Obserwatorzy

wtorek, 18 grudnia 2012

Trochę o mnie...

Dzisiaj trochę o mnie.
Trochę się pochwalę i trochę opowiem o mojej muzycznej działalności.
Chwalenie zacznę  od radosnej informacji, że udało mi się wygrać wierszykowy konkurs na Green Canoe :)
A oto mój zwycięski wierszyk:

Renifer obudził się grudnia szóstego i poczuł pod głową coś niewygodnego

A tu pod poduszką, uwierzyć nie może, Mikołaj mu schował nowiuśkie poroże!

I tak paraduje z rogami dzień cały, rzekł: „Jam niezłe ciacho! RENIFER WSPANIAŁY!”

I nabrał pewności, że z koroną cudną na pewno go w TV w serialu zatrudnią.
Informacja o zwycięstwie dostepna na GREEN CANOE
Pozostałe osiem wierszyków, które wysmarowałam nakręcona jak sprężynka, można przeczytać na moim drugim blogu o tu 
W nagrodę dostanę coś naprawde pięknego, co szyją już dla mnie Złote Rączki z DEKODOMU
Dłużej nie mogłam milczeć, bo już tupię niecierpliwie z tej wielkiej radości :)
Jak tylko dostanę przesyłkę obiecuje zaprezentować zdjęcia.
 
A teraz z nieco innej beczki...
Niektórzy wiedzą, niektórzy nie, ci, co czytali opis doczytali zapewne, że z wykształcenia jestem muzykiem.
Wszystko się zgadza.
Od pierwszej klasy, tj, od siódmego roku życia piłowałam moje drewienko. Skrzypcami zarazim mnie dziadek, który był samoukiem i skrzypce były jednym z kilku instrumentów, na których dziadek Stefek grał.
Skrzypce odziedziczyłam po nim. Są stare i piękne.
Szkołę muzyczną ukończyłam, tą drugiego stopnia też. Później wylądowałam w Zielonej Górze na wydziale artystycznym Uniwersytetu Zielongórskiego.
Miłości do skrzypiec  nie pozostałam wierna. Jeśli jednak moja skłonność do niewierności przekłada się tylko na tę do instrumentu, to nie czuję się winna. W pozostałych przypadkach wiernam ja kak sabaka :)
Męczyły mnie występy publiczne. Nie odnajduję się w sytuacjach kiedy to zbyt wiele oczu skierowanych jest w moją stronę.
Z muzykowania pozostał mi tylko, a może aż, mój zespół.
Link do strony dostępny jest tu
Na początku śpiewałam, bo taka była potrzeba. Ostatnie dwa lata studiów kończyłam zaocznie i trzeba było słono płacić za tą przyjemność.
Teraz śpiewam, bo lubię, ale tylko wtedy, gdy wiem, że tuż za plecami mam wsparcie w "moich chłopakach". Bez tego muru za mną nogi drżą, a mikrofon cięzko utrzymać w dłoni.
 
Na stronie dostępne jest demo. Gdybyście nas kiedyś potrzebowali, polecam się Waszej pamięci.
A poniżej nasze zdjęcie w akcji i moje w chwili na załapanie oddechu...
 

 
 
Na dziś to tyle.
Wkrótce zapraszam w klimacie bardziej świątecznym
Jestem szczęśliwą posiadaczką nowego aparatu, który step by step rozgryzać próbuję...
Zdjęcia  powinny już wkrótce zyskać nową jakość :)
Buziaki dla Was wieeelkie!
A.