Obserwatorzy

środa, 5 czerwca 2013

Bo cały mój optymizm...

...optymizm mój cały trzyma mnie w pionie.
A jak czasem zdarzy mi się zrobić przechył na prawą lub lewą burtę
optymizm po dniach paru sprowadza  spowrotem do pozycji właściwej.
To zdrowy optymizm, taki bez obłędu.
Wyrósł na wielu doświadczeniach, kopniakach, kuksańcach od losu.
Rośnie w siłę każdego dnia budowany z przemyśleń i radości małych i większych.
Moje strachy, nerwy, frustracje i lekkie paranoje...
-tez potrzebne.
Bez nich nie byłabym kim jestem.
Tak jak i wszystkie złe przygody w życiu.
Wszystko to jest ważne, bo kształtuje i uczy.
Nie chcę życia usłanego różami i dróg prostych i gładkich jak blat stołu!
Po takim stole przeleciałabym bezmyślnie pędząc, jakby mnie co w zadek gryzło.
czasem potrzebny jest dołek i pagórek.
Wzloty i upadki.
Czasem człowiek na tej swojej drodze nogą w dół wyceluje, potknie się tylko, lub upadnie.
Te dołki pozwalają przystanąć, zastanowić się nad sobą i życiem.
Dołki motywują do szukania rozwiązań.
Nie ufam ludziom, którzy wiecznie i niezmiennie paradują z uśmiechem na buzi
szerokim jakby banana w poprzek łykali.
Nie lubię teatralnych min i udawania.
Każdemu czasem jest lepiej, czasem gorzej.
Czasem świat wali się gruzem na głowę i brak powodów do śmiechu.
Trzeba wtedy jednak szukać choćby jakiegoś maleńkiego punktu zaczepienia.
Dźwignąć się na nowo, chwycić wiatr w żagle i płynąć dalej.
Ja te punkty póki co szczęśliwie odnajduję :)
Często się potykam, popełniam błędy.
Niedoskonałość swoją jednak sobie cenię.
Bywam słaba i zagubiona, cóż-jestem kobietą, więc mam do tego niepisane prawo;)
Doskonałości nie szukam
i tylko w swoich pracach próbuję choć trochę się o nią otrzeć.
Godzinami gmeram igiełką tam, gdzie maszyna do szycia dotrzeć nie zdołała.
Praca źle wykończona potrafi uwierać myśli jak kamień w bucie.
Trzeba spruć i poprawić, do skutku.
Tym razem poszło gładko, bez prucia :)




Jutro...
jutro moje wieeeeelkie święto :)
Blog kończy roczek :))))
Dokładnie 06.06.2012r. napisałam do Was słów parę.
Rok temu otworzyłam drzwi, okna i przede wszystkim serducho
na Was i dla Was :)
Nie żałuję i mam nadzieję, że nie pożałuję nigdy!
Tyle cudnych osób, tyle serdecznych słów i wsparcia,
 tyle natchnień i wzruszeń.
Blog-trochę jak pamiętnik, pozwolił mi dzielić się z Wami i smutkami i radościami.
Dziękuję!
 Dziękuję wszystkim Kobietom Wyjątkowym, które tak ochoczo nadal zapisują się do klubu ;)
Tyle cudownych niewiast w jednym miejscu przerosło moje oczekiwania :)
Dobrze mieć Was w pamięci  każdego dnia.
Tym łatwiej jest podnosić się do pionu kiedy wiem, że jesteście :)

Dla Was dzisiaj kwiatki z mojego parapetu:





Życiu usłanemu różami mówię stanowcze NIE, ale różyczki uwielbiam, a jakże ;)
 Niekoniecznie te kwiaciarniane, proste jak strzałka.
Wolę  dzikie, ogrodowe- krzaczaste i obłędnie pachnące :)
Z okazji moich-blogowych urodzin szykuję też małe CANDY;)
Pod koniec tygodnia zaproszę Was do zabawy.
Miłej środy Moi Mili
Wasza A.