Obserwatorzy

niedziela, 22 lutego 2015

Zasłony w dół

Tutaj nie było zimy. Tu była bryndza z nyndzą- szarość i brejowatość deszczowa, czyli idealnie depresyjne środowisko. Kolor nieba powalał często i dzisiaj też ciężki jest nawet do określenia.
Mimo wszystko codziennie starałam się ubierać w uśmiech i krzesać z siebie energię i wewnętrzną radość, mniej lub  bardziej zrozumiałą dla postronnego widza.
Dzisiaj w nosie to mam. Biorę urlop i już!!! Głowę mam kwadratową od myślenia "Co tu robić???" w temacie problemów większych i mniejszych.
Zasłony w dół, niech nie patrzę na tę szarugę, bo nie pomaga dzisiaj nic a nic. Dajcie znać jak zaświeci słońce, a problemy rozwiążą się same. Poczekam tu pod kocem wypełniając się jak termofor gorącą kawą...
Niech dzisiaj czas biegnie sobie jak chce, szybko, wolno... jego rzecz.
Ja mam urlop od wszystkiego!!!
Niech rosół sam się ugotuje i same obiorą ziemniaki.
Przecież czasem człowiek ma prawo do tego, żeby mieć wszystko w nosie!?


Codziennie trzaskam kilometry załatwiając to, tamto i siamto...  Codzienne głowa pracuje na najwyższych obrotach planując, organizując, martwiąc się o wszystko dookoła. Czacha dymi na okrągło, przez sen nawet.
Żeby za każdy etat w codziennej tej walce płacono jak należy, byłabym milionerką. Tak wiem, wiele z Was tak ma, ani czasu dla siebie, ani milionów... Przyznam się jednak bez bicia, lubię to wariactwo. Czasem tylko czarka mi się przebierze i baba ze mnie wyłazi. Waleczny żołnierzyk wewnętrzny idzie spać, perfekcyjnia pani domu wykłada się kopytami do góry, zostaje tylko ta  rozklejona baba...
Skąd się wogóle bierze ta durnowata potrzeba, żeby wszystkiego zrobić więcej no i wszystko lepiej? Po diabła starać się i tyrać, jak i tak całej roboty człowiek nie przerobi, a na koniec żywota wszyscy to samo pytanie sobie zadają: " ... i po co było się ścierać ?" Żyć chwilą tu i teraz trzeba, czerpać garściami przyjemności pamiętając o sobie, być egoistą, bo jak sam od siebie nie zadbasz, to nikt tego nie zrobi należycie... Tyle, że moja przyjemność, to właśnie to wariactwo, to ta codzienna troska i bieganina. Nawet jeśli ta przyjemność ma podszewkę uszytą z wyrzutów sumienia, że mogłam inaczej, lepiej i zapięta jest ciasno na guziki wystrugane z chwilowych złości i nerwów- leży na mnie jak ulał. Moja przyjemność to troska o kogoś, nie o samą siebie. Natury nie oszukasz, trudno żeby sarna udawała, że jest lwem. Z udawania zawsze lipa wychodzi.
Będę się więc ścierać na popiół póki oddechu nie zabraknie.
Kawa wypita... idę ten rosół wstawić, bo zdolność "nicnierobienia" niestety mam bardzo słabo wykształconą, a pozycja kłody powoduje wręcz cierpienie fizyczne.
Później  doszyję trochę łap do brzuszków i nosy wyhaftuję. Padnę jak zawsze grubo po północy, żeby zaraz po szóstej ubrać się znowu w uśmiech salutując w lustro  żołnierzykowi.

Miłej niedzieli armio kobiet pracujących!
Wasza A.


15 komentarzy:

  1. Rozumiem doskonale dyskomfort pozycji kłody....i też mnie to złości, że wszyscy dookoła obiema garściami czerpią i chętnie korzystają, aż nagle się okazuje, że zostałam na tym smętnym ugorze sama, i urobiona po uszy, bo łokci już dawno nie widać. Podziwiam Twój upór i samozaparcie, dużo masz tego ostatnio, nie daj się Aneczka, wyszarpuj czas dla siebie, higiena psychiczna jest bardzo ważna ;) a zdrowy egoizm jest zdrowy ;) i daj sobie komfort machnięcia ręką na te ziemniaki, niech sobie pizzę zorganizują!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rosołu zrobiłam potężny gar, a niech do połowy tygodnia na rosołku jadą :P Z tym egoizmem to mam jednak spory problem.Ciągle planuję, że choć trochę wykrzesam go z siebie, tupnę nogą i zrobię domową rewolucję, ale ostatecznie i tak wyłazi ze mnie stara Anka, ze starymi nawykami i typowym dla mnie schematem zachowań. Chyba już niereformowalna jestem i czas się z tym pogodzić...

      Usuń
  2. Rozumiem Cię doskonale - niby "nicnierobienie" w domowym zaciszu to taka przyjemna rzecz, człowiekowi potrzeba czasem trochę odpoczynku, ale jak tu siedzieć i "nicnierobić", skoro obiad się sam nie ugotuje, dzieci nie przypilnują a dom nie posprząta i zakupy nie zrobią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to już chyba ma się we krwi, bo i moja babcia to taki typ, co pewnie na stojąco nasz świat pożegna. Spokojnie to ja w trumnie pewnie będę leżeć... albo i nie :P

      Usuń
  3. Pięknie napisane, z nutką poezji :)
    Miłego tygodnia KOBIETO PRACUJĄCA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłego tygodnia Danuś :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Oj znam ten ból - nie ból:) Ganiamy, załatwiamy, wyręczamy, naprawiamy, wspieramy, podtykamy... I mimo chwilowych złości lub słabości, dalej to kochamy i będziemy tak funkcjonowały jeszcze długo. Czas na ponarzekanie, na bycie 'marudną babą" jest też potrzebne. Nawet po to byśmy same siebie przez chwilkę dostrzegły i doceniły. Jesteś silna i wytrwała i niech cała reszta Ci tego zazdrości;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anula, zgadza się. Czasem przydaje się nawet zmniejszenie ciśnienia wody w organiźmie. Poryczałam sobie nieco i już mi lepiej ;) Obym jak najdłużej dawała radę z tym kieratem moim. Przynajmniej człowiek czuje się potrzebny i nie buja się po tym świecie bez celu. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Jak ja Cię rozumiem... Oj, chciałoby się czasem zrobić urlop od wszystkiego. Usiąść pod kocem, zaszyć się w jakiejś ciepłej norce, wyłączyć telefon i po prostu móc przez chwilę odpocząć. Tylko, że po chwili i tak kombinujemy już, co by tu zrobić, czym się zając, jakie prace nadrobić. Bo wydaje mi się, że w tym całym działaniu i ogólnie rzecz biorąc "ruchu" tkwi właśnie cały sens istnienia. Mimo, że męczy, to jednak nadaje życiu znaczenie. Ja też zauważam, że kiedy mam wszystkiego dość i potrzebuję przerwy, to po krótkim czasie i tak mnie ciągnie do mojego kieratu. Takie błędne koło trochę. I też często myślę, po co ja to wszystko robię, ale później przychodzi myśl, że jak nie będę tego robić, to usiądę na kanapie, przykryje mnie kurz i nic dobrego z tego mojego żywota nie wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, egzystować nie wnosząc nic w życie innych, to taki zmarnowany byt. No i to błędne koło też nie jest takie złe, byle by tylko nie toczyło się w takim szaleńczym tempie...Buziaki!

      Usuń
  6. Takie to nasze babskie życie :) Miłego tygodnia Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
  7. no i jeśłi dochodzi do tego opieka nad małym dzieckiem to już w ogóle zgłupieć można....ja postanowiłam się zmienić i w tym roku staż się bardziej asertywna, moż ei egoistyczna, bo zawsze na każde : "proszę zrób to", "a czy mogłabyś to", "a chciałabym takie coś - zrobisz mi"....zawsze odpowiadałąm "tak" , a potem siedziałam po naocach bo przy rocznym dziecku w dzień coś tworzyć to ciężko, a nic z później z tej pracy nie miałam,....postanowiłam to zmienić :) może wyjdzie mi to na dobre :) zobaczymy
    pozdrawiam
    aneta

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja Ci powiem, że zimą to nawet potrafię przyjąć "pozycję kłody". Bo właśnie tak szaro i do d... jest jakoś. Ale jak tylko wiosna pierwsze nuty zagra, nawet ciut fałszywie, to już nie ma przebacz. To tak się chce, że aż po ścianach nosi. Czasem nie wiadomo w co najpierw ręce włożyć (i to mój problem), ale co tam - ten kieracik bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu, kocham te Twoje rozterki i wypowiedzi. Prostują mnie. Ściskam bardzo mocno. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie też ciągle brak czasu a jak przyjdzie wiosna to dopiero przyjdzie strach jak dam radę z tym wszystkim. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów. Chcesz powiedzieć coś więcej? Napisz drogą mailową.