Obserwatorzy

piątek, 5 kwietnia 2013

Charytatywnie

Moi Drodzy!
 
Dzisiaj mały apel do Was.
 
Jest w moim mieście stowarzyszenie, które pomaga dzieciom
chorym na autyzm i z innymi zaburzeniami rozwojowymi.
Stowarzyszenie nazywa się "DAR LOSU"
 
tutaj jest link na Facebook'a
 
 
i na ich oficjalną stronę:
 
 
 
 
Stowarzyszenie parokrotnie organizowało już koncerty charytatywne, podczas których
licytowano również prace rękodzielnicze.
Pomagałam jak mogłam i dawałam co miałam.
 
28 kwietnia stowarzyszenie organizuje koncert kolejny.
W koncert zaangażowała się tym razem młodzież
ze Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Legnicy.
Młodzi chcą pomagać i cieszy mnie ogromnie,
że nie przechodzą obojętnie obok ludzi,
których życie jest trudniejsze od naszego.
 
Jeżeli możecie i chcecie pomóc tym małym ludziom,
zaklętym w świecie autyzmu,
jeśli możecie przekazać na licytację jakąś ze swoich prac,
będę bardzo szczęśliwa i wdzięczna.
 
Na koncert również zapraszam w imieniu organizatorów i swoim.
Uczestnikom koncertu zostaną przekazane nazwiska
i namiary na darczyńców, czyli np. adresy sklepów internetowych.
 
Jeżeli Waszą wolą jest pomoc prace można przesłać na adres:
 
Joanna Pyzińska
V Liceum Ogólnokształcące
ul. Senatorska 32
59-220 Legnica
z dopiskiem "DAR LOSU"
 
Z góry serdeczne dzięki za otwarte serca!
 
Wasza A.
 
 


środa, 3 kwietnia 2013

I marzę sobie o ciepełku...

Patrzę za to okno
i zdecydowanie nie akceptuję tego, co widzę...
Szarość...
Szare budynki i niebo szare
i wszystko jakieś takie brudne i smutne.
Dobrze, że u mnie na półkach feria kolorów.
Kropki, kwiatki, paski, kratki- tęcza na tkaninach.
Trzymając w rękach te moje szmatki mogę uciec myślami daleko
Tam, gdzie cudowne ciepełko ogrzewa mi kości.
Gonitwa w stronę wiosny (takiej prawdziwej, słonecznej)
i jeszcze dalej i dalej pędzę duchem do  lata..
Do lodów z owocami, do czereśni prosto z drzewa,
do śliwek i gruszek cieknących sokiem po brodzie.
Do zapachu marmoladki smażonej długo na wolnym ogniu (precz z żelfixami!)
Szary to ja mogę mieć sweter na zimę.
Póki wiosna nasza nie włada kolorem przemaluję swoją rzeczywistość przy pomocy igły i nitki.
Wam proponuję to samo.
Zatem szable w dłoń ( no dobra, szmatki w dłoń;) i do boju!
 
 
 
Do zaczarowania  otoczenia nie trzeba wiele.
Słoiczki z kapturkami będą prezentowały się sielsko i uroczo :)
a jak jeszcze wypełnią się słodką konfiturką z malin, mmmmmm :)
 
Serwetkom poświęciłam nieco więcej czasu... krzyżyk wymaga cierpliwości
i paru ładnych godzin.
Dlatego też skłaniam się ku niemu niezbyt często, lubię jednak ogromnie i szczerze podziwiam wszystkich, którzy krzyżykują dniami, miesiącami i latami całymi
tworząc cuda prawdziwe.
 
Uciekam dalej czarować
a Wam życzę wielu inspiracji, czasu, cierpliwości
i przede wszystkim nadejścia rychłego tak wyczekiwanej wiosny:)!
 
 
Wasza A. 
 
 


wtorek, 2 kwietnia 2013

Pościk poświąteczny :)))

Po  świątecznym, kulinarnym szaleństwie
 czas na post poświąteczny.
Zatem dzisiaj POST wieloznaczeniowy:)))
Nowy post na blogu i post kulinarny, zaraz po wielkim poście, hehe :)
Portwel juz wygląda jakby był na niezłej diecie, więc czas i na mnie.
Zamiast jajek i mięsiwa będziemy jeść zielone :)
 
 
Przygotowania do świąt przypominały lekki ( a może wcale nie taki lekki) obłęd.
Wszystko w biegu, wszystko na wariata i nic do końca...
Porządki nieskończone, nie wszystko ugotowane,co wcześniej zaplanowane...
Kto winny? Wirus, paskudztewko, które położyło mnie na parę dni w pościel.
Szczęście całe, że już po wszystkim ( i tu dziękuję z całego serca za życzenia powrotu do zdrowia)Niby takie nic, ból głowy, ból mięśni, zatkane uszy i katar,
a człowiek leży jak kłoda i nie nadaje się do niczego.
A później galop przez dom cały, zeby zdążyć zrobić cokolwiek.
I tak przed samym wyjściem ze święconką okazało się, że brak baranka.
Szczęście całe wydmuszki były gotowe, orzechów w domu pełno,
więc naprędce stworzony baranek wylądował w koszyczku:
 
 
Może i nie grzeszy urodą, ale koszyczek bez baranka? No nie godzi się poprostu;)
 Udało mi się jeszcze zmienić lambrekin w kuchni.
Czas był najwyższy, bo reniferki w zestawieniu z tym krajobrazem za oknem,
straszyły zimą okropnie.
Skończyłam zatem lambrekinek nowy, niebiesko-czerwony, który w zamierzeniu przywodzić ma na myśl słodką markizę z cukierni.
 
Wiem wiem, na tym moim okienku wszystkiego dużo za dużo, ale to przez gabaryty mojego mieszkanka. Wszystko potrzebne, a miejsca malusio...
 
 
Najważniejsze, że żurek się udał, pieczona biała kiełbaska była pyszna i generalnie zrobiło się miło.
Tempo na dwa dni zwolniło maksymalnie.
Odpoczęłam, odespałam i wyleniłam się za wsze czasy.
 
Słodkiego i nnabiału objadłam się, że hoho (chyba trzeba zacząć ćwiczyć, hmmmm)
Zatem z nową energią zamierzam ruszyć do boju
i zasiąść na powrót do maszyny.
Sklepik Artillo świeci pustkami i trzeba to zmienić jak najszybciej :)
 
Za wszystkie życzenia i przemiłe maile dziękuję bardzo bardzo bardzo!!!!!
Jesteście KOCHANE jak nie wiem co!
Na odpowiedzi też czasu zabrakło, ale będę pisać w ciągu dni kolejnych.
 
Mam nadzieję, że Wam święta udały się wyśmienicie;)
 
Miłego tygodnia Kochani :)))
 
Wasza A.


piątek, 29 marca 2013

Wesołych świąt

Nie wiem jak Wy, ale ja w proszku, totalnym proszku.....
Wpadam zatem na chwil kilka, żeby przynajmniej świąt radosnych życzenia Wam złożyć.
Zatem świętujcie Kochani to najpiękniejsze i naważniejsze 
święto zmartwychwstania Tego, 
który wielkość swoją okazał oddając życie za nas.
Nie włączajcie telewizora, rozmawiajcie 
i cieszcie się obecnością bliskich.
Przytulcie kogo macie do przytulenia
i mimo tej dziwnej pogody za oknem (u mnie dzisiaj było bialusieńko)
uśmiechajcie się jak najszerzej.
Stukam się z Wami wielkanocnym jajem
i pozdrawiam gorąco!

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Wasza A.



czwartek, 21 marca 2013

Marzannę topić czas!!!

No i przyszła...
Szarobura, zachlapana, zasmarkana i pudrowana śnieżkiem
WIOSNA
 
Nikt jej takiej tutaj nie chce, bo co tu dużo gadać, najpiękniejsza to ona nie jest
Jednak jak się  nie ma co się lubi, to się lubi co się  ma.
Trza ją bidulę zaakceptować jaka jest i tyle.
Inaczej może nam się całkiem zakompleksić i zbrzydnąć jeszcze bardziej.
Staropolskim zwyczajem trzeba chyba jednak marzannę jaką uklecić i zamoczyć jej głowę
w najbliższym strumyku.
Oby się tylko nikt nie machnął i mnie tam przypadkiem nie zaciągnął
bo ja dzisiaj marzanna jak malowanie.
Fryzura iście słomiana, oczy podkrążone i płaczące, nos wick'iem podsmarowany, bo mocno kichający- panna marzanna jak z obrazka.
Męczy mnie jakiś bakcyl i tyle.
Jak się śpi po 5h/d odporność leci na twarz niestety.
Obiecałam sobie jednak, że już niedługo odeśpię ;)
Tylko jak tu spać, jak w  czasie na sen zwykle przeznaczanym, szyje się najlepiej?
I w nocy jakieś takie najciekawsze pomysły do głowy przychodzą... Wy też tak macie?
 
Uciekam gorącej herbatki łyknąć nieco i polopirynkę przyjąć...
Miłej wiosny Kochani
Niech Wam ptaszki za oknem ćwierkają
kwiecie jak dywan kolorowy koło domu rozkwita
 i słońce niech Wam buzie maluje na złoty kolor
Ja ćwierkam dla Was wiosnę zaklinając (z przerwami na kolejne kichnięcia ;)
 
 
Wasza A.