Obserwatorzy

wtorek, 7 listopada 2017

Co ma wisieć nie utonie :)

Cierpliwość...
Najczęściej słyszanym pytaniem, kiedy ktoś dowiaduje się czym zajmuję się na co dzień, jest właśnie to dotyczące cierpliwości. "No , że Tobie się chce..., ja to nerwów nie mam, żeby chociaż guzik przyszyć!!!"
Jest jeszcze druga kwestia, która nurtuje wielu : "To z tego da się wyżyć?!" :P
Jak widać żyję. Widocznie to, co robię, jest robione na tyle dobrze, że szanse przeżycia wzrastają :D
No i z tą cierpliwością jest tak, że uczyłam się jej od wielu lat. Zdecydowana większość rzeczy, które budowały moje życie i mnie samą ,wymagały cierpliwości, pracy krok po kroczku. Opłaciło się.
Cierpliwości w relacjach międzyludzkich uczyłam się chyba najdłużej. Te damsko-męskie były zdecydowanie najtrudniejsze, ale ostatecznie i ta nauka zakończona sukcesem :) Dzisiaj lepiej umiem wybierać ludzi , z którymi przecinać lubię ścieżki, którym powierzać mogę swoje radości i troski bez strachu, że zostaną wykorzystane przeciwko mnie, czy użyte do innych chorych celów. Coraz cierpliwiej znoszę też durne teksty osób, którym wydaje się, że mają prawo poddawać krytyce moje decyzje, które myślą, że wiedzą lepiej jak żyć. Nie daję się już wciągać w dziwne dyskusje, nie walczę. Cierpliwe czekam, aż im się znudzi, lub w ich własnym życiu zadzieje się w końcu coś na tyle wartościowego, żeby zeszli sobie spokojnie z mojego tematu. Tego też życzę im szczerze i serdecznie.

Aktualnie czeka nas jeszcze parę konkretnych zmian organizacyjnych i w domu, i w pracy.
Cierpliwie czekam też na otwarcie sklepu online, który miał już być w okolicy sierpnia i niestety trzeba było plan rozłożyć w czasie. No, ale co ma wisieć, nie utonie :) Zamiast robić coś na chybcika, lepiej przygotować wszystko jak należy i pokazać światu jak już dopięte będzie na ten ostatni, solidnie przyszyty guzik.
Cierpliwie więc dziubię tu sobie   wysyłając w świat te moje dzieci/szmatki. Cottoni rośnie  powolutku, dojrzewa jak nalewka świąteczna i kiedy dzisiaj przypomnę sobie w jakim strachu zaczynałam.... ech... Początki łatwe nie były, ale warto było poczekać :)





Skrzydlate czuwają nad nami chyba już w każdym kątku, musi więc być tylko dobrze ;)


Polarnych misiów w tym roku nie zabraknie. Bedą w kilki rozmiarach, a jeden malutki zamieszka u mnie pod szklanym kloszem ;) Plan pracy nareszcie rozłożony tak, żeby i dla nas dało się zrobić co nieco.  W poprzednich latach wszystko się wyprzedawało i dobrze, bo ratowało to nasze finanse, ale temat dekoracji domowych zaniedbany był okrutnie. Nareszcie jednak przuszedł taki czas, że szewc i o własne buty zadbać może :)

Skandynawskie owce na diecie  zachwyciły mnie już dawno, a ta jest pierszą, moją uszytą z wykroju tildowego.  Śmieszna chudzina z niej, ale bardzo ją polubiłam.


Świąteczne klimaty na blogu to też nie brak cierpliwości, a konieczność :) Rękodzieło to czasopożeracz. Trzeba zacząć duuużo wcześniej, żeby zdążyć z realizacją.

Tych, co cierpliwie czekali na moją obecność blogową ściskam mocno mocno !
Z ogromną radością donoszę też, że do jednoosobowej drużyny COTTONI dołączyła Paula, której pomoc z pewnością pomoże usprawnić działania i pozwoli mi na częstsze wizyty w blogosferze. Jest dobrze :)

Do przeczytania zatem wkrótce ;)
Wasza A.

12 komentarzy:

  1. Wspaniale że marzenia Twoje się spełniają mimo że kosztują dużo ale przecież lubianej przez Ciebie pracy. Efekty świetne :-). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Alu, to chyba nawet lepiej, że tyle pracy to wymaga... Człowiek jakąś taką durną i przekorną naturę ma, że docenia bardziej to, co z trudem osiągnięte, lub bezpowrotnie utracone. Pracy oboje z Irkiem moim w ostatnim czasie wykonaliśmy tyle, ze sami jesteśmy w szoku z efektów. Koszt był duży, masa wyrzeczeń i energii, ale szczęście ogromne :) Dziękuję za Twoją obecność Buziaki!!!

      Usuń
  2. no kocham te twoje stworki! Cudne, dopracowane, jedyne w swoim rodzaju. Sama się zastanawiam, które najpiękniejsze i nie potrafię wybrać. Jak już misie wygrywają, to zerkam na myszki i... nadal nie wiem. Cudownie tworzysz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! a ja odpadam przy Twojej różnorodności prac. W tylu technikach poruszasz się tak płynie, że aż miło patrzeć. Żałuję niezmiennie, że ciągle brak mi czasu na buszowanie po blogosferze i wizyty częstsze na Twoim i paru jeszcze blogach. Buziaki zasyłam Kochana, dziękuję za każde ciepłe słowo!

      Usuń
  3. Twoją "wizytówką"są myszy:)))gdzie je nie zobaczę od razu myślę o Tobie:))wierz,że marzenia się spełniają:))mnie się niespodziewanie kilka w tym roku spełniło:)))trzymam kciuki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożenko cieszę się, że coś charakterystycznego dla mojego Cottoni uchowało się w tym oceanie rękodzielniczym :) Ja też z myszorami zrosłam się duchowo i chyba muszę trochę zwiać od trybu pracy pod zamówienia, bo ciągle i niezmiennie parcie jest na te gryzonie w sweterkach, kiedy po głowie tyle nowych pomysłów fruwa... Dziękuję Ci za wizytę, szkoda, że tylko wirtualną ;) Buziaki!

      Usuń
  4. też bym na odległość poznała Twoje tworki:)
    życzę ci abyś dogoniła marzenia twórz nie oglądaj się za siebie życzę samych sukcesów a podglądam i wyczekuję zawsze /podziwiam za profesjonalizm każdy detal cudnie dopracowany...wspaniałe prace:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło się czyta takie osiągnięcia kobiety spełnionej, która robi to co lubi i jeszcze na tym potrafi zarobić. Lat temu jakieś dzieścia, mój ówczesny nowy kuzyn powiedział, czego ty nie wymyślisz, szkoda że tego sprzedać nie potrafisz. Do dziś się zastanawiam, czy drwił, czy rzucił urok ( żeby nie powiedzieć przeklął mnie )...
    Moja imienniczka ma rację, Twoją wizytówką są te cudne myszorki :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się Aniu,że Twoje marzenia tak pięknie zaczynają się spełniać : ) Kibicuję Ci nieustannie : ). Znów oczu nie mogę oderwać od Twoich wyrobów,zawsze są nie tylko dopracowane do granic możliwości ale również są takie kurcze nie wiem jak to określić...mają w sobie coś takiego trudnego do opisania. To coś podobnego jak ten piąty smak "umami" : ). Są takie świeże i żyją : ) Widać,że w każdej rzeczy którą tworzysz bije Twoje serce : ) Pozdrawiam serdecznie : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Zakochałam się w niedźwiedziach polarnych <3 Właśnie urządzam pokój mojej córze, która niedługo się pojawi :) Wszystko mam narazie białe - łóżeczko, materac do łóżeczka, wszystkie meble i świetnie by te misie pasowały :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę dalszych sukcesów!
    Twoje wytwory są piękne. Szczególnie zachwyciły mnie te myszki. Dopracowane w każdym szczególe.
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno :))
    Doskonale wiem, że rękodzieło to niełatwy "biznes", trzeba wiele pracy i wytrwałości, żeby przekonać niektórych ludzi, że warto wydać swoje ciężko zarobione pieniądze na coś unikatowego, tworzonego z sercem, pasją, zaangażowaniem. Wszędzie jest przecież łatwo dostępna i dużo tańsza chińszczyzna.
    Twoje prace są piękne i wykonane z dbałością o szczegóły. Podzielam również Twoją miłość do wzorów Tilda, nie można się w nich nie zakochać, znam to z autopsji :))
    Życzę Ci wytrwałości i powodzenia na drodze do realizacji Twoich marzeń :)) Pokaż innym, że i w Polsce takie "cuda" są możliwe!
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów.Każdy głos jest dla mnie cenny i pomaga w rozwijaniu bloga.

Jeżeli podobają Ci się moje zdjęcia znajdziesz ich więcej na instagramie. Odnośnik do profilu widoczny jest po prawej stronie ;)

Dołącz do grona obserwatorów na profilu Facebook'owym. Będzie mi niezmiernie miło.