Obserwatorzy

piątek, 4 kwietnia 2014

WAŻNA SPRAWA

Dzisiaj ściągam Was tu małym podstępem, bo nie o misiu będzie ;) No dobra, o misiu słów kilka tytułem wstępu może...
Miś powstał dla pewnej cudownej, małej dziewczynki i wczoraj dostałam zdjęcia misia w objęciach jego nowej właścicielki :) Cudowna sprawa :) Zobaczyć te uradowane oczka, to więcej warte, niż wszystkie pieniądze :) A jak mama napisała, że dziecko nawet bańki dało sobie postawić pod warunkiem, że misia będzie przy niej... serce rośnie i działać się chce z podwójną energią!



No właśnie o działaniu dzisiaj będzie w pewnej ważnej sprawie.
Poniekąd miś wiąże się z tematem, bo o dzieci tu chodzi, więc misiowa obecność jest usprawiedliwona ;)

Sprawa jest ważna, cholernie ważna, bo problem, o którym powiem zakreśla co raz większe kręgi. Wulgaryzm wybaczcie mi proszę, ale w tej kwestii często dużo gorsze słowa na usta mi się cisną, więc raczej wdzięczność okarzcie za hamulce w wypowiedzi...

W czym rzecz? Jest taka akcja społeczna pod hasłem "Jestem mamy i taty".
Może ktoś słyszał, może nie, może problem dotyczy i Was bezpośrednio, dlatego tym bardzie proszę o wysłuchanie.

Co raz częściej spotykam się z sytuacją, gdzie  małżeństwa, czy związki nieformalne się rozpadają. OK, korbę ludzie w głowach mają  niezłą i o sobie myśląc problemów już rozwiązywać nie potrafią. Zgadzam się i o tym też ostatnio mówiłam, że są takie sytuacje, w których nic nie da się już zrobić i po prostu wiać trzeba. Nie o tym dzisiaj jednak. Rozwód rzecz już powszechna i nikogo nie dziwi. Problem jednak pojawia się, kiedy są dzieci. Walki byłych małżonków, a przede wszystkim jednak dzieci traktowane jako narzędzie lub tarcza obronna mamusi- to jest ogromny problem. Załatwianie swoich interesów kosztem dzieci, czy po prostu zemsta na byłym mężu w postaci szlabanu przed nosem potomstwa...

Może ktoś się na mnie obrazi, że o tym mówię, może już tu nie wróci... Może jednak chwilę zastanowi się nad swoim sposobem rozwiązywania spraw... O to dzisiaj proszę.

Ja rozumiem, że każda sytuacja jest inna, że Wasza wyjątkowa, że to drań był i dupek i nie zasłużył na nic... Zastanówcie się jednak, czy Wasze dzieci zasłużyły na tą wojnę, którą z nim toczycie?!

Wiem o czym mówię. Ja zostałam sama parę dni przed ślubem z brzuchem pod brodą. Zdanie na temat mojego niedoszłego męża mogę mieć nie najlepsze, ale moje zdanie nie musi być zdaniem mojej córki. Ona ma prawo do własnego osądu sytuacji, przede wszystkim ma też prawo do okazji by to własne zdanie sobie wyrobić. To Wy tego "dupka, palanta, idiotę i chama", jak często o nich się mówi, wybrałyście na ojca swojego dziecka. Chociaż  nie w smak Wam spotkania z "idiotą", prawo do nich ma Wasze dziecko. W przeciwnym razie któregoś dnia to wasze maleństwo wyrośnie na dorosłego człowieka i samo znajdzie sposobność do kontaktu z tatą. Jeśli wtedy okaże się, że te wszystkie brzydkie na jego temat opinie były tylko przejawem Waszej goryczy i złości, będzie czuło potworny żal, że odebrałyście mu możliwość poznawania  człowieka, z którego krwi powstało.
Nie da się wyciąć tej drugiej strony z życia dziecka. Jest w jego oczach, w uśmiechu, gestach... Jest i na zawsze zostanie. Może ten człowiek nie jest już częścią Waszej codzienności, może drogi Wam się rozeszły, ale droga Waszego dziecka i tego pana zawsze będzie wspólna.
Pamiętajcie, nie jesteśmy nieśmiertelne. Któregoś dnia może nas zabraknąć, więc w trosce  o te nasze skarby zadbajmy, by miały jeszcze kogoś.
Swój własny żal zachowajcie dla siebie, urażoną babską dumę schowajcie głęboko i niech Wasza wojna nie będzie wojną synów  i córek. Czy matka, która świadomie i z premedytacją wysyła dziecko na wojnę, to dobra matka??? Otóż nie! Dobra i droskliwa zadba o to, żeby te kule armatnie nad jego głową nie latały!
Jeżeli zatem były mąż, partner nie stanowi zagrożenia dla Waszej pociechy, jeżeli nie krzywdzi fizycznie i psychicznie i jeszcze chce i garnie się do kontaktu z dzieckiem, pozwólcie mu na to proszę. Przestańcie myśleć o sobie, pomyślcie o dziecku. Ono jego potrzebuje. Kto Waszą córkę poprowadzi do ołtarza? Kto syna nauczy jak się golić, jak być mężczyzną? Same wszystkiego nie zrobicie chociaż teraz wydaje się Wam, że jesteście super matkami mogącymi góry przenosić. To pozorne gór przenoszenie to strzał samej sobie w stopę i tyle. Pokażcie klasę, bo tocząc te wojny tylko udowadniacie, że zołzy z Was i pewnie dlatego nie wytrzymał.  Często też dorabia się straszne rogi byłemu... jedno piwo tygodniowo? Alkoholik był i tyle! Siedział dłużej w pracy, żeby zarobić na rodzinę? Na baby łaził na sto procent!

Jeżeli to, o czym mówię znacie z własnego podwórka, spróbujcie spojrzeć na wszystko z boku raz jeszcze. Spróbujcie zakopać topór wojenny dla swojego i dzieci spokoju. Odszedł? Zostawił Was? Jego strata! Najwyraźniej nie wart był Waszego czasu, Was! Jeśli to Wy spaprałyście ten związek, a i tak często bywa, bo my też aureol nad głową nie mamy, tym bardziej przełknijcie kluchę w gardle i zacznijcie żyć od nowa.

Ten pan- tata- to był Wasz wybór. Razem z nim dałyście życie nowemu człowiekowi, który ma swoje prawa. Nigdy o tym nie zapominajcie.

Ja zostałam z dzieckiem sama, przerażona z nieskończonymi studiami.Sensownej pracy nie mogłam znaleźć, bo samotnych matek (czytaj: problemu) nikt nie potrzebował. Czy miałam żal? Ogromny! Ale to był mój żal. Dziecko rosło wychuchane przez moich rodziców i mnie, nie brakowało jej niczego. Ojca jednak brakować jej będzie zawsze. W takim więc wymiarze, w jakim jestem w stanie kontakt z tatą ma umożliwiony. Może nigdy nie będzie prawdziwej więzi, ale jest świadomość, że w razie czego jest ktoś jeszcze. Czy zawiedzie ją jak kiedyś zawiódł mnie? Może nie. Czas pokaże. Dzisiaj moje dziecko ma brata i kogoś jeszcze w drodze, To jej rodzina, do kontaktu z nią też ma prawo...

Polecam Wam również blog, który jest jak kartki z życia pewnej bliskiej mi osoby:

http://7godzin15dni.blog.onet.pl/

Kiedyś widziałam film "Tato" z Bogusławem Lindą... przeraził... Nic to jednak w porównaniu z rzeczywistością...

Na koniec filmik dla Was:


Dziękuję, że wytrwaliście do końca...
Ściskam Was mocno

Wasza A.

P.S. Ten wpis dedykuję mojemu bratu... Kiedyś burza musi się skończyć ;)

31 komentarzy:

  1. boże, nie masz pojęcia jak się cieszę, że napisałaś tego posta! wyraziłaś w nim absolutnie wszystko co, co sama sądzę. delikatnie mówiąc, nie cierpię takich BABSZTYLI które walczą dzieckiem! jak można dziecko traktować jak broń, którą można skierować w stronę faceta?! z jakiej paki ma ONA prawo do zakazów kontaktów z Ojcem? to dziecko jest wspólne, to dziecko jest w połowie tak twoje jak i jego. ty go wybrałaś, i skoro wam się nie udało, nie przenoś swoich frustracji, rozczarowania i nienawiści na ICH ZWIĄZEK - Dziecka z Tatą!
    kiedy słyszę takie historie, a w moim otoczeniu jest takich niestety wiele, mam ochote iść do takiej kobiety, powiedzieć jej kilka słów i zwyczajnie walnąć ją w ten mega ograniczony łeb! można się tylko pocieszać, że to tylko kwestia czasu, kiedy dziecko przestanie być dzieckiem i zrozumie, zobaczy pewne rzeczy, jak wyglądają naprawdę. TYLKO KTO ZWRÓCI TEMU DZIECKU LATA BEZ TATY?!

    ps. uwielbiam Cię czytać! a miś jest przesłodki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą i każdym, zdaniu, wyrazie i literce, niestety obawiam się, że i ten post nie wiele pomoże i ta kampania również co jest przykre. Kobiety mszcząc się na byłym za to, że je zranił, że sobie nowe życie ułożył toczą chorą walkę z byłym partnerem nie zdając sobie sprawy, że jedynie dzieci na tym tracą. Tak jak piszesz, kiedyś znajdą kontakt, poznają ojca, wyrobią sobie własne zdanie i ocenią, ocenią same bo do tego mają prawo. Nie chrońmy dzieci przed ojcami, dzieci mają prawo mieć oboje rodziców nie zależnie czy są razem czy osobno. Gdy później się okazuje, że matka ,,chroniła'' przed ojcem tylko z powodu własnej dumy, a nie dlatego, że robił krzywdę dziecku to dziecko nie wybaczy tego matce, zadra i żal zostanie na zawsze, a czasu cofnąć się nie da. I jeszcze jedno: Żaden ,,wujek'' nawet najbardziej kochający nie zastąpi ojca.
    Oj rozpisałam się, trzymam kciuki za Twojego brata i mam nadzieję, że będzie dobrze ... musi być dobrze :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu ,tak jest niestety w wielu przypadkach i niestety kobiety w nim wiodą prym.Zgadzam się z Tobą z tym co piszesz.Dzieci nie mogą i nie powinny ponosić odpowiedzialności za nieudane życie swoich rodziców.I tak jak piszesz to my przecież się wybieramy ,kochamy i chcemy stworzyć rodzinę.Niestety bywa tak czasami ,że my zaślepieni miłością nie widzimy wad partnera ,za to bardzo dobrze widzą nasi najbliżsi ,których wcale nie słuchamy bo przecież nie znają jej/go tak dobrze jak my.Kiedy jednak zaćma nam spada z oczu zaczynamy sobie przypominać to co do nas mówili a czego nie chcieliśmy zobaczyć.I się zaczyna wojna dwóch różnych światów miedzy którymi stoją dzieci. To jest temat rzeka bo ile rodzin tyle problemów i każdy niby podobny a inny .Niemniej uważam ,że jak trzeba się rozstać to trzeba to zrobić to w "ciszy" aby dzieci kochały nas jednakowo i im trzeba zostawić wybór ,to one jak dorosną zweryfikują nas dorosłych.Bardzo dobrze ,że napisałaś taki post.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam par rozwodzacych sie bez awantur,szarpania o dobytek i szantazowania dzieckiem.To tyle jesli chozi o Polske.Od prawie pietnastu lat mieszkam w Norwegii.Kilka lat temu bylam na imprezie rodzinnej u mojej norweskiej kolezanki.Malo sie nie zadlawilam jak kolezanka przedstawiala gosci: mama i jej maz,tata i jego zona,tesc z zona i tesciowa z mezem.I cale to "pomieszane" towarzystwo siedzialo przy jednym stole,zartowalo,wychodzilo na papierosa.Bez docinek,bez dasow i wzajemnych zali.Kiedys te moja kolezanke wzielo na zwierzenia i opowiadala mi o rozstaniu rodzicow.Historia jakich pelno.Tata zwiazal sie z inna kobieta i zostawil mame.Mama nie robila scen,nie szarpala sie w sadzie o alimenty i nie ograniczala kontaktow z dziecmi.Wszystko dogadali miedzy soba.Matka nigdy nie mowila zle o ojcu choc zal miala gleboki.Podobnie bylo z rodzicami jej meza.
    Dobrze,ze ten temat poruszasz.Bo my kobiety jestesmy msciwe i chec zemsty przyslania nam oczy.Odgrywamy sie na "eksach" a najbardziej na tym cierpia dzieci. A Ty Aniu jestes nie tylko super zdolna ale i MADRA kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w Polsce też są istnieją takie scenariusze...

      Usuń
  5. Mądra kobieta z Ciebie. Ważna sprawa. Walki o dziecko potrafią zająć całe życie i zepsuć całe życie. A potem pozostają dzieci z problemami :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądre zarówno słowa, jak i Twoje podejście. I choć sama nie mam w swoim otoczeniu, bliższym ani dalszym, styczności z taką sytuacją, domyślam się, że trudno jest schować cały żal, złość, urażoną dumę i wszelkie inne emocje "do pudełka". Z pewnością warto jednak ponieść taki wysiłek, w imię wyższego dobra, jakim jest dobro dziecka, to na pewno.

    PS. Miś fantastyczny.

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja byłam świadkiem takiego handlu dzieci uczuciami, gdy tylko zbliżały się kolejne rozprawy sądowe (rozwód a następnie o podział majątku), rodzice dzieciom w tyłki wchodzili, pozwalali na wszystko młodszym, starszych nie krytykował, byli mili, pomocni, normalnie poziom uczuć przed taką sprawą ehh normalnie robiło się gorąco, i między tym napływem miłości co jakiś czas przemycona szpila jaka ta matka była zła... a pamiętacie to, a tamto... obrzydliwe to było. Sprawa nie dotyczyła bezpośrednio mnie, ale bliskiej mi osoby, dlatego też chcąc, niechcący uczestniczyłam w tej szopce ehhh. Obrzydliwe to było, gdy to wspominam to czuje taki nie smak, że nie sposób opisać. A wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim, może i dostali te swoje udziały w majątku, ale stracili syna, córkę, nie ważne...
    Jestem jak najbardziej za akcją, tylko czy to pomoże!
    Mądrzy, odpowiedzialni rodzice takich akcji nie potrzebują, a Ci którym nienawiść i egoizm rozum odebrały, będą krzywdzić nadal i walczyć nie o to co trzeba....

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety baby mściwe są. Ta kampania do nich i tak nie trafi. Przykro mi, ale ja bab nie lubię w większości. Oczywiście Aniu jesteś chlubnym wyjątkiem na mej krótkiej niestety liście ;) Ja wiem, że jestem jedną z nich, ale... Faceci dadzą se po razie i idę potem wspólnie na piwo. A baba drąży, jątrzy, plan mściwy na lata układa. Czy my coś nie halo we łbie mamy? Taka baba niszczy siebie, dziecko, świat w okół siebie. I potem każdy unika jej jak ognia, a ona płacze że samotna. Matko jedyna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, coś tu jest z nami babami mocno nie halo... Facet potrafi zrobić stanowczy krok, wyjść zostawiając niezły syf jaki mu kobieta potrafi zafundować i przy okazji często dorobek całego życia, byle by mieć święty spokój. Nie babrze się w przeszłości, nie szuka zemsty. Nie walczą, bo często jest to walka z wiatrakami. Chyba dzieje się tak dlatego, że nasz system stworzył obraz posągowej matki Polki, uciemiężonej i wlaczącej o swoje pociechy. Szkoda, że tak często zapominają, że ktoś jeszcze posiadanie tych pociech im umożliwił, ten, z którym teraz tak zażarcie walczą.... Sądy często powierzają opiekę matce choćby potworem była, byle by tylko nie dać dzieci ojcu...

      Usuń
  9. Mądre, piękne słowa. Nie ma nic gorszego jak przelewać złość, żółć i nienawiść która w Nas siedzi na dzieci. niestety znam wiele takich przykładów. Gdzie zamiast zdrowego rozsądku emocje biorą górę..

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja uważam,że to nie jest kwestia bab-jędz. Tylko NIEDOJRZAŁOŚCI. nieważne,czy matki czy ojca.
    NIEODPOWIEDZIALNOŚCI. EGOIZMU.
    Kiedyś czytałam fajny artykuł o życiu gdzieś w Tybecie,w maleńkiej wioseczce: otóż, gdy odwiedziła tych ludzi pewna dziennikarka z Zachodniej Europy i rozmawiały o małżeństwie,związkach- jedna z Tybetanek (tak ją nazwę,gdyż nie pamiętam nazwy tej wioski) powiedziała:nie rozumiem,jak można rozstać się z powodu niezgodności charakterów.Są dzieci i do końca trzeba być za nie odpowiedzialnym.
    No to na końcu świata ludzie o tym wiedza,a my-ludzie Europy,niby tacy cywilizowani,a potrafimy piekło swoim WŁASNYM dzieciom urządzać???
    pozostawię to bez komentarza....

    OdpowiedzUsuń
  11. zgadzam sie z toba w 100% . Byłam świadkiem wielu historii i wiele słyszłam.. i niestety to głównie kobiety traktują dziecko jako kartę przetargową i potrafią byc przy tym bardzo okrutne... choc panowie tez bywaja nie lepsi w tym wszystkim najgorsze jest to ze poszanowanie dziecka i jego emocji i uczuć jest na szarym koncu wszystkich spraw.. :(

    OdpowiedzUsuń
  12. przepiękny post mam ciarki na ciele to dobrze bo była to emocjonujaca tresc - dziekuje ze moge przeczytac

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu,to jest bardzo dojrzale podejscie do sprawy rodziny i ciesze sie,ze o tym napisalas. Masz racje, kazdy czlowiek jest wartosciowy, niezaleznie co my o nim sadzimy. Nie wybaczanie krzywd i osadzanie innych tylko nam szkodzi. Dla kazdego z nas najwazniejsze jest to,ze mamy ojca i matke.Za samo to nie jestesmy w stanie sie odplacic.Dostajac zycie dostalismy ogrom mozliwosci i okazji jakie zycie niesie.Szanujmy ojca i matke bysmy zyli dobrze i dlugo jak nam madrze przykazano. Szanujmy kazdego czlowieka,bo prawda jest,ze potrzebujemy siebie wzajemnie bardziej niz zdajemy sobie z tego sprawe.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że wszyscy w komentarzach piszą z perspektywy osób, które albo nie miały z taką sytuacją do czynienia albo są rozwódkami. Ja napiszę z perspektywy rzeczonego dziecka. Jako dziecko nienawidziłam swojego ojca i nie wiedziałam co moja mama w nim widzi. Nie będę się wdawać w szczegóły, bo to dość prywatna sprawa. Najmilsze, co mogło mnie spotkać to poniżanie mnie z jego strony, krytyka, pretensje, niezrealizowane oczekiwania. Także nie gadajcie, że "wszyscy są wartościowi", bo to nieprawda. Bardzo mi ulżyło, kiedy mama zdecydowała się go zostawić. Po wielu latach doczekałam się tego, o czym skrycie marzyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolby, Twój ojciec musiał Cię bardzo skrzywdzić, to przykre. Mogę zrozumieć więc Twoje nastawienie. Nie o takich sytuacjach jednak pisałam w poście. Na siłę nikogo nie można kochać. Na siłę też nie powinno się kazać kogoś nienawidzieć, dlatego, że mamy do niego swoje osobiste żale. Zgodnie z ogólnym podejściem do tematu ja też ojca swojego dziecka powinnam psami szczuć jak tylko zbliża się do domu. To jest jednak tato mojej córki i ona go kocha i potrzebuje. Dzięki poczuciu, że mimo wszystko ma dwoje rodziców daje jej tylko siłę. Pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję, że w swoim życiu te złe doświadczenia nie będą kładły się cieniem na jego dalszy bieg.

      Usuń
  15. Rodzice są różni, ich się nie wybiera tylko po prostu ma. Wyrosłam w toksycznym domu, gdzie przemoc fizyczna i psychiczna były na porządku dziennym. Obie z siostrą "uciekłyśmy" w ciążę i małżeństwo, mnie się udało spotkałam na swojej drodze cudownego człowieka z którym jestem od ponad 23 lat. Moja siostra nie była długo przykładną żoną, a co najgorsze fatalną matką (szczegółów oszczędzę). Przyjeliśmy szwagra wraz z dziewczynkami (7 lat i 1,5 roku) do siebie. Sąd odebrał jej prawa rodzicielskie. Szwagier ułożył sobie życie, dzieci mają nową matkę. Siostra nie miała kontaktu z dziećmi (nie chciała) po 7 latach nagle zapragnęła kontaktu tyle, że to teraz córki nie chcą mieć z matką kontaktu. Masz rację nie utrudniajmy dzieciom kontaktu z rodzicami ale też nie zmuszjamy ich na siłę do tego by spotykali się z niechcianym rodzicem.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę aby tata Twojego dziecka był dla niego prawdziwym ojcem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Pod niewłaściwym wpisem umieściłam komentarz... Przepraszam.
      Na siłę nie ma co dzieciom wkręcać konieczności spotykania się z rodzicem, który ich skrzywdził. Nie mam co do tego wątpliwości. Nie o takich sytuacjach jednak pisałam w poście. Wkręcanie dzieciom, że ktoś jest zły, budowanie im obrazu ojca przez pryzmat własnej frustracji, jest nie w porządku. O tym mówię. Na siłę nic nie można robić, dlatego też na siłę nie każmy dzieciom nienawidzeć kogoś, kogo kochają.

      Usuń
  16. Już sama nie wiem,która misia podoba mi się najbardziej.Ta zdecydowanie jedna z moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  17. Aneczko, uważam podobnie. Jaka Jesteś dzielna! Córcia może być z Ciebie dumna.
    Nienawiści nie wolno w sobie trzymać, skrywać, karmić jej przez lata, to do niczego dobrego nie prowadzi.
    Mam znajomego, mama całe życie (ponad 30lat) wmawiała mu, "bo tato Cię nie chciał". Żywił on do obcego, nieznanego mężczyzny nienawiść właśnie. Po latach okazało się, że mama kłamała. Celowo nie pozwalała mu spotykać się z tatą, a on bardzo tego chciał, ale oni się ukrywali... Potem pokłócił się przez to z ukochaną przecież mamą - taki jest finał tej historii.
    Życzę Ci dużo, dużo szczęścia, niech tylko ono towarzyszy Ci już w życiu.
    Uściski serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
  18. Już kiedyś pisałam, że lubię do Ciebie zaglądać bo tworzysz cuda a ponadto jesteś bardzo mądrą osobą , która potrafi dostrzegać rzeczy obok których inni przechodzą obojętnie. Temat który poruszyłaś jest bardzo istotny mam wielu znajomych po tak zwanych przejściach i bardzo różnie, Trudno mi się wypowiadać bo jak na razie mam pełną szczęśliwą rodzinę ale jak to mówią nie znasz dnia ani godziny i nic w życiu nie jest pewne poza śmiercią. Jestem zdania ,że wzajemne obrzucanie się błotem świadczy o kulturze obrzucających a przecież dzieci nie znajduje w polu kapusty a skoro tak to trzeba ponieść konsekwencje własnych wyborów i uderzyć się w piersi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Aniu, dobrze, ze piszesz! Ostatnie Twoje posty dotyczą w bardzo bezpośredni sposób mnie i mojej obecnej sytuacji. Rozstalam się z moim partnerem. Poprosilam go aby się wyprowadzil, tak, poprosilam. Zwykle bylam bardzo impulsywna, emocjonalnie podchodzilam do wszystkiego, a w tej sytuacji zachowalam spokój, bo nie chcialam, żeby Kubuś byl świadkiem zlych emocji. Bo on musi mieć takiego tate, jakiego mial dotychczas, tylko niestety trochę rzadziej i krócej. I mimo tego, ze bardzo boli to gdy Darek przychodzi do domu, to dla Kuby udaje, ze jest ok. Ciężko jest po miesiącu od rozstania usiąść z bylym do niedzielnego obiadu i się nie udlawic, ale wydaje mi się, ze tak trzeba. Kubuś ze wzgledu na ospę nie mogl przecież stracić możliwości spędzenia czasu z tata. To nam - partnerom się nie ulozylo, a nie Kubusiowi z tata, on nie może ponosić konsekwencji tego, ze nie potrafilismy ulozyc sobie wspólnego życia, ze jak się okazalo po 9 latach mamy inne priorytety... Niby inne, ale wspólnym jest dobro Kubuska... Caly czas to sobie powtarzam, bo muszę o tym pamiętać, żeby żal nie wzial mnie w swoje wladanie... A z drugiej strony... widzę, że Kubuśkowi jest smutno, że mieszkamy osobno, ale stara się to jakoś sobie poukladac i z pewnością jest mu latwiej gdy oboje mu w tym pomagamy nie obrzucajac się nawzajem blotem. Nie wtajemniczalismy go zbyt mocno w to, ze jest źle, powiedzielismy o decyzji, opowiedzielismy jak teraz będziemy się nim opiekować, ale tylko tyle. Nie wie co spowodowalo, ze jest jak jest, nie wie, również kto dal ostateczny impuls do rozstania, bo wtedy trzeba byloby powiedzieć dlaczego, i trudno byloby powstrzymać się od zlosliwych komentarzy... Oboje chcemy, żeby Kubusiak byli mądrym i rozwaznym czlowiekiem i to również powstrzymuje nas od komentowania zaistnialej sytuacji. To co się to co wydarzylo odbije się na jego dalszym życiu, ale mam nadzieje, ze nauczy go również tego, ze mimo nieporozumienia można szanować drugą osobę, rozmawiać z nią i podejmować ważne decyzje.
    Przepraszam, ze tyle prywatny tutaj wrzucilam, ale chcialabym żeby wszyscy, którzy musza zaczynać nowe, zmienione życie pamiętali, ze fajnie byloby mieć silne emocjonalnie dzieci, które będą umialy rozwiązywać problemy, a nie się obrażać... Mamusie i tatusiowie pamiętajcie, ze waszym dzieciom tez nie jest latwo, dajcie im wsparcie i pokazcie klasę!
    Aniu, pozdrawiam Cie cieplo! Cieszę się, ze piszesz madre slowa, cieszę się, ze mogę je czytac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anula, to ja dziękuję- kropelko nadziei! Znak, że zdrowy rozsądek nie umarł, tylko wdeptano go trochę w grunt. Ania, wiesz, że robicie dobrze, w sensie kreowania spokoju nad głową syna. Tylko Wy wiecie, czy to, co między Wami trwało umarło już na zawsze, czy da się ratować.Jeśli Wasze drogi są na tyle różne, że nie da się iść razem, punktem wspólnym i tak zostanie Kubuś. Pewnie i Ty i jego tata ułożycie sobie życie na nowo. Tego Ci życzę. Wybierając mądrych partnerów będziecie mogli stworzyć sporą ekipę wsparcia dla Waszego syna. Wiesz ile ja bym dała, żeby dzieci I. mogły spędzać z nami czas? Nie po to, żeby jak to ich mama powiedziała, odebrać ich jej, ale żeby I. był w pełni szczęśliwy mogąc mieć ich choć trochę dla siebie. Długo by gadać, a ja już dzisiaj padam na twarz....
      Klucha przestanie Cię w końcu dławić i obiad przejdzie gardłem łatwiej, wytrzymaj. Wiem, że wytrzymasz mądra kobieto! :) Myśl o tym, co w swoim mężu kochałaś, a nie co Cię wkurza. Tego szukaj w synku. Wtedy wszystko stanie się dużo łatwiejsze :) Ściskam Cię mocno!

      Usuń
    2. Aneczko, dziękuje za dobre slowa! Przyszlo mi jeszcze cos do glowy... Musimy uważać, na kobiety w naszym otoczeniu, bo to one pod pretekstem troski o nas "wieszaja psy" na naszych bylych... Znam to z autopsji... Musialam doprowadzić do pionu moja mamę i najbliższą przyjaciolke, które nie widzialy nic zlego w tym, żeby Kubuś dowiedzial się "jaki jego ojciec jest naprawdę". Kiedy jesteśmy w rozsypce, musimy myśleć o dzieciach i tak jak pisalas o tym, że ojców swoich dzieci z jakiegoś powodu wybralysmy, że kiedyś byli nam najbliższymi ludźmi. Musimy bronić swojej prywatności, musimy stawiać granice, których nikomu nie wolno przekraczać. Aniu, życzę Ci milego weekendu (tego co z niego zostalo :)) i pisz Aniu, bo mądrze piszesz!

      Usuń
  20. Zaglądam tu, ale pierwszy raz coś napiszę...
    Po przeczytaniu Twoich słów, nasunęła mi się myśl, że to nie zawsze kobiety są winne...
    Ja jestem takim przykładem...
    Otóż mój ojciec, gdy dowiedział się, że mama jest w ciąży, to zaproponował Jej, że się z nią ożeni, gdy...ta usunie ciążę...
    Na szczęście dla mnie z propozycji nie skorzystała...A on powrócił do swej wcześniejszej miłości i szybko zrobił dzidziusia. Także mam brata równolatka...którego zresztą na oczy nie widziałam.
    Przez całe swoje życie ojca widziałam dwa razy z daleka, chociaż miał bardzo blisko rodzinę, którą odwiedzał. Alimenty zawsze trzeba było wyszarpywać przez sąd.
    Pamiętam, że jak była ta sławna inflacja, dostawałam 400 zł alimentów ( to było bardzo mało wtedy, wystarczyło mi na zakup jednej zwykłej książki w miękkiej, zwykłej oprawie . Pamiętam nawet tytuł "Ordynat Michorowski")...

    Wiem, że to co mi mama mówiła, ze ojciec mnie nie chciał, że to jest prawda, tylko...ciężko się żyje z takim przeświadczeniem o sobie...Chyba jednak wolałabym być okłamywana, a nie walczyć przez całe swoje życie ze swoimi kompleksami i z myślami że jest się tym gorszym, że nic się nie potrafi...No jak to, przecież własny ojciec mnie nie chciał...

    To jest moja chwila szczerości...ale nie wiem czy jutro nie wrócę, żeby ten mój wpis skasować...
    Jeżeli tak, to proszę wybacz mi już dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu tak jak napisałam, sytuacje są różne, a ja mówię o takich, gdzie ojcowie chcą mieć kontakt z dzieckiem mimo rozpadu związku i nigdy dziecku krzywdy nie zrobili. U nas system często ułatwia wykluczanie ojca z życia dziecka traktując słowa matki, często i co raz częściej wyssane z palca, jako fakt. Idzie taki tata do sądu oskarżany o cuda na kiju i musi udowodnić, że nie jest wielbłądem. O takich sytuacjach mówię. Twoja jest pieruńsko przykra i z takim tatuśkiem to do diabła i tyle...

      Usuń
  21. Mnie przeraza jeszcze inna kwestia... Wnuczek mojej kolezanki przyszedl z przedszkola i powiedzial: - Babciu, dzieci w przedszkolu smieja sie ze mnie i mowia, ze jestem dziwny! - Dlaczego jestes dziwny? Bo mam tylko jednego tate i jedna mame!! Ja tez chce miec dwie mamy i dwoch tatusiow... Babciu i inne dzieci maja dwie babcie i dwoch dzidkow! A sa i tacy, co maja trzech tatusiow!!!
    Czlowiek musi do kogos przynalezec, nie moze byc dzieckiem swiata...
    Serdecznsci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  22. ja cie rozumiem , dla mnie sa jednak pzrypadki kiedy zcasem jednak lepiej jest sie rozstać niż męczyć siebie i dziecko, ja tak miałam, były małżonek stosował przemoc i nie tylko fizyczna ale psychiczna dla dobra małej byłam z nim ale jak juz na nia podniósł rękę to uznałam z enie warto, owszem męczę się po sądach ale to nie dla tego że walczę z nim ale odpieram ataki których w ciagu 2 lat było 11 pism do sądu, większosc oddalona, juz pani sedzina uznała ze to jest złośliwe, mała cierpi bo cierpi ale bardziej z innego powodu gdyz ów tatus nie chce po nia przychodzic sądownie panie próbowały go zmusić ale gdzie on chęci nie ma, walcze o te wizyty cały czas, mimo ze się naprawde o nia boję, najgorsze jest to uprzykrzanie mówienie dziecku jaka ta mama jest itp. tyle że córa juz duza i ma swój rozumek wiec sama wie o co chodzi ... Mam znajomych co sie rozwiedli ale ustalili pewne ze czy spotkania itp. normalnie przychodza do siebie na kawę, rozmawiają i to jest super, ale to musza juz obie strony chcieć my tłumaczac panu.m. że bedzie dziecka komunia wesele i jak to widzi kłócąc sie nie ma sensu ale on ma swoje zdanie i go nie zmieni cięzki człowiek z którym pewnie nie jedna przeprawę będę mieć, a alimenty 350 zł to nie dużo ale nie bede latac po sadach i jeszcze robic problemy o to ze takie sa wystarczy ze uznał ze go stać tylko na 100 zł z czego pani sędzina powiedziała że niech się pan cieszy ze ma pan taką była zonę bo inne by panu podniosły bo 350 zł to smieszna kwota na stanowisko jakie pan ma ... no wiec tym co chca razem dziecko wychowywać zazdroszcze ze sie zgadzają i chciałabym tez tak miec ale niestety w pewnych rzeczach sie tak nie da ...

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów. Chcesz powiedzieć coś więcej? Napisz drogą mailową.