumiem,właśnie taką mam...I też czasami chciałabym żeby jakiś dobry czarodziej mnie po prostu zniknął na kilka dni ; (. Pozdrawiam serdecznie i nie dajmy się zwariować : ).

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana! Jako żona i matka - każda kobieta - czuje się niezastąpiona... ale wszystkie wiemy, że nie jest to prawda. Dzieci i mężowie mają łapki i swoje rozumki, poradzą sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba spuścić z tonu, bo to szalona droga do nikąd... Też to przerabiałam, ale pewnego pięknego dnia poszłam po rozum do głowy i powiedziałam "dość". Nie jestem od zadowalania innych - nawet, jeśli to własna rodzina. Też mają ręce. Każdy potrzebuje chwil tylko dla siebie, każdy powinien być "zdrowym" egoistą - branie wszystkiego na swoje bary nigdy nie kończy się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie młodzież też jakby warcząca a ja podobnie latam od rana:) Chwili dla siebie ci życzę i nie przejmuj się bo pomnika i tak nie będzie. Pozdrowienia i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  6. To radyjko miętowe jest przepiękne ;)) Kochana, wytchnienia i czasu dla samej siebie życzę. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zrób tak koniecznie! Niech zobaczą jak to ciężko bez Ciebie i ile dla nich robisz!

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie jest nadgorliwość. To silne poczucie obowiązku. Też na to choruję
    Jak znajdę lekk - podzielę się.
    A tymczasem łączę się w bólu!

    OdpowiedzUsuń
  9. i tak trzymać!!!
    na warkoty to sama szukam pomysłu, chociaż u mnie raczej poranne jęki, marudzenia i obrażanie mojego 5latka:/

    OdpowiedzUsuń
  10. Matka Polka w pełnej krasie ;) Jest to nieuleczalne. Jedyna opcja, to zmusić się czasem do "urlopu" :D Rzadko to jednak wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
  11. Też jestem nadgorliwa i też często przysięgam sobie że czas na odwyk zmiany ciężko jest ale inaczej się wykończysz ☺ dzieci docenią nasze poświęcenie jak sami osiągają nasz obecny wiek ☺

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj my mamuśki tak mamy ...za to nas wszyscy kochają ☺
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratulacje za tak pięknie napisany i zilustrowany blog. Nastolatką się nie przejmuj, one muszą warczeć, to taki strach przed samodzielnością i z bólem odcinana pępowina. Wiem co mówię, moja właśnie skończyła 17 i jest coraz lepiej, ale to ja się zmieniam, nie moja nastolatka.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów. Chcesz powiedzieć coś więcej? Napisz drogą mailową.