Obserwatorzy

sobota, 22 czerwca 2013

Maleństwo, czas uciekający i woda...

Zacznę od Maleństwa, bo nie ma nic ważniejszego przecież...
Było sobie Maleństwo, 4,100kg, 56cm wzrostu.
Tyle jej było kiedy ją poznałam.
W sumie poznawałam ją od rozmiaru fasolki, ale to było inne poznawanie.
Głaskanie Maleństwa, które kryło się w brzuchu było czymś nieporównywalnym do dnia,
kiedy to Maleństwo pierwszy raz zacisnęło swoje maleńkie paluszki na moim palcu.
To było niedawno, tak mi się przynajmniej wydawało, wczoraj prawie...
Wczoraj zaledwie uczyła się zawzięcie wymówić swoje pierwsze "rrrr".
Jak już się udało recytowała wszystkim najróżniejsze słowa z "R" w środku i na początku,
nie zważając na to, o co właściwie pytają....
Dzisiaj Maleństwo może mnie już podnieść na tych maleńkich wczoraj rękach.
Dzisiaj w niektórych tematach orientuje się lepiej ode mnie i nie musi już pytać:
"A co to? , A dlaczego"
Maleństwo kończy szóstą klasę i od września zaczyna nowy etap- gimnazjalny.
Było pożegnanie klasowe, bal, łzy rozstania i obietnice przyjaźni po kres.
Bal, no może bardziej zabawa szkolna, ale balem ją nazwano, więc niech tak będzie.
Podkreślił on znaczenie zakończenia pewnego okresu w życiu tych wszystkich maleństw.
Z rodzicami pozostałych dzieci oglądaliśmy zdjęcia i nagrania z występów od pierwszej klasy (klasa artystyczna więc troche tego było).
Czasem mieliśmy wątpliwości, które w tym tłumie to nasze dzieciątko.
Dzisiaj mam już w domu nie Maleństwo, ale co raz fajniejszą kobitkę ;)
Cieszę się, że dane mi było ją poznać :)



Nie da się ukryć, czas pędzi... wariat z niego i tyle...
Trzeba przywyknąć, że Maleństwo dorasta.
Po mału też oswajać się z myślą, że jutro pójdzie swoją drogą, bo to jutro czai się już za rogiem...
Dla niej zamierzam budować je z lepszych i trwalszych cegiełek.
Zabieram się zatem do pracy i dzisiaj.
Kolejne cegiełki dziergam i zszywam szykując się na wyzwanie - Jarmark rękodzielniczy w Lubinie.
Poszukiwany stojak zakupiłam parę godzin temu i jestem z niego baaardzo zadowolona.


Jeśli ktoś z Was będzie na jarmarku zapraszam do swojego stoiska na pogaduchy.
Poznacie mnie po butach, które właśnie doprowadziłam do pierwotnego wyglądu (troszkę ję obtarłam wciskając do szafy na siłę prawie)
Są śliczne i czerwoniutkie jak czereśnie a do kompletu szyje się sukienka :)


A że czas jak woda płynie, to w temacie wody coś będzie i szyciowo...


Koniki morskie z wykrojów tildowych (jeśli chcecie zamieszczę tutorial).
Śliczne, delikatne i łatwe do uszycia.
Butelkę zrobiłam już dosyć dawno i całkiem o niej zapomniałam.
Koniki i buteka jadą ze mną na jarmark.
Zaczyna mnie ogarniać lekka panika, bo czasu mało i do zrobienia wiele...
Dzisiaj do uszycia kilka fartuszków i może coś jeszcze.

Uciekam więc do maszyny i życzę Wam miłego weekend'u.
Korzystajcie ze słonka i nie zapominajcie o kremach z filtrem ;)

Pozdrawiam

Wasza A.