Obserwatorzy

sobota, 19 stycznia 2019

2019

Dzień dobry!

Ja się po takim czasie wraca, to myślę, że trzeba z kwiatami przynajmniej ...
Minął rok. No prawie rok, bo ostatni post datowany jest na 31 stycznia 2018. 
Nosz kurka miałam popracować nad regularnym pisaniem, a odpadłam na całego. Co ciekawe moja lista czytelnicza też informuje o aktywności tylko kilku z wielu obserwowanych  blogów. Czy to znaczy, że blogosfera ciut wymiera? Nudzi się po czasie? Wejść na stronę jest sporo każdego dnia mimo mojej nieobecności, więc czytelnicy są, lub podglądacze zdjęć przynajmniej ;) Cóż, potrzeba moja wewnętrzna włączyła się właśnie, żeby naskrobać coś niecoś do Was od siebie. Co zmieniło się od tamtego czasu? Myślę, że sporo. Ogrom pracy wykonany. Wielkie kroki w stronę realizacji naszych marzeń poczynione, bo litości nie mięliśmy dla siebie praktycznie wcale. Odpoczynku było tyle, co kot napłakał, praca od świtu do późnej nocy, świątki, piątki i niedziele. No chyba, że któreś już na twarz padało, to chwilowy, ale to dosłownie chwilowy przestój sobie fundowaliśmy. Dziwne, że nie zajechaliśmy się przez ten rok miniony, ale żeby coś stworzyć z niczego praktycznie, to trzeba siły woli i pracy naprawdę intensywnej. Trzymamy się bowiem teorii, że marzenia się nie spełniają, marzenia trzeba realizować samemu, a sukces w ich realizacji osiągnąć można pracując, kiedy inni odpoczywają, działając, kiedy inni się bawią, ucząc się, kiedy inni śpią. Nie ma też co patrzeć z zazdrością na to, co mają inni, bo pewnie też samo nie przyszło, z nieba nie spadło. Wygrane w totolotka i spadki po majętnej cioci zdarzają się sporadycznie, cała reszta sukcesów to ciężka praca i jak zawiłą drogę przeszedł ktoś do swojego celu,  wie tylko on sam. 
To tyle w kwestii roboczej i na usprawiedliwienie małe mojej nieobecności.  
Zmianą ogromną dla nas było powiększenie familii. Do ekipki dołączyła bowiem Stella, psina wymarzona, która zgodnie z planem miała pojawić się u nas dopiero po wylądowaniu na wsi, ale dziecko tak intensywnie dziurę w brzuchu wierciło, że wymiękłam. Nie pierwszy raz okazuje się, że totalnie miętki ze mnie człek, ale  z tej wewnętrznej miętkości dużo dobrych rzeczy wypływa, więc nie narzekam :) O wszystkich plusach i paru minusach wynikających z obecności sierściucha opowiem innym razem. Może niektórych z Was interesować będzie jak wygląda wychowanie psiurka, co sporo powyżej kolana już mi wyrósł i z czym trzeba się zmierzyć choćby w kwestii stosunków dobrosąsiedzkich kiedy mieszka się w betonowej klatce.


Stwór zdecydowanie przesłodki jest, zwłaszcza kiedy śpi :D Kiedy nie śpi bywa kochanym huncwotem. Niepokorny charakterek dodatkowo podkreśla irokezik, który początkowo był tylko malutkim czupurkiem, ale urósł z całą resztą :P Aktualnie pańcia Stelcia zaległa na posłanku, więc mogę spokojnie za chwilę przejechać się przez mieszkanie na miotle. W czasie aktywności psa zrobić się tego nie da, bo zamiatanie szybko zmienia się w walkę o sprzęt. 
Co szyciowo u mnie? Cały czas staram się pracować głową nad czymś nowym, cały czas pomysłów liczonych w setkach mam, ale najczęściej i tak na tapecie są myszy. 




Ja zrosłam się z nimi, one ze mną i chyba przyjaźń to będzie na życie całe. 

Jak zmieniłam się ja? Wewnętrznie coraz większy ład i porządek, pogodzenie ze światem. Zewnętrznie chaos wykazuje tendencję wzrostową :D W międzyczasie stuknęło mi 40 wiosen, co podobno strasznie straszne miało być, a mi to zwyczajnie lotto. Posiwiałam też ciut i pilna wizyta 
u fryzjera była by wskazana, zwłaszcza że ostatni raz na fotelu fryzjerskim siedziałam w czerwcu przed pojawieniem się Stelli. Od tamtej pory matkuję szczenięciu i miałam lekki problem 
z zostawianiem jej samej w domu. Kolejny niezbity dowód na miękkość charakteru, ech... Pracy było multum i jakoś w terminarzu ciągle brakowało mi tych kilku godzin dla siebie. Myślę jednak intensywnie o wiośnie, więc wiosenne porządki tegoroczne zacznę chyba od swojej fizjonomii :D
Postanowienia na 2019? Żadne tam wielkie rewolucje, te chwilowo za nami. Teraz czas na kontynuację planu sprecyzowanego od ładnych paru lat. Zostały ostatnie dwa na ewakuację 
z betonowej klatki, może uda się szybciej. Trzymajcie więc kciuki :*
Tyle na początek. Wrócę za dni parę, słowo. Do spisania mam  sporo myśli, które bezustannie tłuką się pod kopułką nawet jak tak siedzę przy mojej turkoczącej Singerce, nic ich nie zagłusza. Żeby więc nie oszaleć tak do końca zamierzam bezczelnie i z premedytacją poobarczać Was nimi troszeczkę ;)
Tym, co są tu nadal przesyłam buziaków całe garście.
Dziękuję za Waszą obecność
Wasza A.




1 komentarz:

Zapraszam Cię do wyrażania myśli i komentowania wpisów.Każdy głos jest dla mnie cenny i pomaga w rozwijaniu bloga.

Jeżeli podobają Ci się moje zdjęcia znajdziesz ich więcej na instagramie. Odnośnik do profilu widoczny jest po prawej stronie ;)

Dołącz do grona obserwatorów na profilu Facebook'owym. Będzie mi niezmiernie miło.