Obserwatorzy

niedziela, 13 listopada 2016

Aby nie za szybko?

Pierwsze bożonarodzeniowe  piosenki już zawisły w eterze. W Lidlu świąteczne słodycze wypełniają sporych rozmiarów regały. Ja mam jednak wielką ochotę jedynie na świąteczny grzaniec lidlowski. Świetnie rozgrzewa, całkiem nieźle smakuje, przede wszystkim jednak skutecznie przytępia zmysły...
Trochę to wszystko za szybko, za bardzo komercją nafaszerowane. Nadmiar wszystkiego ukradł świętom całą magię i to uczucie wyczekiwania. Wolałam czasy, kiedy babcia skrywała w kredensie zakupione fartem pomarańcze, a paczka pod choinką była skromnym workiem foliowym z wizerunkiem typowo polskiego, szczupłego w porównaniu z tym amerykanckim,  Mikołaja. W worku zaś zamiast smartfonów, tabletów i innych pierdoletów były wydziergane przez babcię swetry, czy nawet te okropne spodnie wełniane, przez które nabijało się ze mnie całe piętro w podstawówce. Całe szczęście, że w klasach I-III przerwy spędzaliśmy tylko w pobliżu naszych sal, w przeciwnym razie moje dziergane spodnie sławne by były w dużo szerszym gronie. Wtedy cierpiało moje poczucie estetyki ( ale babci nie można było urazić), dzisiaj za nimi tęsknię ... Teraz święta ciągną się już od pierwszych dni po Zaduszkach i przemykają koło nosa jak kot ugryziony w ogon, kiedy już czas nadchodzi dla nich właściwy. Chwila moment i już po świętach... Zawsze powtarzam, że budowanie atmosfery zależy od nas samych, ale w dzisiejszych czasach jest to jednak dużo trudniejsze zadanie. Może jak już ucieknę na nasze zadupie temat stanie się łatwiejszy do ugryzienia ;) Brak supermarketów, kiczowatego przepychu z pewnością sprawę ułatwią.
Pomysłów na preznety w tym roku jeszcze nie mam. Szyją się jednak te Wasze, krok po kroku, szew po szwie... miś za misiem, koń za koniem... mam nadzieję, że Was nie zawiodę i co do zrobienia uda się z sukcesem zrealizować.
Odpocznę w święta, albo po świętach... zobaczy się jeszcze ;)






Koniec męskiego tygodnia. Na najliższe dni do odszycia czekają same dziewczyny ;)
Faceci mnie wykończyli. Północ wybija, więc idę zaliczyć lądowanie na mojej podzuszce. Albo może postraszę jeszcze trochę sąsiadów warczeniem potwora Singera :P
Mam nadzieję, że Wy śpicie już snem sprawiedliwym.
Dobrej nocy!
Wasza A.

10 komentarzy:

  1. Coś w tym jest co piszesz. Tak przywykłam do tego startu "świąt" po Zaduszkach, że w tym roku zakładałam się z mężem która firma puści pierwsza reklamę 3.. przegrałam, była już 2.11 wieczorem ;/ . U mnie już w domu nieco świątecznie bo w czeluściach lodówki siedzi piernik staropolski, ale poza tym cisza..poczekam na światełka i kilka ozdób przynajmniej do 27.11. Pluszowe towarzystwo jak zwykle wycyzelowane i po prostu piękne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja szczęśliwie pozbyłam się z domu telewizora i już od paru lat głowa częściej odpoczywa mi od reklam.Od reszty skomercjaliowanej rzeczywistości też kiedyś zwieję ;) Jeszcze tylko trochę cierpliwości :D

      Usuń
  2. Aniu ja mam szczęście , że mieszkam juz od kilku lat na tym zadupiu a po zakupy do miasta wybieram się sporadycznie. Tu cieszymy się odrobina sniegu i o Świętach jeszcze za bardzo nie myślimy. Przed nami Andrzejki, później Mikołajki... jednak życie wiejskie ma dużo plusów. Pozdrawiam Ciebie i Twoje piękne postacie wychodzące spod Singera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych wszystkich plusach właśnie myślę intensywnie od wielu lat.Na minusy też się szykuję, żeby nic z wiejskiego życia nie było nam straszne, jak już ogarniemy naszą chałupinę. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Ja wolę świętowanie zacząć we właściwym czasie i przedłużyć je przez cały karnawał czyli inaczej niż komercja . Szkoda że zaraz po świętach znikają dekoracje bo u mnie wtedy dopiero jest świątecznie. Ale przyznam się że w pokoju już powstają kartki i bombki ale to jeszcze nie święta. Wspaniałe przytulanki :-). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co trzeba powolutku też szykuję dla nas, ale co innego szykować i planować, a co innego być bombardowanym nadmiarem z każdej strony. Jingle bell w uszach dzwonić będzie na każdym kroku, trochę to męczące jak dla mnie. Buziole zasyłam i miłych przygotowań życzę :)

      Usuń
  4. Czy ja wiem, czy za szybko? W przyszłym tygodniu trzeba już przygotować masę na piernik staropolski, więc w listopadzie już jakoś tak naturalnie zaczyna się myśleć o świętach ;) Przygotowywanie kalendarza adwentowego - w tyk roku chcę dzieciom zrobić go sama - mąż wymyślił, żeby był prosty - karteczki do odklejania z zadaniami dla członków rodziny i instrukcjami, gdzie szukać malutkich podarków pochowanych po całym domu. Nie muszą być codziennie te podarunki, ale tu jakiś drobiazg, tu czekoladka, tu np. mały bączek, którego dziś kupiłam na targach designu dla dzieci :) Myślę, że to będzie frajda dla dzieci :) I dla nas też ;D

    A że komercyjnie... No cóż. To prawda. Ale ja obok niej przechodzę, tak myślę, bo sporo w markecie tandety - a nie chcę tego ani u siebie w domu, ani w głowach dzieci ;)

    Wszystkiego dobrego dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi właśnie o to komercyjne zamieszanie chodzi. Domowe przygotowania potrzebują czasu, ale piernik po wstawieniu do lodówki pozwala o sobie zapomnieć, cicho i grzecznie tam siedzi czekając spokojnie na wypiek. Te wszystkie chińskie popierdółki zawalające przestrzeń sklepową, te kiczowate reklamy... to mi już wyłazi bokiem od paru lat, a zdaje mi się, że sieci sklepowe mają jakiś coroczny wyścig.Pozdrowionka serdecznie dla Was!

      Usuń
  5. Wiesz, że chciałam dokładnie to samo u siebie napisać??? :) Cieszę się, że myślimy podobnie. Niestety czasy są takie, że żeby zarobić na świętach wszystko trzeba przyspieszyć... Wszyscy, którzy zajmują się dekoracjami czy innym rękodziełem w klimacie świąt, muszą odpowiednio się do tego przygotować wcześniej, I to naturalne, rozumiem to i mi to nie przeszkadza. Natomiast wszystkie duże koncerny, sklepy w galeriach handlowych, reklamy itp. z każdym rokiem serwują nam coraz szybciej "świąteczny klimat". Jakby jesień skończyła się z początkiem listopada... To smutne. Czasy w których żyjemy stały się jakieś szalone, nie ogarniam ;) Osobiście na szczęście nie mam zbyt wielu powodów do styczności z tą maskaradą, bo tv nie oglądam, mieszkam prawie na zadupiu, do centrum jeżdżę nie za często i po każdej wizycie mam dość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się Magdaleno, co czasu na przygotowania wymaga, trzeba zacząć szykować wcześniej. Te wyścigi supermarketowe nakręcają jednak jakąś chorą tendencję, która dla mnie jest nie do strawienia. Na szczęście TV też już parę lat temu szurneliśmy z domu. Jeszcze tylko parę zabiegów przygotowawczych nas czeka i na zadupie nasze ruszymy bez cienia żalu i tęsknoty za miejską gonitwą. Pozdrowienia zasyłam!

      Usuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów. Chcesz powiedzieć coś więcej? Napisz drogą mailową.