Obserwatorzy

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Depresja poporodowa...;)

Na początek zaznaczam stanowczo:
ten post nie jest kpiną z tematu depresji!
Depresja poporodowa jest sprawą jak najbardziej poważną!
Moja jednak wystąpiła trzynaście lat po porodzie...
Ciążę zniosłam bezproblemowo.
Wszystkim takich ciąż życzę.
Mimo strachu, bo czekało mnie samotne macierzyństwo.
Ba! Strachu! Przerażenia wręcz!
Porzucona kobieta, studia przerwane, portfel dziurawy i tłukące się po głowie pytanie : Co dalej?!
No ale sama sobie byłam winna.
Tak to jest jak człowiek ulokuje uczucia w kimś, kto kochać umie tylko samego siebie.
Tak bywa. Moja wizja rodziny "troszeczkę" musiała zostać zmodyfikowana.
Nie to żebym żałowała, o nie.
Ja mam przy sobie dziecię kochane moje, a z panem niewłaściwym męczy się dzisiaj ktoś inny.
(gwoli ścisłości Mr Right stanął na mojej drodze po latach i jest przy mnie ;)
Skąd więc depresja?
A z czegóż by innego jak nie z finansów?
Ot i co.
Potrzeby rosnące w tempie, którego nie ogarniam.
Mamo wycieczka do Torunia...
Mamo spływ kajakowy...
Mamo bal szóstoklasisty...
Mamo koszulki z krótkim przynajmniej cztery
szortów dwie pary, dżinsów trzy
i buty, buty, buty ( o rozmiar już większe od moich)
Człowiek modli się, żeby zdrowe było i zdrowo rosło... no to rośnie.
Dobrze, że przynajmniej skuteczność w modlitwie mam potwierdzaną naocznie :)
Tylko jak tu modlić się o pieniądze?
 No w takiej intencji rąk składać jakoś mi nie wypada.
Depresja zaczyna objawiać się więc w sposób fizyczny.
Takie dziwne uczucie w żołądku w miejscach opętanych komercją...
Najlepsze są argumenty szefostwa na pytanie o możliwość podwyżki:
"Ale ma pani opłacone składki!"
I cóż mi z tego się pytam?
Do lekarza specjalisty tylko prywatnie.
W perspektywie praca do 67-go roku życia
(już w wieku 32 zdarzyło mi się usłyszeć, ze za stara jestem)
Składki?!
Buhahahahaha!
Paranoja!
W tempie, w którym żyć mi przyszło nie doczekam emerytury (5h snu na dobę i stres nieustający),
 a i wątpliwe dosyć czy ZUS szanowny doczeka...
Co mi zostaje?
Poużalać się troszeczkę, wypłakać na Waszych ramionach
i powtarzając jak mantrę
robić swoje
robić swoje
robić swoje
 
...więc robię...
 
 
 
 
 
 
 
... bo w całym tym wariactwie najważniejsze to mieć plan na każdy kolejny dzień,
cel do osiągnięcia i satysfakcję z wykonanego zadania.
A finanse?
Może kiedyś będzie lepiej, może odważę się rzucić pracę na etacie i ścieranie się na popiół dla kogoś.
Zamiast tego będę dziubać swoje w pełnym wymiarze godzin, sama sobie będąc szefem ;)
Tu mile widziane wsparcie i doping ;)
 
Licząc na Wasze słowo i budujące poklepywanie po ramieniu
Pozdrawiam serdecznie
 
Wasza A.